Na życzenie Księdza Prymasa Polski Kardynała Józefa Glempa wyrażone w "Rycerzu Niepokalanej", w numerze z maja 1986 r. w artykule Polska pobożność eucharystyczna przedkładam opis moich wspomnień z lat 1939-1945.
Na wstępie pragnę nadmienić, że wszystko, co tu napiszę, opieram głównie o swój pamiętnik, który spisywałem od chwili powołania mnie do czynnej służby wojskowej 24 sierpnia 1939 roku do czasu powrotu, po przeszło pięcioletniej niewoli, do domu rodzinnego 9 lutego 1945 r.
Dostałem się do niewoli niemieckiej, po krwawych walkach w okolicach Janowa, Zelowa i Śmiertelnego Dębu, 5 września, wraz z wielu oficerami naszej 7 dywizji piechoty. Byłem w pięciu obozach oficerów jeńców wojennych, w tym w trzech karnych: krótko w Łambinowicach (Lamsdorf), następnie w ltzehoe Oflag XA, Sandbostel Oflag XB, w Lubece Oflag XC i w Woldenbergu Oflag IIC (Dobiegniew). Moim dowodem osobistym był Nr XA 626.
Znaleźliśmy się w sytuacji najcięższej dla żołnierza i dla człowieka w ogóle. Trudno tu określić ciężar, depresję i tęsknotę, jakie odczuwaliśmy wówczas, wywiezieni przez wrogów poza granice Ojczyzny, z dala od rodzin, w trosce o los Kraju i naszych najbliższych. I właśnie w tych najcięższych w życiu chwilach wyciągnęły się nasze serca i ręce po Chleb Eucharystyczny. Pragnęliśmy i wszelkimi siłami dążyliśmy do zorganizowania życia religijnego w kaplicy obozowej. W Chlebie Eucharystycznym widzieliśmy nie tylko ukojenie naszego bólu, ale i jedyny ratunek, wierzyliśmy, że będziemy wysłuchani.
Pod datą 29 X 1939 r. zapisałem w moim pamiętniku: "Święto Chrystusa Króla. Byłem u Komunii św. Modląc się: «Chryste, Królu, ofiaruję Ci wszystkie poprzednie i dzisiejszą Komunię św., którą przyjmuję w niewoli», prosiłem o zdrowie dla mojej rodziny, o niepodległość naszej Rzeczypospolitej i o siły do przetrwania tych ciężkich chwil". W niewoli na szczęście znalazł się z nami kapelan naszej dywizji, ks. kapitan Józef Postrach z 74 pp. Był to mocny charakter, wielki patriota. W swoich kazaniach wzywał nas do przetrwania niewoli z silną wiarą w zwycięstwo. Przypominał, że "paść może i naród wielki, zginąć tylko nikczemny". 24 XII 1939 r. ks. Postrach wygłosił piękne kazanie, po [238]którym odśpiewaliśmy nasz hymn Jeszcze Polska nie zginęła, oczywiście wbrew woli Niemców. Dzięki kapelanowi i licznej grupie kolegów z kapitanem Dobrzańskim na czele zorganizowaliśmy kaplicę obozową. Zrazu była bardzo skromna, w małej sali jednego z bloków mieszkalnych. Pierwszą Mszę św. odprawiał nasz kapelan w bardzo prymitywnych warunkach: na prowizorycznym stole-ołtarzu, nad którym wisiał obraz Najświętszej Maryi Panny; w braku lichtarzy paliły się świece umieszczone w butelkach od piwa. Ale istotne było rozdanie nam Komunii św., której tak bardzo pragnęliśmy.
Nasi artyści obozowi, z których m.in. zapamiętałem nazwiska Łonicki, Puchalski, wybitny miniaturzysta, inż. arch. Leon Marek Suzin, wspaniały portrecista, pracowali bardzo intensywnie, dzięki czemu wkrótce w kaplicy znalazł się wspaniały ołtarz-tryptyk. Niestety, nie zawsze mieliśmy kaplicę obozową w bloku bądź baraku, w którym mieszkaliśmy. Przejście przed godz. 6 rano z naszego bloku do bloku, w którym była kaplica, groziło śmiercią. Dowodem tego niech będzie fakt, że w Lubece (Oflag XC) wartownik 5 VIII 1942 r. zastrzelił kapitana Michała Duraka, który bezwiednie przekroczył zakaz wychodzenia z baraków przed godz. 6 rano.
W Dobiegniewie otrzymaliśmy dużą salę w świetlicy i batalionu na kaplicę obozową - w niej ołtarz ozdobiła piękna rzeźba Matki Boskiej trzymającej Dziecię, dzieło porucznika Stanisława Horno-Popławskiego. Kaplica obozowa była stale przepełniona. Na Msze św. niedzielne, które odprawiały się pod gołym niebem, przybywali masowo żołnierze wszystkich stopni od szeregowego do generała włącznie.
"Opiekunowie" nasi orientowali się w tym, że nasza kaplica obozowa jest dla nas wprost oazą za drutami, że Chleb Eucharystyczny, po który sięgaliśmy od pierwszych chwil w niewoli, to nasze wielkie źródło życiodajne, toteż już w początkach niewoli wywieźli ośmiu księży cywilnych, którzy byli z nami w ltzehoe, a 3 XII 1940 r. do karnego obozu odesłali naszego kapelana ks. Postracha, który już nie wrócił do kraju.
Kiedy 5 II 1943 Niemcy urządzili nam krwawy piątek strzelając do nas, spacerujących w obrębie drutów, z kilku wież wartowniczych - na skutek czego padli ranni i zabici - w tych chwilach nasze myśli duchowo ujmowały Chleb Eucharystyczny.
Pragnę podkreślić, że nie tylko w kaplicy obozowej korzystaliśmy z Chleba Eucharystycznego, ale również w sposób duchowy w chwilach, w których nie mogliśmy przyjąć Komunii sakramentalnej, a najczęściej w tych, w których życie nasze wisiało na włosku.
Podam jeszcze epizod, który przeżyliśmy w końcu naszej niewoli w miejscowości Detz w końcu stycznia 1945 r., kiedy to naszą część obozu oficerskiego II C Woldenberg, będącą w marszu, jak nam podano, "za Odrę", odbił zagon 2-giej Radzieckiej Armii pancernej gwardii 1-go Frontu Białoruskiego. Za Odrą miano nas wykończyć. W Detz przeżyliśmy również poważną sytuację. Do stodoły, w której znajdowaliśmy się, wpadły trzy pociski z czołgów, byli ranni (kpt. Jugan) i zabici. Kiedy nas kilku wypadło z tej stodoły, udaliśmy się "skokami" (w czasie toczącej się bitwy czołgów radzieckich z Niemcami) do murowanej stajni. Trafiliśmy na piękny moment: kilkudziesięciu naszych oficerów klęczało, a ks. kan. Walocha udzielał absolucji generalnej w obliczu grożącej nam śmierci. Wiele radości spłynęło i na nas z tej okazji. Wraz z księdzem wróciłem czołgając się do stodoły, w której ksiądz udzielił rannym pociechy religijnej.
O rozmiarach pobożności naszej niech świadczą między innymi słowa autora Obozowych refleksji, Oflag II C, generała Józefa Kuropieski, który na str. 20-tej pracy pisze: "Najbardziej wstrząsającym dla mnie zjawiskiem była rosnąca fala pobożności. Na żądanie naszego najstarszego (Lageraltester) władze niemieckie sprowadzały co niedziela kapelana wojskowego, który odprawiał nabożeństwo w hali sportowej. Z mojej kompanii, liczącej stu kilkudziesięciu oficerów, tylko dwóch nas nie brało udziału w tych nabożeństwach. Nie pomnę nazwiska drugiego kolegi" [1].
[1] Józef Kuropieska, Obozowe refleksje, Oflag II C, wyd. MON, Warszawa 1974.


