Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Racibórz, 1 IX 1982
Po zawarciu małżeństwa bardzo pragnęliśmy dzieci. Niestety lata mijały, a potomstwa nie było, mimo iż według lekarzy nie było ku temu żadnej przeszkody.
W tym czasie do naszej parafii zawitał wędrujący obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Gorąco się modliłam o łaski, a między innymi również o potomstwo. I zostałam wysłuchana. Po 9 latach życia w małżeństwie urodziłam córeczkę, a potem jeszcze dwie bliźniaczki. Pierwsza córeczka jest łaską szczególną, bo to pierwsze dziecko po wielu latach oraz dlatego, że jest ona inna od swoich siostrzyczek; jest bardzo pobożna. Sama, z własnej inicjatywy wstąpiła do "Dzieci Maryi"; co roku bierze udział w specjalnych rekolekcjach; uczestniczy w pieszej pielgrzymce z Opola do Częstochowy. Ma również plany na przyszłość: pragnie wstąpić do zakonu lub zrobić medycynę i wyjechać do Gabonu, by poświęcić się całkowicie pielęgnacji trędowatych.
Inną łaską było uratowanie jednej z moich bliźniaczek. W wieku półtora roku zachorowała na ciężkie zapalenie wewnętrznego ucha. Dziecko wiło się z bólu. Z ucha sączyła się ciecz o zgniłym zapachu. Laryngolog po żmudnych badaniach laboratoryjnych wykrył złocistego gronkowca. Jako lek przepisał streptomycynę. Pielęgniarka przed zrobieniem zastrzyku zrobiła próbę, która wypadła niekorzystnie. Gdyby zastrzyk zrobiła bez próby, dziecko zginęłoby. Lekarz skierował na operację, ale przestrzegł, że potem mogą nastąpić różne komplikacje i niekorzystne zmiany w mózgu.
Za poradą życzliwych osób zwróciłam się jeszcze do lekarza w Zabrzu. Ten zbadał ucho dokładnie i orzekł, że 95% racji przemawia za koniecznością operacji. Wpierw jednak kazał zastosować jeszcze jedno lekarstwo i przyjść po trzech tygodniach do kontroli.
W tym czasie trwały przygotowania do beatyfikacji O. Maksymiliana Kolbego. W kościele wywieszone było wezwanie, by powiadamiać o wszystkich cudach i łaskach otrzymanych za jego wstawiennictwem. Przez te trzy tygodnie gorąco modliłam się do niego. Kiedy zawiozłam dziecko do kontroli, lekarz po obejrzeniu ucha rzekł: "Gdybym przedtem nie wiedział o wszystkim i nie badał tego dziecka, twierdziłbym, że ono nigdy nie było chore. To chyba cud". Choroba nie powtórzyła się dotąd, choć podobno do 18 roku życia to się zdarza.
Piszę, by podzielić się moją radością, co pragnęłam uczynić od dawna. Wielkim szczęściem jest należeć do wspólnoty chrześcijańskiej.
A.H.
Wrocław, 21 X 1982
Niniejszym pragnę dać świadectwo prawdzie o łasce, którą otrzymałam za pośrednictwem św. Maksymiliana Marii Kolbego. Św. Maksymilian już wtedy, gdy był tylko skromnym księdzem zakonnym, swoją modlitwą i wstawiennictwem u Matki Najświętszej sprawił, że moje troski z powodu śmiertelnie chorego męża obróciły się w radość.
Po zamążpójściu mieszkałam z mężem i dziećmi w Bukaczówce, pow. Rohatyn, w Stanisławowskiem, gdzie mąż pracował jako nauczyciel.
Przez nieuwagę poparzył sobie wargę palącym się papierosem. Oparzelina często ulegała zdarciu i nie goiła się mimo stosowania leków. Prześwietlenie wykazało stan bardzo niekorzystny. Stwierdzono bowiem obecność nowotworu z rozgałęzieniem w głąb jamy ustnej w kierunku krtani. Pozostała tylko operacja. Lekarze nie taili, że jej pozytywny wynik jest wątpliwy i trzeba być przygotowanym na najgorsze. Byłam zrozpaczona: dobry i kochający mąż ginie, a ja zostaję z trojgiem małych dzieci (najstarsze 7 lat, najmłodsze 2).
Za namową mamusi napisałam do Niepokalanowa. Opisałam swoje cierpienie i rozpacz, prosząc zarazem o modlitwy w intencji męża.
Wkrótce otrzymałam długi, piękny list od O. Maksymiliana Marii Kolbego, w którym dodawał mi ducha i wzywał, abym z całą ufnością zawierzyła Niepokalanej, a Ona mnie nie opuści. List wywarł na mnie ogromne wrażenie, przywrócił mi spokój i wzmocnił moją wiarę, że Matka Najświętsza przywróci zdrowie mężowi. Żal mi, że ten list nie zachował się. W zawierusze wojennej utraciłam go jak wiele innych cennych pamiątek. Stanowiłby dzisiaj cenną relikwię po Świętym.
Modlitwy O. Maksymiliana sprawiły, że mąż mimo ogromnych cierpień zniósł dobrze operację, a po kryzysie wyszedł całkowicie ze śmiertelnej choroby i żył jeszcze 20 lat.
Janina Chojcan
