Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i bł. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Brzeg, 17 III 1982
Dziękuję Niepokalanej za łaskę, jaką otrzymałam za wstawiennictwem bł. Maksymiliana Kolbego.
Będąc na czwartym roku studiów, poroniłam pierwsze dziecko. Okazało się, że mam chorobę, która nie pozwala donosić ciąży, a jeśli się ją donosi, dziecko rodzi się z poważną wadą lub wkrótce umiera. Leczyłam się dwa lata. Cały czas wierzyłam, że Maryja nie pozostawi mnie bez upragnionego dziecka, chociaż tej choroby nie da się całkowicie uleczyć. O tę łaskę modliłam się gorąco wraz z całą rodziną, a zwłaszcza wtedy, gdy powtórnie zaszłam w ciążę.
Jakaż wielka była radość, gdy w Wielką Sobotę 1981 roku urodziła się zdrowa i silna córeczka Anna Maria. Nawet mąż po kilku latach poszedł do spowiedzi św. wielkanocnej.
Od tego dnia wszystko zmieniło się w naszym domu. Oboje chodzimy do kościoła i przystępujemy do sakramentów św. Nasza mała córeczka rośnie i rozwija się prawidłowo. Wszystko to jest ogromną łaska, za którą gorąco dziękuję Niepokalanej i bł. Maksymilianowi.
A. P.
Powyższe fakty są mi znane i zgadzają się z prawdą. | Ks. K. Makarski
Inowrocław, 8 IV 1982
Dnia 2 lutego 1938 roku przyszło do nas dwóch braci z Niepokalanowa, którzy w okolicy propagowali "Rycerza" oraz zbierali ofiary na klasztor w Niepokalanowie. Było nam wtedy bardzo ciężko: mieliśmy troje małych dzieci, a w dodatku budowaliśmy skromny domek. Dołożyliśmy jednak małą cegiełkę na ten klasztor. Ojcowie, widząc nasze trudne położenie, wzbraniali się przyjąć nasz dar. Ja stanowczo zaoponowałam, mówiąc: jak ofiara, to ofiara. Odtąd przez szereg lat doznawałam wielu łask.
W roku 1945 ciężko zachorowałam, byłam w stanie beznadziejnym. Wtedy moja sąsiadka napisała do Niepokalanowa, prosząc o wodę z Lourdes. Gdy się jej napiłam, momentalnie przeminęły wszystkie choroby, wstałam z łóżka i mogłam chodzić. Byłam zdrowa aż do roku 1978, kiedy to dostałam zawału serca. Przeleżałam 5 tygodni w szpitalu w Bydgoszczy. Poprawy nie było. Zbliżałam się do stanu śmierci klinicznej. Dziesięciu lekarzy zebrało się przy moim łóżku. A ja się modliłam do bł. Maksymiliana, by mi wyprosił zdrowie u Niepokalanej, co też zaraz nastąpiło. Zaczęłam się uśmiechać. Wywołało to zdziwienie u lekarzy. Ordynator powiedział, że takiego cudu nie było jeszcze w szpitalu na Kapuściskach.
Jestem szanowana przez dzieci i wnuków; mam spokojną starość.
Wierzę, że ta mała cegiełka złożona w roku 1938 sprawiła, że doznałam tylu łask w życiu. Za to wszystko Niepokalanej przez bł. Maksymiliana serdecznie dziękuję.
Antonina Sosnowska
Zagnańsk, 28 IV 1982
Przed 16 laty moja córka Marysia zatruła się malinami z ogrodu. Wymiotowała krwią, a temperatura ciała podniosła się do 42°C. Nie mogła przyjąć kropli wody, natychmiast ją wymiotowała. Zrozpaczona dałam jej wody z Lourdes. Płakałam i krzyczałam: "Matko, uratuj mi dziecko!" Córka przełknęła wodę i usnęła. Wtedy dopiero odszedł lekarz, który przez kilka godzin pozostawał w naszym domu; było to około godz. 4 rano. Córka obudziła się o 8 całkiem zdrowa, poprosiła o pokarm. Poszłam do lekarza. Ogromnie się zdziwił, że córka żyje. Powiedział mi, że nie miał żadnej nadziei, by dziecko przeżyło to zatrucie. Zatrzymał się u nas tylko dlatego, żeby nam było raźniej i żeby mnie ratować w razie potrzeby. Córka miała wtedy 7 lat. Dziś jest zdrowa, ma własną córeczkę. O wnuczkę również się niepokoiłam. Bóg wie, jak gorąco prosiłam Niepokalana, i bł. Maksymiliana o jej szczęśliwe przyjście na świat. Córka odchodząc do szpitala przyjęła Komunię św., wzięła Cudowny Medalik i wodę z Lourdes. Poród trwał tylko 45 minut, a po 4 godzinach córka chodziła. Małej będzie rok 22 maja, a już chodzi.
Był okres, że mój syn nałogowo pił alkohol. Trwało to około 2 lat. Prosiłam bł. Maksymiliana: "Tyś poszedł na śmierć za obcego człowieka, wysłuchaj mnie, uproś u Matki Najświętszej upamiętanie dla mojego syna". I wysłuchał. Syn się ożenił, nie pije, ma dobrą żonę i dwoje pięknych dzieci.
Za te i za inne otrzymane łaski serdecznie dziękuję.
Ewa S.
