Trzy lata jako franciszkańscy kandydaci do kapłaństwa spędziliśmy w Wyższym Seminarium Duchownym w Mpima poświęcając wiele czasu na zastanawianie się nad naszym tam pobytem. Obecnie pragniemy podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami.
Z zewnątrz Wyższe Seminarium w Mpima nie robi zbyt imponującego wrażenia. Przechodząc obok niego można nie zdawać sobie sprawy, co dzieje się w jego murach. W tym odosobnionym miejscu młodzi Zambijczycy, którzy pragną pracować dla swojego ludu jako księża katoliccy, odbywają swą pierwszą trzyletnią formację kapłańską studiując filozofię oraz niektóre przedmioty teologiczne.
Kiedy wchodzi się do seminarium po raz pierwszy i spogląda na jego proste, stare budynki, na spokojne, porośnięte krzewami otoczenie oraz słyszy się często odgłosy dzwonka, można odnieść odstręczające wrażenie. Jeśli ktoś jest skłonny do szybkiego wyciągania wniosków, mógłby określić to miejsce jako raczej nudne. Podobnie, obserwując zajęcia seminarzystów, można pomyśleć, że ich codzienne życie jest banalne a środowisko - posępne. Są to tylko pierwsze wrażenia. Gdy się ktoś jednak bliżej zapozna z tym miejscem, zmienia się jego opinia, a seminarium odsłania mu swe ukryte radości i swe prawdziwe znaczenie.
W seminarium przebywa 82 studentów, a z tej liczby tylko nas trzech należy do franciszkańskiej Kustodii Generalnej w Ndoli. Wszyscy trzej jesteśmy na trzecim roku studiów. Upłynęło trochę czasu, zanim przyzwyczailiśmy się do siebie. Styl życia seminaryjnego dawał nam liczne okazje do wzajemnego poznania i zrozumienia się. Niebawem staliśmy się wspaniałymi przyjaciółmi, nie tylko między naszą trójką, ale wśród wszystkich 82 i to bez względu na różnice środowisk pochodzenia, usposobień i charakterów. Aż trudno w to uwierzyć, jak spontanicznie zaakceptowaliśmy się wzajemnie, zawiązując głębokie przyjaźnie; - to doświadczenie napełniło nas zdumieniem i zadowoleniem.
Oczywiście, zewnętrznie trudno odróżnić nas franciszkanów od naszych kolegów, seminarzystów diecezjalnych. Jesteśmy ożywieni tym samym duchem. Łączy nas miłość oraz wspólny cel, jakim jest kapłaństwo; tworzymy zwarty blok, jedną rodzinę. We wszystkich sprawach (smutnych czy radosnych) stanowimy jakby jednolity front, niby kiść razem złączonych winogron. Toteż gdy ktoś z nas odczuwa jakieś przygnębienie - obecność i życzliwa pomoc współtowarzyszy wnosi do jego duszy ciepło wypierające to poczucie osamotnienia.
Mówiąc po ludzku jest to możliwe, że wśród rutyny naszego codziennego życia może ktoś się niekiedy poczuć smutny i niezadowolony. Lecz z drugiej strony jest to również prawdą, że radość tryskająca ze wspólnotowego życia, z dzielenia się z innymi czasem, energią i bolesnymi przeżyciami pokonuje tęsknotę oraz dodaje odwagi i siły.
Seminarium przekształca nas niepostrzeżenie. Dni szybko mijają. Przez udział we wspólnej pracy, studiach, posiłkach, rekreacjach i modlitwach wzbogacamy się duchowo, wzrasta w nas i dojrzewa decyzja poświęcenia się służbie Bożej. Teraz w pełni jesteśmy świadomi, że "miłość i wzajemne zrozumienie" jest tym, co musi nas zespalać w jedną rodzinę pomimo tkwiących w nas różnic. Tylko to stanowi o naszej jedności bez względu na różnice szczepowe, językowe czy środowiskowe i bez względu na to, czy jesteśmy franciszkanami czy klerykami diecezjalnymi... Tylko na tej drodze możemy czuć się szczęśliwi i urzeczywistniać cel swego seminaryjnego życia.
Nasz pobyt w Wyższym Seminarium w Mpima był dla nas w ciągu tych trzech minionych lat jakby najbardziej fascynującą przygodą. Wzrastaliśmy w nabywaniu umiejętności kochania i dzielenia się z innymi. Wynikiem tego był także rozkwit i wzrost radości.
Tak więc Wam wszystkim, znanym i nie znanym, którzy pomogliście nam w odkryciu naszego powołania, wyrażamy serdeczną wdzięczność i podziękowanie. "Patrząc w przyszłość, pamiętamy o przeszłości".
Franciszkańscy seminarzyści z Mpima
