Pierwsza Komunia Św[ięta] w czasie wojny

Młody Rycerz Niepokalanej (5)

Ze wspomnień pielęgniarki

Od tygodnia niepokój na oddziale. Sprzątanie, mycie, szorowanie - jakby co dzień tego nie czyniono. Ale wyczuwa się jakieś podniecenie i pośpiech. Sala dzieci przybiera odświętny, a nawet uroczysty wygląd.

Miałam kilka dni wolnego, nie było mnie w szpitalu, więc nie wiem, co się dzieje.

Asia nie płacze przy zastrzyku, a Wojtek połykając łzy pyta: - Czy byłem dzielny przy zdejmowaniu szwów?

- Tak, byłeś bardzo dzielny - odpowiadam.

Grześ zjadł talerz kaszy i nie wypluwał.

Zdziwiona jestem tą zmianą, ale nie mam czasu pytać. Dopiero po obiedzie zapytuję panią Władzię, dlaczego sala dzieci tak się zmieniła.

Pani Władzia to pacjentka naszego oddziału chirurgicznego. Wchodzi często na salę dzieci, opowiada im bajki. Pokarmi niejadka, utuli do snu, dyskretnie zmieni pieluszkę. Stąd wszystkie dzieci wołają na nią "mama".

Na postawione przeze mnie pytanie robi tajemniczą minę i mówi:

- Staś przygotowuje się do Pierwszej Komunii św. Ksiądz kapelan przychodzi do niego codziennie, coś sobie szepcą długo, długo. Staś stał się poważniejszy, a inne dzieci też chcą być lepsze. W niedzielę będzie ta uroczystość, bo w poniedziałek Staś ma być operowany.

Pani Władzia patrzy przed siebie w zamyśleniu, jakby sięgała do początków swego dzieciństwa...

- Widzi siostra, ja byłam u Pierwszej Komunii św. w roku 1943. Chodziłam na naukę do kościoła przez dwa tygodnie, co drugi dzień. Była wojna. Mama uczyła mnie katechizmu przy pieleniu ogrodu. A ksiądz proboszcz tylko pytał. Wreszcie wszystko było gotowe: sukienka, przerobiona ze ślubnej sukni mojej mamy, buty i welon. Do spowiedzi św. mieliśmy pójść w sobotę. W piątek po południu wraz z innymi dziećmi pasłam krowę. Piękna debra[1] po dawnych lodowcach była świadkiem naszych zabaw. Doleciał nas hałas, złączone głosy niewyraźne, krzyk pełen niepokoju. Wdrapaliśmy się na najwyższą górę. Widok był przerażający. Nasz dom i całe zabudowanie stało w płomieniach!

Niemcy przejeżdżali obok naszego domu i strzelili kulą zapalającą w naszą strzechę. - [145]Moja sukienka... - płakałam.

Zamieszkaliśmy u sąsiada w stodole. Dobrzy ludzie pożyczyli mi sukienkę kolorową i drewniane buty. Szłam przez kościół stukając głośno, bo były trochę za duże. Inne dzieci były zupełnie boso. W czasie Mszy świętej przyjęliśmy Pana Jezusa. Na zakończenie otrzymałam obrazek Serca Jezusowego. Ksiądz proboszcz powiedział: "Bądź Bogu wierna, a Serce Jezusa cię nie opuści".

Tak też było, wszystkie problemy życiowe rozwiązywałam w promieniach tego Serca. Szkołę, zamążpójście, pracę, wszystko. Dziś jestem Bogu wdzięczna za taką, a nie inną Pierwszą Komunię świętą. Zrozumiałam, że ważne jest przygotowane serce, a nie stroje czy prezenty.

Serce Jezusa uczyło mnie żyć, a teraz uczy cierpieć. Jemu niech będzie chwała.

Patrzyła długo jeszcze w jeden punkt za oknem przywołując na pamięć całe swoje życie. A ja cicho wysunęłam się z sali, bo wzywały mnie obowiązki zawodowe.

[1] Debra = parów, jar.