Permisywizm

Zagrożenia duchowe

Dziś na świecie, głównie na Zachodzie, panuje moda na permisywizm, na przyzwalanie wszelkim zachciankom. Swego czasu amerykański pedagog dr Beniamin Spock zaproponował teorię wychowania polegającą na świadczeniu dzieciom usług "na żądanie". Zaczyna się od karmienia niemowlęcia, gdy tylko zapłacze. Zamiast przyzwyczajać je do rytmu posiłków, do nocnej przerwy w karmieniu itd., zalecał podawać pierś czy butelkę, kiedy zechce. W dalszym wychowaniu zalecał stosować tę samą metodę. Nie zmuszać dziecka do niczego. Nie bić, nie karać. Jedynie nagradzać dobre czy prawidłowe zachowanie. Być przyjacielem, towarzyszem dziecka. Ta metoda wychowawcza, polegająca na pozostawieniu dziecku maksymalnej swobody w decydowaniu o sobie, o tym co będzie w danej chwili robić, doprowadziła do pojawienia się całego pokolenia o mentalności permisywnej.

[262]

Mam ochotę nic nie robić, to nic nie robię. Mam ochotę na alkohol, papierosy czy narkotyki, to po nie sięgam. Mam ochotę na seks, to go uprawiam przed małżeństwem, poza małżeństwem, sam, grupowo, homoseksualnie itd. Tak powstało pokolenie hippisów, potem punków, życie kosztem rodziców, własnego zdrowia, wreszcie społeczeństwa.

W środowiskach tych zrodziła się swoista filozofia przyzwolenia na wszelkie formy zboczeń, podniesiona do rangi prawa do "inności", prawa do decydowania o wszystkich przejawach swego życia, prawa do swego ciała (czytaj: do zabijania nie narodzonego dziecka), prawa do miłości. W praktyce oznacza to prawo do życia kosztem tych, którzy normalnie pracują, ponoszą trud wychowania następnego pokolenia, inwestują w przyszłość nas wszystkich.

W wielu krajach wprowadzono przepisy zabraniające dyskryminacji wobec zboczeńców. Traktuje się ich jak normalnych, a nawet miewają oni specjalne przywileje na równi z rzekomo dyskryminowanymi kobietami czy kolorowymi. Np. w Anglii czy USA nie wolno zwolnić z pracy (nawet z młodzieżą) człowieka afiszującego się swoim homoseksualizmem. Zwykle tym przywilejom towarzyszy redukowanie względnej wartości wszelkich zasiłków rodzinnych czy zwolnień podatkowych z tytułu wychowania dzieci. To wszystko tworzy atmosferę przeciwną życiu normalnemu, atmosferę przyzwolenia na wszelką nienormalność.

Przejawem tego rodzaju permisywizmu, który trafił do nas w ostatnich latach, jest pornografia. Wprawdzie nie ma oficjalnie w sprzedaży pism ani kaset pornograficznych, ale dostać je można na różnych bazarach. Są punkty, gdzie wyświetla się filmy pornograficzne, a młodzież z nich korzysta. To wszystko niby nielegalne, ale skoro nieścigane lub słabo ścigane, więc dostępne.

Niezależnie od tego w prasie kolorowej prawie że obowiązkowo publikowane są akty kobiece, są artykuły niby z zakresu poradnictwa seksuologicznego, ale w rzeczywistości żerujące na niskich instynktach szukających podniety czytelników. Wiele tygodników, by podratować czytelnictwo, drukuje w odcinkach Kamasutrę, Kochanka Lady Chatterley czy Skirolawki.

Do tego wszystkiego dochodzi kino, które już obejść się nie może bez scen łóżkowych. Coś, co w życiu normalnym odbywa się prywatnie, za zamkniętymi drzwiami, w filmach pokazywane jest w pełnym świetle na oczach milionów widzów. Filmy te trafiają też do telewizji, w różnych porach, kiedy i dzieci są przy odbiornikach. Oprócz filmów są tzw. "omówienia", czyli programy, w których tylko fragmenty filmów są pokazywane, te najbardziej wyuzdane. U nas, jak słusznie powiedział ks. Prymas Józef Glemp, "dziwna jest tolerancja władz wobec nielegalnego ruchu naturystów, poświęcanie temu ruchowi godzin programu w telewizji jest żenujące..., to ordynarne sceny" (Częstochowa 20 VIII 1985).

To wszystko ma rzekomo być odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne. Tylko że to nieprawda. Społeczeństwo tego nie potrzebuje. Może ktoś chce, ale w formie niezdrowej zachcianki. Ci, co chcą, są tu uprzywilejowani. Pozostali nie mają głosu.

Społeczeństwo potrzebuje normalności, dobra i piękna, czystości obyczajów i myśli. Takie gusta powinny kształtować środki masowego przekazu. Dziś filmy ukazujące życie normalnej, zdrowej rodziny, niezależnie od towarzyszącej fabuły, są rzadkością.

Ta wstrętna moda, ogłupiająca i demoralizująca, przyszła do nas z Zachodu. Niektórym się wydaje, że godząc się na rozwiązłość płciową, przyjmując permisywizm, stajemy się nowocześni, postępowi doganiamy Zachód.

Nie tędy droga. Doganiać trzeba w tym co dobre, a nie w tym co złe.