Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i bł. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Bestwina, 8 I 1981
Piszę ten list płacząc z radości i wdzięczności. Dosłownie pól godziny przed odjazdem do Rzymu zostałam przyjęta do Rycerstwa Niepokalanej. Oddałam się Maryi całkowicie, na zawsze. Miałam wielką prośbę. Otóż mój mąż był niewierzącym i od dawna modliłam się o jego nawrócenie. Zamierzałam ukryć w jego ubraniu cudowny medalik. Po powrocie z Rzymu podarowałam mu swój medalik. Bałam się szczerze, że mnie wyśmieje i zbeszcześci medalik. Tymczasem przyjął go i pozwolił zawiesić na szyi. Wierzę, że teraz już będzie pod opieką Niepokalanej.
M. Ś.
Elbląg, 11 I 1981
Gorąco dziękuję za łaskę nawrócenia mojej córki. Początkowo była pobożna i gorliwa. Potem pod wpływem szkoły, a może i męża, przyjęła postawę buntowniczą wobec Boga i religii. Nie można było z nią rozmawiać na tematy religijne. Gdy przyjechała na święta Bożego Narodzenia, ukryłam w jej ubraniu cudowny medalik. W uroczystość Objawienia Pańskiego otrzymałam od niej list. Wyznała, że odbyła spowiedź i zaczęła prowadzić nowe życie. Niech cześć będzie dla Niepokalanej!
D. H.
Warszawa, 10 IX 1981
Gdy mąż odszedł i opuścił nasz dom, dzieci załamały się psychicznie i zaniedbywały się w nauce. Groziło im pozostanie w tych samych klasach. W tej ciężkiej sytuacji zaczęłam modlić się o miłosierdzie Boże za przyczyną Niepokalanej i bł. Maksymiliana. Zostałam wysłuchana. Dzieci, choć sytuacja wyglądała beznadziejnie, zdały do następnych klas. Serdecznie dziękuję za udzieloną łaskę.
S. G.
Rzeszów, 14 IX 1981
Moja córka Dorota bardzo pragnęła dziecka. jednak po przejściu operacji stało się to wątpliwe. Lekarze oznajmili jej, że jeszcze jeden taki przypadek, a już z całą pewnością nigdy nie będzie miała dziecka. Córka była załamana. Z wiarą i ufnością zwróciłyśmy się wtedy do bł. Maksymiliana z prośbą o szczęśliwe macierzyństwo. I rzeczywiście, córka zaszła w normalną ciążę. Radość nasza trwała tylko 6 miesięcy. W tym miesiącu córkę zabrano do szpitala, gdyż groziło jej poronienie. Dostawała leki i zastrzyki, ale każdego dnia mogła nastąpić tragedia. Dorota, załamana, płakała codziennie. Pewnego razu modliła się, a wpatrując się w obrazek Błogosławionego rzekła:
- Ojcze Kolbe, ratuj mi dziecko!
Wydało się jej, że słyszy głos:
- Dobrze, uratuję ci, ale poświęcisz je Bogu?
- Poświęcę, tylko mi je uratuj! - odparła skwapliwie. Dnia 21 grudnia 1980 roku Dorota z wielkim narażeniem własnego życia urodziła zdrowego syna. Na chrzcie otrzymał imię Marek-Maksymilian.
- Oby tylko nie miał takiego losu jak o. Kolbe - mówi czasem zatroskana matka - ale jeśli zechce pójść w jego ślady, nie będę robiła przeszkód.
Dziękujemy bł. Maksymilianowi za wstawiennictwo do Niepokalanej, a małego Marka polecamy jego dalszej opiece.
B. Szczepanowicz
