Początek życia

Młody Rycerz Niepokalanej (6)

Mówi się często, że uczeni nie wierzą w cuda. Wobec tego jak można w kategoriach przyrodniczych opisać organizmy żywe, a szczególnie człowieka zjawisko tak złożone, koronę stworzenia?

Jan C. Kendrew, laureat Nobla w dziedzinie chemii z 1962 r.

Nie tak dawno przeczytałem przedrukowany przez "Problemy" 5/1986 z "New Scientist" artykuł pt. Genesis - co nowego? Artykuł dotyczy nowych badań nad pochodzeniem życia. Bezcelowe wydaje się przedstawianie tutaj jego treści. Celowe zaś będzie przytoczenie konkluzji autora tego tekstu: "Bez względu na to, w jaki sposób powstało życie - pisze A. Scott - musiał nadejść taki czas, gdy kwasy nukleinowe po raz pierwszy zaczęły kierować procesem produkcji określonych białek. Życie w obecnej postaci jest oparte na genach..., które, poza funkcją reprodukcyjną, pełnią funkcję kodowania białek, będących budulcem organizmu i utrzymujących go w działaniu. Jak doszło do tego związku między genami a białkami? Odpowiedzi na to pytanie nikt nie jest w stanie udzielić, choć pomysłów nie brakuje" (s. 48).

Jest jeszcze wiele innych pytajników w dziedzinie zjawiska zwanego życiem. Już bowiem samo określenie historycznego pojawienia się życia na ziemi jest trudne. Czy istnieje ono od 3, 5, czy może od 6 miliardów lat? Jak powstało? Co jest jego istotą? Oto są zasadnicze pytania wyzywające do działania rozum ludzki. I znowu, jak w przypadku problemu powstania świata, tak i tu pojawiły się hipotezy, przypuszczenia, domysły. Zjawiskiem charakterystycznym dla badania tajemnic jest właśnie to, że teorie i hipotezy stają się bardzo szybko przestarzałe. Tak też jest i w tym przypadku.

Swego czasu Engels przedstawił pogląd, iż najlepszym sposobem na wyjaśnienie zagadki życia będzie badanie historii materii. Wkrótce jednak pogląd ten odrzucono, albowiem znajomość historii materii (poza tym, że stwarza obiektywne trudności) niewiele powie o przyczynie powstania życia.

Pojawiła się hipoteza przypadku. Głosiła, że właśnie przypadek sprawił skupienie się atomów w taki sposób, że powstały żywe istoty. Teoria ta była popularna wśród materialistów, ale wielu z nich dziś z niej rezygnuje choćby z tej przyczyny, iż przypadkowe "zderzenie" się atomów wymagałoby bezmiaru czasu, a, jak twierdzą uczeni, wszechświat jest zbyt "młody", by mogła zaistnieć taka możliwość. Sam wielki A. Oparin pisał w 1964 r.: "Ogromny postęp nauk przyrodniczych pozwolił nabrać przekonania, że pojawienie się życia na Ziemi nie było dziełem «szczęśliwego» przypadku, jak sądzono poprzednio"... I dalej pisze Oparin: "Bezrozumne (...) jest powołanie się na ślepy traf, który spośród bilionów i kwadrylionów kombinacji mógł rzekomo przypadkiem uformować to właśnie niezbędne uporządkowanie struktur, jakiego wymaga synteza białek".

Także hipoteza kosmozoów, głosząca o zarodkach życia przeniesionych z kosmosu na ziemię przez meteoryty lub - jak chciał S. A. Arrhenius - na skutek ciśnienia promieniowania, jest dziś przez uczonych na ogół odrzucana, gdyż zakłada odwieczność życia oraz nie uwzględnia takich przeszkód, jak np. niska temperatura, promieniowanie kosmiczne etc.

Byli też zwolennicy aktualnego samorództwa, lecz teorię tę definitywnie obalił Ludwik Pasteur.

Odmienną jest hipoteza samostwarzania (Selbsterzeugung). Głosił ją Karol Marks. Przypisywał on materii właściwości samostwórcze, w pewnym więc sensie rozumne. Marks wchodzi tu, chcąc nie chcąc, na pole metafizyki, tak nielubianej przez materialistów. Orzeka tym samym, iż materia jest nie stworzona, sama jest przeto życiem i świadomością, jest boska. Tymczasem "w materii, o jakiej rozprawia fizyka współczesna - pisze Tresmontant - nie dostrzegam nic, co by pozwoliło mi przypisywać atomom taką utajoną osobowość i takie możliwości rozumnego działania". A zatem życie, które materialiści uważają za formę ruchu materii, jest w rzeczywistości czymś więcej. Żywa bowiem istota różni się od czegoś martwego nie tylko składem chemicznym itp., lecz przede wszystkim strukturą zachowawczą, zdolną do zachowania swego trwania na[176]wet wtedy, gdy odnawia składające się na nią składniki materialne (Tresmontant).

Życie to jakieś "nowe" tajemnicze prawa, swoiste tylko dla istoty żywej, nie charakteryzujące materii. Jeśli zaś ulegamy urokowi i sile materii, to jedynie dlatego, iż moc Boża przeszła w nią. Bez tych ożywczych tchnień Bożych materia jest zawsze czymś "gorszym" i nie może sama tworzyć czegoś "lepszego" - życia. To, co nie "myśli", nie może obdarzyć czegoś "myślą"...

Wielu badaczy próbuje dziś dociec natury "nadawanego" życia. Pyta: jakie są właściwości tych ożywiających impulsów? Zagadnienie owego "szwu życia" podjął znany uczony ks. profesor Włodzimierz Sedlak z Radomia. Jego nowatorska - bioelektroniczna - koncepcja kieruje uwagę uczonych z biochemicznej ku biofizyczno-kwantowej strukturze życia. Ks. Sedlak pragnie wskazać, iż wykrycie tranzystorów oraz kwantowych anten nadających program życia pozwoli przybliżyć się do zasady jego działania. Są to jednak li tylko próby teoretyczne. Nadal bowiem przeskok od istniejących poprzednio niewielkich cząsteczek chemicznych do samoodtwarzającej się istoty żywej jest tak olbrzymi, iż "nikt dotychczas właściwie nie wie, jak to się odbyło" (Kendrew).

Wie o tym i zna przyczynę początku życia jedynie Biblia. W natchnionej Księdze Rodzaju czytamy: "Potem rzekł Bóg: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, płazy i dzikie zwierzęta według ich rodzaju!» I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje zwierząt, bydła i wszelkich płazów naziemnych. I widział Bóg, że były dobre. A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam...»".