Poniżej podajemy homilię, jaką wygłosił 29 czerwca 1974 r. kard. Albin Luciani, patriarcha Wenecji, późniejszy papież Jan Paweł I. Jest ona aktualna nie tylko w krajach, gdzie odzywają się głosy sprzeciwu wobec nauki Ojca Świętego, ale i w Polsce. Nie wystarczy oklaskiwać przemówienia Namiestnika Chrystusowego, ale trzeba żyć zgodnie z jego nauczaniem. Argumentacja kard. Lucianiego może nam posłużyć również w dialogu z braćmi odłączonymi.
Nie jestem pierwszym patriarchą, który przemawia na temat Papieża w Bazylice św. Marka. Pozwólcie, że przytoczę wam tu niektóre wypowiedzi moich poprzedników.
Późniejszy Pius X pisał do Wenecjan w 1894 r.: "Pierwszą prawdą, jaką winien głosić w tych czasach biskup, jest wiara w Namiestnika Jezusa Chrystusa".
A kard. La Fontaine uczył (w 1929 r.): "Jedność Kościoła znajduje swój ośrodek w Rzymie... Biskup rzymski jest następcą Rybaka, któremu Chrystus powiedział trzykrotnie: paś baranki moje, paś owce moje (por. J 21,15-17)".
A oto wypowiedź kard. Piazzy z 1945 r.: "Chrystus powiedział Piotrowi: «Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie» (Mt 16,19)... Namiestnik Chrystusa pisze w wielkiej księdze sumień, a każda jej strona, przeglądana w wieczności, jest opatrzona autentycznym podpisem Chrystusa, uczynionym krwią".
Kard. Roncalli wyznał (w 1955 r.): "Polegamy na obietnicy Jezusa, że w szczególny sposób będzie się opiekował swoim namiestnikiem (por. Łk 22,32), i czcimy w Papieżu żywe słowo naszego Zbawiciela, Jego rozum i serce".
A kard. Urbani napominał (w 1959 r.): "Obowiązek posłuszeństwa Papieżowi nie dotyczy tylko prawd wiary... Byłoby niedorzeczne, gdyby to posłuszeństwo ograniczało się do teoretycznej strefy zasad, a nie miało wyrazić się w codziennej praktyce życia".
Trudno mi się równać z moimi znakomitymi poprzednikami, z których jeden jest świętym kanonizowanym, a dwaj inni są kandydatami na ołtarze (ich procesy w toku)! Mogę jednak zapewnić, że wiara i uczucia mego serca są takie same, jakie oni wyrazili.
Żyjemy w czasie, kiedy wielu katolików stoi wobec pokusy odśrodkowej, gdy chodzi o więź z Rzymem. Jest więc - myślę - moim obowiązkiem uświadomić, że oddalając się od Papieża narażamy na niebezpieczeństwo jedność Kościoła. Aby być konkretnym, streszczę wam niektóre rozmowy towarzyskie, jakie miałem ostatnio z różnymi osobami.
Jedna z tych osób powoływała się na Sobór, aby uzasadnić swój dystans w stosunku do Papieża. - Przepraszam - odrzekłem-ale pan nie jest należycie poinformowany. Sobór polecając katolikom posłuszeństwo ich biskupom oświadczył: "Tę zaś zbożną uległość woli i rozumu w sposób szczególny okazywać należy autentycznemu urzędowi nauczycielskiemu Biskupa Rzymskiego, nawet wtedy, gdy nie przemawia on ex cathedra ("z katedry", tzn. w sposób uroczysty); trzeba mianowicie ze czcią uznawać jego najwyższy urząd nauczycielski i do orzeczeń przez niego wypowiedzianych stosować się szczerze" (LG 25).
Ktoś inny powiedział mi: - Dlaczego aż tak się obawiać? Przecież Kościół, jak wszyscy wiemy, jest niezwyciężony i wieczny! To prawda - odpowiedziałem - ale niezwyciężony jest Kościół powszechny, nie zaś kościół lokalny, miejscowy, czy poszczególny chrześcijanin. A to oznacza, że ten czy inny katolik może się znaleźć poza Kościołem; ta czy inna wspólnota miejscowa może się uszczuplić poważnie lub nawet zniknąć. W Afryce północnej za czasów św. Augustyna był gąszcz diecezji, a gdy przyszli mahometanie, nie utrzymała się ani jedna diecezja, nie pozostał ani jeden chrześcijanin.
Trzeci zrobił mi cięższy zarzut: - Prymat Papieża jest upokorzeniem biskupów, koś[170]ciołów lokalnych i całej bazy kościelnej! Zwróciłem mu uwagę: - Nawet Sobór Watykański I myśli inaczej. Oświadcza bowiem wyraźnie, że Chrystus ustanowił prymat, "aby episkopat był jeden i niepodzielny", a więc ustanowił go nie z ujmą dla biskupów, ale aby im służył. Tenże Sobór odrzucił zdanie, że nieomylność papieską powoduje zgoda Kościoła, gdyż tylko Chrystus może sprawić ten skutek przez pomoc Swego Ducha! Nie wyłącza się jednak, że Papież, zanim zacznie uczyć, może, a nawet powinien, w ten czy w inny sposób, wysłuchać Kościoła. Inaczej mówiąc: zachowanie od błędu pochodzi tylko od Boga i jest przyznawane w pewnych wypadkach Papieżowi jedynie dla dobra Kościoła, a nie oddzielnie od Kościoła i z upokorzeniem Kościoła!
Słyszę czasem: - Papież to prawa, to nauka narzucona z góry, to ograniczenie pluralizmu, a to nie odpowiada już ludziom, to godzi w osobowość człowieka. Odpowiadam: - Gdyby się przyjęło to rozumowanie, wtedy każdy stawałby się osobnym Kościołem, ustanawiałby sobie prawo i dobierał prawdy według własnego upodobania. Wtedy znaleźlibyśmy się w anarchii kościelnej i zostałby zagrożony byt Kościoła Chrystusowego... Pan mi mówi o osobowości człowieka. Niewątpliwie, jest ona wysokiej godności, ale ma też granice i braki. Jeżeli Chrystus postawił na czele Kościoła Papieża, to nie po to, by nas upokorzyć, ale by nam dopomóc do utrzymania się w jedności, byśmy mieli stały punkt odniesienia i bezpieczny drogowskaz. Innymi słowy: idąc za Papieżem, mamy gwarancję i pewność; odrywając się od niego, błąkamy się w niepewności i zamieszaniu. Pracując z Papieżem, budujemy Kościół; pracując przeciw Papieżowi lub bez niego, przyczyniamy się do burzenia Kościoła.
Tłumaczę dalej: - Słyszę od pana o pluralizmie. Jest pluralizm dwojakiego rodzaju: pluralizm właściwy, który Kościół zawsze przyjmował i który teraz coraz szerzej stosuje, zabiegając o jedność, a nie o jednakowość; i pluralizm niewłaściwy, który w dobrej intencji zaczyna od ukazywania dzisiejszym ludziom orędzia chrześcijańskiego w sposób bardziej zrozumiały, a kończy na zagubieniu samej treści tego orędzia. Dziś faktycznie nierzadko spotykamy ludzi, którzy mówią: "trzeba się liczyć z poglądami innych", a potem tracą po drodze własne poglądy; wyruszają, by nawrócić, a zostają nawróceni na opak. Liczyć się, przystosować, wyjść naprzeciw własnym czasom, to dobra rzecz; ale nie jest dobrze przyjmować bezkrytycznie wszystkie poglądy i fantazje swego czasu. Przecież to Ewangelia ma oświecać świat, a nie na odwrót.
Moi bracia! Te ostatnie słowa są rewelacyjne. Przeciwnicy Kościoła żądają dla siebie zwartości bloku ze stali i starają się o to, i to z widocznym powodzeniem. Tymczasem niektórzy synowie Kościoła narażają lekkomyślnie niezachwianą jedność Kościoła. Zastanówmy się! "Biskup Rzymski - uczy Sobór jako następca Piotra jest trwałym i widzialnym źródłem i fundamentem jedności zarówno biskupów, jak rzeszy wiernych" (LG 23). Pamiętajmy też o słowach Chrystusa, który myślał o Papieżu, gdy mówił do Piotra: "Na tej opoce zbuduję Kościół mój" (Mt 16,18). Nie odrywajmy się więc od Opoki! Módlmy się za Opokę. Módlmy się też, aby wszyscy katolicy trzymali się Opoki!
Tłumaczył J. D. z "Il Magistero di Albino Luciani" (Padova 1979).
