Po nawróceniu moje życie stało się radosne

Matka Boża w moim życiu (45)

Niezbadane są drogi, jakimi prowadzi Matka Boża człowieka do zbawienia.

W latach mojego dzieciństwa otrzymałem w domu rodzicielskim odpowiednie wychowanie religijne. Wiele troski w tej dziedzinie wkładała matka moja, prosta kobieta wiejska, bardzo pobożna. Prowadzała mnie za rękę do odległego kościoła i to nie tylko w dni świąteczne, a w szczególności wpajała mi umiłowanie Matki Bożej.

Upłynęło już wiele lat, gdy będąc pierwszy raz w Częstochowie, w wieku młodzieńczym, przed cudownym obrazem Matki Bożej modliłem się i wypowiedziałem te słowa: "Zabierz mnie lepiej z tego świata, zanim miałbym Cię obrazić grzechem ciężkim". Stało się jednak inaczej. Wkrótce przyszła II wojna światowa, która wywarła zgubny wpływ na moją mentalność. Powoli zapominałem o Bogu i o naukach matki, do świątyni chodziłem od przypadku do przypadku. Sprawa znacznie się jeszcze pogorszyła po wyzwoleniu. Popadłem w pijaństwo i niewiarę za przyczyną złego towarzystwa. Z tego powodu w małżeństwie powstały niesnaski, a w najbliższym otoczeniu wiele straciłem na opinii. Jak dotychczas zawsze w krytycznych sytuacjach wychodziłem obronną ręką, tak obecnie pojawiły się nieszczęścia. Zaczynało się dziać ze mną całkiem źle.

Któregoś dnia dla samej ciekawości począłem czytać Pismo Święte Nowego Testamentu, o którym wiele w swoim życiu słyszałem, ale którego nigdy nie miałem w ręku. Zacząłem się mocno zastanawiać nad swoim postępowaniem i konfrontować przesłanki ateistyczne z tym, co mnie otacza. I odnalazłem Boga w przyrodzie, we wszechświecie i w samym sobie. Jak mogłem dotąd nie dostrzegać Jego wielkiej, nadprzyrodzonej mądrości wokół siebie? Jak mogłem nie zauważać niezliczonych dowodów Jego istnienia? Samo piękno natury mówi przecież o Nim. Malarze najwyższej miary nieudolnie kopiują Jego dzieło. A układ anatomiczny ciała człowieka? A przecież odkrywamy tu i siłę napędową, elektronikę, filtr i jeszcze wiele innych narządów, nie zbadanych całkowicie przez naukę. Całe życie na globie ziemskim i we wszechświecie toczy się według z góry ustalonych praw fizycznych, które przecież same z siebie nie powstały, a których naruszenie sprowadza w mniejszym czy większym stopniu katastrofę. Nie sposób jest szerzej rozwodzić się nad tymi zagadnieniami. Doszedłem do końcowego wniosku, iż na istnienie Stwórcy jest moc dowodów, a na Jego zaprzeczenie ani jednego. Od tego czasu coraz bardziej zacząłem interesować się lekturą treści religijnej.

Szczególnie wychwytywałem opisy objawień się Matki Bożej i związanych z nimi cudów. I znowu odnalazłem dowody łaski Bożej dla chwiejnego człowieka celem utwierdzenia go w wierze. Niezatarte wrażenie na mnie uczyniła treść niewielkiej książeczki - Piękna Pani, opisującej objawienie się Matki Boskiej Płaczącej w La Salette 19 września 1846 r. Po przeczytaniu słów Matki Najświętszej: "Choćbyście nie wiem jak się modlili i nie wiem co czynili, nie potraficie nigdy odwdzięczyć się mi za trud, jaki dla was podjęłam", zdałem sobie sprawę, jak bardzo się okazałem wobec Niej niewdzięcznym.

W krótkim czasie potem nastał okres rekolekcji wielkanocnych w mojej parafii. Jakaś nieprzemożona wprost siła kazała mi wziąć w nich udział i rozliczyć się ze swoich uczynków. Do konfesjonału przystąpiłem po ponad dwudziestu latach od mojej ostatniej spowiedzi. Wyznanie win nastąpiło z całego życia. W tym też dniu złożyłem Matce Bożej przyrzeczenie całkowitego zerwania z alkoholem do końca życia. Po powrocie z kościoła poczułem się jakby w innym świecie, lepszym od poprzedniego. Odtąd życie moje stało się radosne i ogarnął mnie całkowity spokój. Stan ten trwa już kilka lat, zdołałem odzyskać u ludzi poderwaną opinię, a co najważniejsze zaufanie i uczucia rodzinne.

Na krótko przed swym zgonem matka moja, staruszka, wyznała mi, iż nigdy nie ustawała w modlitwach do Matki Bożej o miłosierdzie dla mnie. I dziś wiem na pewno, iż zmiany w moim życiu dokonała potęga modlitwy zanoszonej przez matkę ziemską do Matki Niebieskiej. Jeszcze obecnie słyszę słowa matki mojej, wypowiedziane przed śmiercią: "Teraz już spokojnie mogę umierać".