Święty Franciszek z Asyżu - dziś
Woda źródlana, studzienna, rzeczna, morska, deszczowa... Woda wypełniająca bezgraniczne przestrzenie i głębiny basenów oceanicznych i morskich, płynąca szczodrze w korytach rzek, odbijająca w jeziorach i lagunach naszą twarz, hucząca w kaskadach i w potokach wśród parowów. Woda krystalicznie sącząca się ze skał, podrygująca między brzegami strumyków, wytryskująca obficie ze źródeł. Woda, ten odwieczny regenerator naszej "matki ziemi", ileż to myśli wzniecała w subtelnej i poetyckiej duszy św. Franciszka z Asyżu! I ileż emocji przynosiło świętemu mistykowi kontemplowanie różnorakości odblasków, tęczowych barw i harców "siostry wody"! A potem ileż skojarzeń biblijnych cisnęło się na myśl temu pilnemu Czytelnikowi Pisma Św[iętego]: wody Jordanu w chwili chrztu Jezusa (Mt 3,13-16); woda w dzbanach glinianych przemieniona w wino na uroczystości weselnej w Kanie (J 2,6-11); woda studzienna w Sychar i słowa Jezusa do Samarytanki: "Kto będzie pił wodę, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu" (J 4,14); odpowiedź Jezusa na pytanie Nikodema: "Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego" (J 3,5); zaproszenie Jezusa: "Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we mnie, niech przyjdzie do mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza" (J 7,37-38); obietnica Boga siedzącego na tronie: "Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia" (Ap 21,6) itd.
To pewnik, że widok i kontemplacja przezroczystej wody wywoływały w emocjonalnej psychice Franciszka serdeczny podziw, radość, szczęście, przeradzające się w pieśń pochwalną w stylu proroka Daniela: "Błogosławcie, wody wszystkie, Pana" (Ps 148). Stąd logiczne uplasowanie znajduje szacowna powściągliwość, przezorność i oględność Franciszka wobec wody. Takich postaw nie odnotowała jeszcze hagiografia chrześcijańska, podczas gdy już dla wczesnej literatury franciszkańskiej są one typowe. Wszyscy biografowie Świętego stwierdzają, że ten Boży Człowiek odnosił się do wody z szacunkiem i sympatią, dostrzegając w niej symbol pokuty, oczyszczenia ze skażeń grzechem i powrotu do niewinności pierwotnej. Wiedział, że w liturgii jest ona kanałem błogosławieństwa, więcej: znakiem sakramentalnym, począwszy od obrzędu chrztu. Myjąc się z kurzu lub pijąc wodę, zawsze miał na uwadze tę teologiczną wizję i wyżej przytoczone skojarzenia biblijne. Stąd starał się nie trwonić i nie wylewać swej "siostry wody" tam, gdzie mogłaby być podeptana przez ludzi i zwierzęta. Są to na pozór drobne sprawy, które często wymykają się z pola widzenia zwykłym śmiertelnikom, ale nie uchodziły one uwagi takiego mistyka, jak święty Franciszek.
Dalej, według stałej i zgodnej tradycji, święty Pokutnik z Asyżu powstrzymywał się od spożywania wina podczas posiłków, jak to było w zwyczaju, a wody używał z krańcową wstrzemięźliwością, tyle, by złagodzić pragnienie. "Cóż powiem o piciu wina, skoro palony pragnieniem nawet wody nie pił, ile trzeba!" (Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, 51). Można się domyślać, że postępował tak, by nie splamić tej krystalicznie czystej substancji, by nie uczynić z niej swojej wspólniczki w ewentualnym karygodnym nadużyciu.
Tymczasem "siostra woda" jakby przychylnie patrzyła na tę delikatność swego opiekuna i przy różnych okazjach mu się odwdzięczała, stając do jego dyspozycji.
W czasie ciężkiej choroby w pustelni św. Urbana miał fantazję na łyk wina. Niestety, nie było nawet żelaznego zapasu. Wówczas Święty zrobił znak krzyża nad szklanką wody naturalnej i - o dziwo woda zamieniła się w szlachetne wino. "Skosztowawszy go, bardzo łatwo wyzdrowiał, a wszyscy uwierzyli, że stał się tu cud boski, jakoż i był" (tamże, 61).
Innym razem w towarzystwie ubogiego człowieka udawał się do pustelni, położonej na górze, gdzie zamierzał spokojnie oddać się kontemplacji. Wspinając się stromą drogą, jego towarzysz zmęczył się i z pragnienia osłabł. "Święty Boży, który zawsze współczuł utrapionym, bez zwłoki zsiadł z osła, ukląkł na ziemi, wyciągnął dłonie ku niebu i nie przestał się modlić, aż poczuł, że został wysłuchany... O, jakżeż zdumiewająca jest łaskawość Boga, co tak łatwo skłania się ku swoim sługom! Wieśniak pije wodę ze skały, wydobytą mocą Oranta" (Tomasz z Celano, Życiorys drugi, 46).
A kiedy wybuchła epidemia i dziesiątkowała bydło rogate i owce w wiosce Św. Eliasza, graniczącej z pustelnią w Fontecolombo, gdzie przebywał [188]św. Franciszek - by zatrzymać pomór, wystarczyło po kryjomu wziąć wodę, w której stygmatyk umył sobie ręce i nogi, i pokropić nią skażone zwierzęta (zob. Św. Bonawentura, Życiorys większy św. Franciszka, r. 13, 6).
Biedaczyna z Asyżu wykłada swą "filozofię" wobec wody na czasy złe i dobre. Rzecz jasna, odbieramy ją w czasach złych. Mówi się dziś wręcz o "ziemiobójstwie", czyli niszczeniu naturalnego środowiska człowieka. Żyjemy w ciągłej obawie, że zabraknie nam czystej "siostry wody", bo stan naszych rzek i basenów wodnych, zanieczyszczonych ściekami i odpadami z zakładów przemysłowych, jest alarmujący. Rzeki, jeziora, strumyki zamieniają się w rynsztoki. Św. Franciszek uczy więc tego, czemu ulegać nie można, na co odpowiadać powinniśmy "nie". Zanieczyszczenie wody, radioaktywność powietrza, skażenie żywności wykluczają luksus bezczynności i niefrasobliwości. Przez tę dramatyczną sytuację przebić się trzeba z ideałami św. Franciszka, nie uchylając się i nie uciekając. Musimy ideały te nie tylko zachować, ale dodatkowo próbować odcisnąć je na polskiej rzeczywistości.
