Podziękowania

Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i bł. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.

Lublin, 1981

Córka moja Teresa znalazła się po operacji w bardzo ciężkim stanie. Mimo troskliwej opieki lekarzy stan nie ulegał poprawie. Błagałam Maryję za pośrednictwem bł. Maksymiliana Kolbego o łaskę zdrowia dla chorej. Niepokalana nie zawiodła i nie opuściła nas. Za wysłuchanie próśb składam serdeczne podziękowanie.

H. Chmielewska

Nowy Targ, 5 VIII 1981

Z wielką radością donoszę, że dostąpiliśmy niezwykłej łaski. Modliliśmy się o nią z 9-letnim synem i teściową.

Mój mąż, bardzo kochany człowiek przez rodzinę i przyjaciół za jego dobroć, uczynność i za wiele innych pięknych zalet, zaczął pogrążać się w alkoholizm. Podejmując wielkie wysiłki, by go z tego stanu wydobyć, błagaliśmy równocześnie Niepokalaną o uzdrowienie jego duszy i ciała. jeszcze w grudniu (80 rok) przeżywaliśmy ten straszny koszmar, a już na początku roku 1981 odczuliśmy moc działania łaski. Mąż znalazł tyle siły, że zdołał się obronić przed alkoholizmem i złymi kolegami. jeszcze niedawno nie potrafił odmówić kieliszka, a obecnie może przebywać w towarzystwie pijących, a sam się nie napije. Chętnie chodzi do kościoła na Mszę św. i przystępuje do sakramentów świętych. Z jego inicjatywy wprowadziliśmy w naszym domu wspólną modlitwę.

To właśnie Ona, nasza Matka, daje nam też siły, spokój i opanowanie do pogodnego znoszenia ciężarów życia wynikających z obecnego kryzysu.

W rodzinie panuje zgoda i miłość. Dzieci, a szczególnie syn, który ogromnie przeżył upadek kochanego ojca, wrócił do równowagi i na każdym kroku daje mu odczuć jak bardzo go potrzebuje. Cieszy się każdą chwilą spędzoną wspólnie z nim.

Piszę to, by wyrazić wdzięczność Niepokalanej za łaskę, a z innymi podzielić się naszą radością. Równocześnie prosimy usilnie Niepokalaną, aby ten skarb chroniła zawsze w naszej rodzinie.

J. S.

Czarna Białostocka, 5 XII 1981

25 maja 1981 roku złamałam nogę. Po operacji dostałam odmy na całym ciele. Byłam obrzęknięta, straciłam mowę i wzrok oraz zachorowałam na zapalenie płuc. Pozostawałam stale pod aparatami w sali reanimacyjnej. W tym ciężkim stanie modliłam się do Matki Najświętszej. W Różanymstoku odprawiono Mszę św. o moje zdrowie. Potem zaczęłam powoli wracać do zdrowia. W szpitalu przebywałam tylko miesiąc. Obecnie jestem w domu i już mogę chodzić o własnych siłach. Za otrzymaną łaskę składam Niepokalanej serdeczne podziękowanie.

Maria Pieciul

Grójec Mały, 8 I 1982

Czwartego czerwca 1972 roku panowało gorączkowe podniecenie w Instytucie Pediatrii Akademii Medycznej w Poznaniu. Cały szpital był na nogach. Wezwano na pomoc nawet tych lekarzy, którzy po dyżurze wrócili do swych domów. Tak wiele - pisze matka - uczyniono dla chorego dziecka biednych ludzi z małej wioski.

Nasz dziesięcioletni synek Andrzej, jadąc na rowerze, upadł i uderzył się kierownicą w brzuch. Żadnej rany nie było, lecz chłopiec skarżył się na dotkliwy ból wewnętrzny. Lekarze w Wolsztynie zadecydowali, że konieczna jest operacja. Przeprowadzono ją 25 maja. Stwierdzono, że zranieniu uległa trzustka. Po operacji nastąpiła niewielka poprawa. Lecz 3 czerwca, nie zawiadamiając nas o tym, odwieziono półprzytomne dziecko do Poznania. To właśnie stało się przyczyną alarmu w Instytucie. Okazało się, że przy operacji w Wolsztynie założono wadliwie dren, skutkiem czego cala jama brzuszna uległa zakażeniu. Stan był beznadziejny. Lekarz operujący powiedział, że taki przypadek kończy się szczęśliwie tylko jeden raz na dziesięć tysięcy. Zrobiliśmy wszystko, cośmy mogli - rzekł - reszta zależy tylko od Boga.

Dwa dni pozostałam w szpitalu. Gdy powróciłam do domu, wzięłam obraz, który Andrzejek otrzymał na pamiątkę pierwszej Komunii św. i modliłam się o spełnienie się woli Bożej. Nagle przypomniałam sobie, że jeszcze nie minął rok od beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego. Pomyślałam: Błogosławiony spełni w tym roku każdą prośbę zaniesioną do Niego. Od tej chwili byłam pewna, że dziecko będzie uratowane.

Piątego dnia zaczęły pracować jelita. Po dwóch tygodniach Andrzejek mógł chodzić, a po pięciu wrócił do domu. Dziś liczy 19 lat i pracuje w fabryce w Poznaniu. Jestem święcie przekonana, że łaskę tę wyprosił nam u Matki Bożej bł. Maksymilian Kolbe.

Całym sercem dziękuję Bogu Wszechmogącemu, Najświętszej Maryi Pannie i bł. Maksymilianowi.

Felicja Kędziora