Pod opieką dwu matek

Staszek miał na szyi medalik z Matką Boską, zawieszony na cienkim lnianym sznureczku. Była to droga pamiątka od matki, przywieziona z Niepokalanowa. Udało mu się przemycić go do obozu. Medalik ten towarzyszył koledze w najcięższych chwilach życia, jakimi były przesłuchania w gestapo, a potem więzienie w Warszawie. Staliśmy nago. Rozbierając się do rewizji, zapomniał zdjąć go z szyi. Zauważył to esesman.

- Zdejmij szybko medalik - szepnąłem do Staszka, zwracając przy tym głowę w jego kierunku. Esesman podszedł do mnie i zlustrował swym przenikliwym i zimnym wzrokiem, który następnie przeniósł na Staszka.

Zbliżył się do niego. Ręką chwycił mocno za medalik i silnie pociągnął. Sznureczek był mocny. Nie zerwał się tylko wcisnął w skórę szyi. Wystąpiła na niej czerwona i głęboka pręga. Esesman wściekły ponowił szarpnięcie. Tym razem udało się. Z furią rzucił medalik na ziemię, depcząc go butami.

- Po co ci to? To ci nic nie da - krzyczał oburzony Niemiec. Wasza Czarna Matka Boska cię nie uratuje!

- Mama. Mam to od mamy szepnął cicho Staszek.

Esesman chwycił ręką za pistolet. Zamarłem ze strachu. Lewa ręka Staszka przylegała do mojej prawej. Chwycił ją kurczowo. Esesman nagle wezwał sztubowego. Kazał mu przynieść porcję chleba, natomiast mnie podnieść medalik z ziemi. Schyliłem się, [15]wyjąłem go z błota. Pot wystąpił mi na czoło.

"Czy rozwali nas obydwóch?" - pytałem samego siebie.

Cały czas trzymałem medalik przed esesmanem. Czułem jak włosy jeżyły mi się na głowie. Nogi miałem jak z waty. Oczekiwałem najgorszego. Po chwili sztubowy przyniósł chleb.

- Czy wolisz to? - esesman pokazał chleb. - Czy to? - wskazał z lekceważeniem na medalik.

Znając głód obozowy, był pewny, że więzień wybierze chleb.

- Medalik! - zawołał bez zastanowienia Staszek, a po chwili dodał rzewnie:

- Mama...

Medalik w obozie kojarzył mu się z sercem matki. Był wyrazem jej duchowej opieki i bodźcem do przetrwania. Znaczenie pamiątki nasiliło się ze wzrostem tęsknoty za matką, rozpaczy z powodu niemożności jej widzenia, odczucia ciepłych dłoni na obolałej głowie, usłyszenia drogich słów. Utrata tej bezcennej dla Staszka pamiątki równałaby się utracie matki, którą tak kochał.

Młody Niemiec nie był przygotowany na taką niespodziewaną i dziwną dla niego odpowiedź. Spotkał się z czymś zupełnie niezrozumiałym i niepojętym dla jego mentalności. Zaniemówił z wrażenia. Mienił się na twarzy. Coś przeżywał. Wziął chleb z ręki sztubowego, a ode mnie medalik i rzucił je prosto w Staszka. Następnie - oczom swym nie wierzyłem - wykonał w tył zwrot i odszedł.

[16]

Nadal staliśmy w szeregu. Pochyliłem się i podniosłem z ziemi chleb i medalik. Podałem je Staszkowi. Był on zupełnie jeszcze oszołomiony. Czoło jego pokrywały duże krople potu. Dopiero, gdy lekko uderzyłem go, zaczął reagować na moje słowa.

- Uciekłeś śmierci spod samej kosy - mówiłem. - Miałeś... szczęście, że cię nie rozwalił.

"Piekło na raty"

Grafika pod art. Pod opieką dwu matek