Pierwsze dni w Nagasaki

Z naszych misji

Pewnego wiosennego dnia, kiedy akurat deszcz przestał padać, zeszli na ląd w Nagasaki pierwsi Rycerze Niepokalanej - Ojciec Kolbe wraz z dwoma braćmi, którzy bezpośrednio skierowali swe kroki do katedry Oura.

Otoczona zielenią drzew Biblioteka Okręgowa prefektury Nagasaki. Przeglądam jeden ze starych numerów "Gazety Nagasaki" z dn. 24 kwietnia 5 roku Sziowa (1930 r.). Jest to pamiętna data dla Rycerstwa Niepokalanej, ponieważ właśnie w tym dniu pierwsi polscy Rycerze postawili swoje pierwsze kroki w Nagasaki. Pożółkła stronica gazety przywołuje obraz postaci brodatych franciszkanów... Był wtedy czwartek, deszcz z chwilowymi rozpogodzeniami.

Wzrok przyciągają wydrukowane dużymi czcionkami nagłówki: "W Londynie zakończyła się konferencja w sprawie ograniczenia zbrojeń marynarki wojennej"; "Otwarcie 58 sesji Parlamentu Cesarstwa"; "Podróż księcia Takamatsu do Osaka". W rogu stronicy gazety wiadomość o pogrzebie księdza Josuke Szimauchi z kościoła w dzielnicy Nakamaczi. Moje zainteresowanie wzbudził natomiast artykuł o niespotykanej od dawna ulewie, jaka wystąpiła poprzedniej nocy, powodując w miejskiej dzielnicy Hongoczi maksymalne wypełnienie naturalnego stawu wody pitnej, w związku z czym przystąpiono do obniżenia poziomu wody o przeszło 30 centymetrów. Ulewa połączona była z bardzo silnym wiatrem, wzburzone morze zapewne dawało się pasażerom statków we znaki. Właśnie poprzedniego dnia o. Kolbe, br. Zenon i br. Hilary wypłynęli z Szanghaju.

W podróż na Daleki Wschód, gdzie zamierzano prowadzić działalność misyjną, udało się pięciu zakonników, spośród których dwaj bracia pozostali w Szanghaju, by nauczyć się języka chińskiego. Pozostali trzej zakonnicy wsiedli na statek "Nagasaki Maru", kursujący pomiędzy Chinami i Japonią. Po dwudziestosześciogodzinnym rejsie, o trzeciej po południu statek wpłynął do portu Nagasaki. Deszcz od rana już nie padał, wiatr nieco osłabł, niebo pokrywały chmury. Statek zwalnia szybkość, powoli wyłania się widok z lewej strony na biały kościół w Kaminoszima i stocznię Mitsubiszima Nagasaki, natomiast z prawej strony widać kolejno: zbudowany w stylu francuskim budynek Zgromadzenia Maryjnego, katedrę Oura, uczelnię Kaisei oraz domy dzielnicy zwanej holenderską. Po deszczu panorama Nagasaki była tym bardziej wyraźna.

"Góry, morze, zieleń... przepiękne miejsce" krótko, ale sugestywnie jak w strofce haiku[1], dzieli się swoim wrażeniem ojciec Kolbe. Po długiej podróży - nareszcie Japonia - kraj męczenników za sprawę wiary, znany im dotychczas jedynie z wyobraźni. Ogarnęło ich głębokie wzruszenie. Po godzinie trzeciej po południu opuścili pokład statku.

Natychmiast po zejściu na ląd zostali poddani przesłuchaniu, które prowadził pracownik urzędu do spraw cudzoziemców - policjant Okatsu. No cóż, byli cudzoziemcami przybyłymi z Polski, a więc kraju sąsiadującego z Rosją, zaś ówczesne władze japońskie, panicznie obawiając się komunizmu, zachowywały wzmożoną czujność wobec wszystkich określanych mianem "czerwonych" i dlatego osoby takie wnikliwie przesłuchiwano. Brat Zenon nie zapomniał nazwiska pana Okatsu, ale miał i ku temu powody, ponieważ zrządzeniem losu znajomość z poznanym w dniu przyjazdu policjantem z czasem się pogłębiła. Otóż w kilka lat później - Rycerze Niepokalanej mieli już w Nagasaki ugruntowaną pozycję - Japonia przystąpiła do II wojny światowej, a w końcowym jej okresie, kiedy przegrana była coraz bardziej widoczna, założone przez ojca Kolbego Male Seminarium zostało zamknięte, stając się miejscem internowania obywateli państw pozostających z Japonią w stanie wojny, tzn. głównie Amerykanów i Anglików, zaś dozorem policyjnym kierował naczelnik Okatsu.

Ojciec Kolbe, kiedy powziął zamiar prowadzenia działalności misyjnej na Dalekim Wschodzie, początkowo myślał o założeniu central Milicji Niepokalanej w trzech krajach: w Chinach, Japonii i Indiach. Wyznaczył na wyjazd do tych krajów po jednym zakonniku. Byli to: br. Hilary - 24 lata, br. Seweryn - 22 lata i zaledwie 19-letni br. Zygmunt wszyscy bardzo młodzi. 32-letni br. Zenon w skład tej grupy nie wchodził. O. Kolbe pojechał do Rzymu na spotkanie z o. generałem zakonu, który, owszem, wyraził zgodę, ale tylko na wyjazd do Chin i Japonii, nakazując ponadto, by do każdego z tych krajów udało się po dwóch braci. Natychmiast wysłano do Polski depeszę i tym, który został wybrany, był - zawsze gotowy na wszystko - br. Zenon.

[140]

- Ojciec Kolbe wybrał mnie na wyjazd do Japonii, bym spełniał rolę Marty, a br. Hilarego, by spełniał rolę Marii - interpretował br. Zenon.

Ale powróćmy do chwili przyjazdu. Z nadbrzeża Dejima - dokąd przypłynął statek - do katedry Oura można było dostać się tramwajem, rikszą, no i oczywiście pieszo. Czym dotarli na miejsce, tego br. Zenon już sobie nie przypominał. Jeżeli udali się pieszo, musiało im to zabrać około pól godziny. Droga do katedry wiedzie pod górę dosyć stromą, brukowaną uliczką. Dla ojca Kolbego, który chorował na płuca, przebycie jej było z pewnością bardzo męczące. Gdy dotarli do szczytu uliczki, w widoku, jaki nagle ujrzeli przed sobą, dominowała słynna gotycka katedra Oura. W jednej chwili wzrok o. Kolbego pobiegł ku wejściu do katedry, gdzie stała figura Matki Boskiej.

- Oo! - wydali cichy okrzyk bracia, którzy równocześnie spojrzeli w tamtym kierunku.

- Spójrzcie, Niepokalana nas wita! Od razu dostrzegliśmy Niepokalaną, więc możemy mieć nadzieję, że w Japonii wszystko ułoży się pomyślnie - powiedział z uśmiechem o. Kolbe.

Metoda działalności misyjnej ojca Kolbego była prosta. Dążył do celu inną drogą niż ówcześni misjonarze, którzy zwykle udawali się do krajów niecywilizowanych i żyjąc pośród tubylców nauczali ich wiary. Metoda o. Kolbego sprowadzała się do pobytu w dużych ośrodkach miejskich, centrach kultury, wydawania własnymi silami dużych nakładów broszur poświęconych Niepokalanej, kolportowania ich wśród miejscowej ludności i tym samym prowadzenia ludzkości do Boga przez Niepokalaną. "Jeżeli w Chinach, Japonii i Indiach broszura będzie wydawana w odpowiednio dużych nakładach, to tym samym ludzkość zamieszkująca połowę kuli ziemskiej pozna już Niepokalaną" - snuł wielkie marzenia 36-letni ojciec Kolbe. A tymczasem w Szanghaju biskup wprawdzie wyraził zgodę na założenie placówki misyjnej i rozpowszechnianie pism, ale nie uzyskano zezwolenia na druk wydawnictw, co było pierwszym niepowodzeniem. Również dwaj zakonnicy, którzy pozostali w Szanghaju, po upływie czterech miesięcy przyjechali do Japonii. Ponadto, wyznaczony teren działalności misyjnej franciszkanów znajdował się w głębi Chin, w miejscu, do którego nie można było dotrzeć ani koleją, ani statkiem. Wobec takiego stanu rzeczy, ojciec Kolbe pisze z Szanghaju: "Jak będzie w Japonii, co Niepokalana raczy tam przygotować – doprawdy nie wiem". Jakże więc wielka była ich radość, gdy przed katedrą Oura od razu dostrzegli Niepokalaną.

"Przyjechaliśmy tu dla Niepokalanej. Niepokalana raczyła nas powitać. To z całą pewnością Niepokalana sprawiła, że od razu dostrzegliśmy Jej figurę. Zdajmy się więc na Jej przewodnictwo, poświęcając Jej całkowicie naszą młodość i zapał". W serce o. Kolbego wstąpiła otucha. Weszli do katedry pomodlić się do Matki Najświętszej, Orędowniczki misji.

Po odmówieniu modlitwy, udali się do kurii.

Niestety, ks. biskup Hayazaka był nieobecny, ponieważ wyjechał służbowo na wyspę Szikoku, wcelu znalezienia dla seminarium Oura wykładowcy filozofii. Innych księży też nie było, gdyż uczestniczyli w pogrzebie ks. Szimauczi, o którym była wzmianka w gazecie. Dyżurował jedynie 72-letni ks. Paul Matsukawa, który przyjął niezwykle serdecznie przybyłych z daleka gości. Przypominał im kochającego ojca, który z sercem przepełnionym rodzicielską miłością, wita powracających z dalekiej drogi strudzonych synów. Spotkanie z pierwszym japońskim księdzem wywarło na ojcu Kolbem głębokie wrażenie. Przez sześć lat swojego pobytu w Nagasaki o. Kolbe traktował ks. Matsukawa jako duchowego przewodnika i doradcę, darząc go pełnym zaufaniem, miłością i szacunkiem. [141]Również ks. Matsukawa wykazywał wielkie zrozumienie dla przedsięwzięć ojca Kolbego, pocieszał i spieszył z pomocą w kłopotach, z którymi często borykali się Rycerze Niepokalanej. Wkrótce powrócili z pogrzebu pozostali księża, których było pięciu. Przyjazd franciszkanów stał się dla nich wielkim problemem, niemniej ks. Kazusaburo Urakawa (późniejszy biskup) - zastępujący biskupa zdecydował, by goście zatrzymali się w kurii. Ojciec Kolbe tak pisze w swoim liście: "Ks. biskup od kilku dni jest nieobecny, zaś jego zastępca początkowo mówił bardzo zawile wysuwając wiele problemów, ale zmienił ton, kiedy dowiedział się, że mogę prowadzić wykłady filozofii w tutejszym seminarium duchownym. Obiecał sam napisać w tej sprawie do ks. biskupa, ale w rezultacie mnie to kazał zrobić. Napisałem list i wręczyłem go zastępcy biskupa. Niech Niepokalana prowadzi. Pozostali księża obiecali również wstawić się za nami. Sądzę, że ks. biskup zechce nas tu zatrzymać". Zbudowany z ciemnoczerwonej cegły budynek kurii znajduje się obok katedry. W których to pokojach odpoczywali po trudach podróży?... Przyszedłem tu z br. Zenonem latem 39 roku Sziowa (1964 r.). Na pierwszym piętrze, w części z widokiem na morze, znajdowały się pokoje jednoosobowe. Brat Zenon wspominał:

- Oczekując powrotu ks. biskupa, codziennie zbieraliśmy się we trzech najpierw w moim pokoju, później w pokoju br. Hilarego i modliliśmy się gorąco, by dzieło Niepokalanej mogło się w Japonii pomyślnie rozwijać.

I tak pierwsi Rycerze Niepokalanej spędzili pierwszą noc w Nagasaki. Według komunikatu miejscowej Morskiej Stacji Meteorologicznej, tego dnia o godzinie 8 wieczorem wystąpił przelotny deszcz. Zapewne niebo nad Nagasaki było bardzo ciemne...

Powracając do gazety, którą przeglądałem w bibliotece, to z pewnością numer tej gazety znajdował się wówczas w kurii, ale o. Kolbe nie mógł oczywiście czytać publikacji w języku japońskim. A jednak - w miesiąc później wydał drukowany japońskimi czcionkami pierwszy numer "Rycerza Niepokalanej" w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy.

I tak zaczęło się to zadziwiające życie Rycerzy Niepokalanej. Po upływie roku, tuż obok miejsca, gdzie "...wczorajsza ulewa spowodowała w Hongoczi przepełnienie stawu wody pitnej" -jak pisała wspomniana gazeta - ojciec Kolbe zakupił ziemię i zbudował z braćmi drewniany, parterowy klasztor. Gdy myślę o tym, nieodparcie odnoszę wrażenie, że istnieje jakaś nić wiążąca tę pożółkłą stronicę gazety z tamtymi wydarzeniami sprzed lat.

Od dnia przyjazdu do Nagasaki mija obecnie pięćdziesiąt pięć lat. Ojciec Kolbe już od dawna przebywa w niebie, został świętym, a brat Zenon został powołany do życia wiecznego w dniu 24 kwietnia - a więc tego samego dnia i miesiąca, w którym z ojcem Kolbem przybył do Nagasaki. Zmarł w 57 roku Sziowa (1981 r.) w wieku 90-ciu lat. Brat Hilary, który mimo swej "roli Marii" zajmował się gotowaniem, powrócił do Polski i jako zakonnik dokonał żywota ziemskiego w wieku 71 lat.

24 kwietnia, 57 rok Sziowa (1981 r.). Tego dnia był także czwartek. W klasztorze Rycerzy Niepokalanej w Hongoczi uroczyście obchodzono 50-tą rocznicę przyjazdu do Japonii. W klasztornym ogrodzie, przed figurą, jeszcze wtedy błogosławionego, ojca Kolbego zakwitło mnóstwo kwiatów, postać błogosławionego zdawała się promieniować: Wiosenny blask słońca delikatnie spowijał ziemię. W pobliżu figury ojca Kolbego rozciąga się tafla stawu wody pitnej, w której odbija się zieleń drzew. Ten staw jest cennym, życiodajnym źródłem. W uroczystości wziął udział przybyły z miasta Nagoya 83-letni pan Takita, który m.in. powiedział:

- Ten staw to krynica ojca Kolbego, umożliwiająca życie mieszkańcom Nagasaki, a zatem - jest łaską Najświętszej Maryi.

Kiedy ojciec Kolbe przebywał w Oura, pan Takita, który był profesorem uniwersytetu, spędzał wiele czasu wśród Rycerzy Niepokalanej, w wyniku czego wystąpił z grupy religijnej lttoen i przyjął wiarę chrześcijańską. Podeszły wiekiem p. Takita ułożył z głębi serca płynącą strofkę haiku: "W mnóstwie zieleni błyszczy krynica Błogosławionego".

24 kwietnia 57 roku Sziowa był długim, trudnym dniem, ale zapoczątkował on historię Rycerzy Niepokalanej w Nagasaki.

[1] Jedna z form poezji japońskiej w krótki sposób oddająca całą treść widzianego krajobrazu.

redaktor "Seibo no Kishi" (japoński "Rycerz Niepokalanej")

Grafika do art. Pierwsze dni...

[Fot. 1, s. 140] Okładka Japońskiego «Rycerza Niepokalanej» z 1933 r.

Grafika do art. Pierwsze dni...

[Fot. 2, s. 141] W redakcji japońskiego "Rycerza Niepokalanej".