Podziękowania

Kroczów, 9 XII 1982

Dnia 5 grudnia Skarżyłam się św. Maksymilianowi: Jak to będzie przeżyć te święta Bożego Narodzenia? Wszystko takie drogie. Renta rodzinna mała (3200 zł). A tu nie mam zdrowia, brak opału, nie ma butów, palta ani żywności. Aż tu nagle, o dziwo, 6 grudnia, na św. Mikołaja, przychodzi zawiadomienie z poczty, że są do odebrania dwie duże paczki: jedna z odzieżą, a druga z żywnością. Wielka to niespodzianka, bo nie spodziewałam się żadnej paczki i to z zagranicy. Paczki wysłały dwie kobiety z Niemiec. Otrzymałam też powiadomienie z Opieki Społecznej, że dostanę jedną tonę węgla. Ucieszyłam się ogromnie. Podziękowałam św. Ojcu Maksymilianowi, ubrałam jego ołtarzyk i figurkę Niepokalanej kwiatami. Modlę się i dziękuję za łaski, za to, że wysłuchał mnie nasz święty Orędownik i Męczennik.

Zofia Hyc

Murczyn, 9 XII 1982

Nasza 6-letnia córka zachorowała na porażenie nerwu twarzowego lewej strony. Było to w drugiej połowie sierpnia. Buzię miała krzywą i nie mogła ani się śmiać, ani dmuchać. Lekarz zalecił zastrzyki, tabletki, nagrzewania, ale to niewiele pomogło. Zaczęliśmy się wszyscy wspólnie (rodzice, babcia, jej młodsi bracia i ona sama) modlić gorąco do św. Maksymiliana, by się wstawił do Boga i Niepokalanej. Nasze nadzieje spełniły się. Dziecko dziś zdrowe chodzi do szkoły. Dziękujemy Panu

Bogu za tę łaskę św. Maksymilianowi, że raczył nas wysłuchać.

Maria Strzelińska z rodziną

Legionowo, 12 XII 1982

Mój mąż doznał paraliżu oka. Choroba postępowała z dnia na dzień. Mąż tracił wzrok. Oko było zamknięte i martwe. Lekarze mimo czynionych zabiegów byli bezradni. Załamana zwróciłam się z gorącą prośbą do Matki Bożej i do św. Maksymiliana oraz do innych Świętych. I oko zaczęło cudownie pracować, choć w ludzkim pojęciu było to niemożliwe - jak wyraziła się lekarka do swojej koleżanki.

Za tę i inne łaski otrzymane od Boga za przyczyną św. Maksymiliana opiekuna rodzin pragnę gorąco podziękować oraz proszę o dalszą opiekę nad naszą rodziną.

N. Chaber

Krosno, 5 I 1983

Mój mąż ciężko zachorował. Lekarze stwierdzili tętniak na aorcie w jamie brzusznej, który każdej chwili mógł pęknąć i spowodować śmierć. Potrzebna była natychmiastowa operacja. W Krośnie nie było jednak koniecznej ku temu aparatury. Trzeba było przewieźć pacjenta do Krakowa. Wybrano transport lotniczy, choć nie było nadziei, że dowiozą pacjenta żywego. Przed startem wlałam do ust nieprzytomnemu mężowi kropelkę wody z Lourdes, mocno wierząc, że Maryja uratuje mu życie. W Krakowie lekarze niechętnie przystąpili do ratowania chorego, bo - mówili - to już trup. Ich zdaniem nie było 1 % szansy uratowania życia. Otwarcie jamy brzusznej potwierdziło najgorsze obawy: pęknięcie aorty, pełno krwi, skrzepy. Po wstawieniu sztucznych naczyń krwionośnych lekarze zaszyli jak do trumny, bo byli przekonani, że nastąpi śmierć. Mąż jednak przeżył i dziś jest już w domu. Lekarze teraz chlubią się mówiąc, że jest on ich najlepszą wizytówką, bo podobne przypadki kończyły się zawsze śmiercią. Ja jednak sądzę, że ta wizytówka należy się Niepokalanej i składam Jej serdeczne podziękowanie.

Genowefa Nykiel

* * *

Zbyt wiele napływa podziękowań, by można je było pomieścić na łamach "Rycerza". Drukujemy tylko niektóre. Czytelnicy czasem zobowiązują się w sumieniu, przyrzekają Bogu, Matce Bożej, że za otrzymaną łaskę podziękują w "Rycerzu". Dla ich spokoju będziemy podawać ogólnie, ile osób dziękuje i za jaką łaskę.

DZIĘKUJĄ:Niepokalanejśw. Maksymilianowi
za uzdrowienie38 osób28 osób
za nawrócenie1-
za opiekę nad rodziną83
za urodzenie dziecka-4
za otrzymanie pracy-1
za porzucenie pijaństwa31
za powrót z więzienia2-
za zdanie egzaminu101
za wysłuchanie próśb138