Podróż misyjna na Daleki Wschód

60-lecie Misji MI w Japonii

Kiedy na początku roku 1930 św. Maksymilian otrzymał od przełożonych pozwolenie na wyjazd na misje, skierował się na Daleki Wschód, by "na ziemiach wielkiej Azji dać poznać Boga przez Niepokalaną i przychylić ludziom nieba". Zabrał z sobą czterech braci zakonnych i 26 lutego pożegnał Niepokalanów 7 marca misjonarze wsiedli na statek "Angers" w Marsylii, by przez Morze Śródziemne, Kanał Sueski, Morze Czerwone, Ocean Indyjski wpłynąć w końcu marca na Morze Chińskie.

Była to oryginalna wyprawa misyjna: bez ustalonego miejsca jako celu podróży, bez zabezpieczenia sobie opieki władz, bez większych przygotowań i zasobów, z planem wydawania zaraz "Rycerza" w języku chińskim i japońskim. O jedno tylko modlili się misjonarze spod znaku MI: "by Niepokalana kierowała całą podróżą sama i dowolnie", i wskazała teren, który Jej się najwięcej podoba. Jej figurka była umieszczona na poczesnym miejscu w kajucie misjonarzy, którą nazwali Niepokalanowem okrętowym. O. Maksymilian na statku i w portach często odprawiał Mszę św. "według intencji Niepokalanej". W czasie podróży misjonarze uczyli się języków [okł. s. 3]wschodnich, a o. Kolbe przygotowywał też materiał do "Rycerza", który, jak zapewniał, musi wyjść na najbliższy maj. Apostołowali też na okręcie to Cudownym Medalikiem, to słowem, a na postojach upatrywali miejsca pod przyszłe Niepokalanowy. "Po drodze - pisał o. Kolbe - staraliśmy się orientować co do możliwości wydawania «Rycerza» w różnych krajach w językach miejscowych, jak w Syrii, Egipcie, Abisynii, Indiach (Malabar), Annamie i Chinach".

Niepokalana w widoczny sposób błogosławiła swym polskim "szaleńcom". W Port Saidzie biskup zgodził się na wydawanie w jego diecezji "Rycerza". W Dżibuti o. Maksymilian rozmawiał z misjonarzami kapucyńskimi na temat założenia misji MI w Abisynii, skąd można by było promieniować na Afrykę środkową. W Colombo na Cejlonie wywiadywał się o możliwościach wydawania "Rycerza" w Indiach, który to kraj bardzo mu leżał na sercu. W Sajgonie księża annamiccy zapraszali do pozostania na stałe w Wietnamie i przyrzekali współpracę, a jeden chciał zostać franciszkaninem. Odjechał stąd, "jak z własnej chałupy", przyrzekając tubylcom, "że za jakie sześć miesięcy przyjadą tam dwaj bracia (zakonni) i rozpoczną wydawanie «Rycerza»".

Misjonarze polscy zabawili dłużej w Szanghaju, w którym wylądowali 11 kwietnia. Z prokury bernardyńskiej wyszli pomocnicy do przenoszenia bagaży, ale jakież było ich zdziwienie, gdy nie znaleźli nic do roboty, bo nasi mieli z sobą tylko trochę bielizny i książek oraz to, co na sobie. Gdy o. Kolbe zastanawiał się, od czego zacząć, zjawił się przed nim niespodzianie Józef La Pa Hong, wybitny katolik chiński i jeden z najbogatszych ludzi w świecie, zwany chińskim św. Wincentym à Paulo. W lot poznał się na wodzu polskiej wyprawy misyjnej i z miejsca zaofiarował mu klasztor i drukarnię w zamian za poprowadzenie szkoły rzemieślniczej. Ale ordynariusz szanghajski nie zgodził się na wydawanie "Rycerza" w swym mieście, a tylko na otwarcie w nim prokury i propagowanie stąd pisma, które według niego powinno być drukowane na terenie będącym misją franciszkanów konwentualnych - w prowincji Shensi, położonej w głębi Chin. O. Maksymilian widząc, że w Shensi trudno byłoby rozwinąć akcję prasową, poznał, że inna jest wola Niepokalanej.

Po 12-dniowym pobycie w Szanghaju zostawił w tym mieście dwóch braci, by wykorzystać pozwolenie biskupa na otwarcie prokury, i z dwoma innymi wyjechał do Japonii. Polonia szanghajska odradzała mu ten wyjazd, ale on powiedział jakby w natchnieniu, jak referuje inżynier Franciszek Kanclerz: "Niepokalana tak chce, muszę jechać do Japonii, tam będzie Jej świątynia, tam będzie Misja"

24 kwietnia o. Maksymilian z dwoma braćmi zakonnymi: Zenonem Żebrowskim i Hilarym Łysakowskim zawinął do portu Nagasaki. Pierwsze kroki polscy misjonarze skierowali do katedry w dzielnicy Oura, gdzie spotkała ich miła niespodzianka. U wejścia do świątyni stała wśród kwiecia figura Niepokalanej z gestem jakby macierzyńskiego oczekiwania. Wzięli to za szczęśliwy znak. O. Kolbe zawołał z radością: "Ponieważ znaleźliśmy Ją, więc wszystko dobrze pójdzie".

Grafika do art. Podróż misyjna...

[Fot. okł. s. 3] Św. Maksymilian wśród księży wietnamskich i czterej bracia misjonarze: (stoją od lewej) br. Hilary Łysakowski, br. Zeno Żebrowski, br. Zygmunt Król i br. Seweryn Dagis w Sajgonie, 2 IV 1930.