"Pod Twoją obronę" - cudowna modlitwa

Matka Boża w moim życiu

Było to w drugiej połowie września 1939 r. Za moją wioską rodzinną wynikła potyczka pomiędzy jednym z oddziałów generała Kleeberga a wojskiem sowieckim. Wieś ocalała, nie było pożaru ani zabitych. Po uciszeniu strzałów ludzie zaczęli wychodzić z ukrycia. Stanąłem w grupie kilkunastu osób pod jakimś domem.

Nagle zza budynku wypadła grupa uzbrojonych żołnierzy wołając "roki w wierch!". Po osobistej rewizji wyprowadzono nas za wioskę i włączono do wędrownego obozu, który tam stał. Nad ranem - wymarsz do miejscowości Bezwola koło Radzynia Podlaskiego. Tam nastąpił przegląd wszystkich osób, polegający na obejrzeniu rąk, ubrania i ogólnego wyglądu. W wyniku tego przeglądu wybrano cztery osoby, które rzekomo miały być przywódcami partyzantów w wyżej wspomnianej potyczce. Wśród wybranych było dwóch żołnierzy oraz ja i mój kolega imieniem Antoni. Wyprowadzono nas z obozu na mały wzgórek pod lasem. Przed nami stanęło ośmiu żołnierzy. Na dany rozkaz zdjęli z ramion broń i skierowali lufy w naszą stronę. Z boku stał dowódca z szablą, którą w pewnym momencie podniósł do góry.

Zrozumieliśmy, że nadchodzi chwila rozstrzelania. Nie pomogły prośby, że jesteśmy niewinni - zresztą w tej sytuacji nie było nawet do kogo zwrócić się o ratunek. Mój kolega dostał szoku, rzucił się na ziemię i rękami jakby rwał trawę. Wówczas odruchowo klękam na oba kolana i zwracając się do kolegi mówię: "Uspokój się, módlmy się, bo tylko cud może nas uratować!". Zaczynam głośno Pod Twoją obronę. Jak długo tę modlitwę odmawialiśmy, nie pamiętam, ale w pewnym momencie od dowództwa, które stało od nas około 50 m, biegnie jakiś żołnierz machając podniesioną w górę ręką. Dowódca z szablą chwilę czeka, wreszcie dowiaduje się od posłańca, że nastąpiła zmiana rozkazu: egzekucja odbędzie się na rynku w najbliższym mieście Międzyrzec Podlaski.

Na czele pochodu szli czterej "przywódcy" wybrani na rozstrzelanie. Gdy doszliśmy do miasta, wprowadzono nas na rynek, ale nie było tam pustego miejsca. Cały rynek był wypełniony ludźmi schwytanymi po drodze podobnie jak my. Bez namysłu zaczęliśmy się wpychać w zbiorowisko ludzi. Żołnierze nie zorientowali się, jak nasz obóz momentalnie zmieszał się z tłumem, który wypełniał rynek. Tłok był tak wielki, że nie próbowano nas czterech odszukać. Zostaliśmy uratowani.

Na drugi dzień nastąpił wymarsz do Białej Podlaskiej, stamtąd, załadowani w zamknięte wagony towarowe, wyjechaliśmy na Wschód. Uciekłem z transportu w Stołpcach k. Baranowicz w dniu, w którym w mojej intencji odprawiała się Msza św.

W 1944 r. wstąpiłem do Seminarium Duchownego, w roku 1950 otrzymałem święcenia kapłańskie. Od tego czasu pracuję na różnych placówkach duszpasterskich. Obecnie jestem kustoszem małego sanktuarium maryjnego na Podlasiu, spełniając dług wdzięczności wobec Matki Bożej za wiele otrzymanych łask, a szczególnie za oczywiste uratowanie życia dzięki modlitwie Pod Twoją obronę.