Opowieść pielgrzymów

MŁODY RYCERZ NIEPOKALANEJ (1)

Było ciężko
Tyle tylko możemy powiedzieć.
Nie była to wycieczka.
To trud pielgrzyma - uparcie idącego do celu.
Było to wołanie, które zmusza iść do Prawdy.
Był to głos, któremu nie można się oprzeć,
Nie wolno przeciwstawić się.
Więc szliśmy.
Chociaż była to najgorsza pora roku.
A może i wieku.
Jednak szliśmy, byliśmy w drodze.
Byliśmy skazani na wiatr,
który siekł nas po twarzy i wdzierał się pod ubranie,
aż do przeziębionych nerek.
Nocny wicher walił w okna pięścią,
innym razem zrywał namioty.
Deszcz skrobał pazurami o parapet.
Słońce zdzierało skórę z karku, z rąk...
Mimo to - szliśmy...

[18]

Dzieci wykrzykiwały jakieś przezwiska,
rzucały w nas kamieniami.
Szczekanie psów znaczyło jedno:

Precz! Wynoś się!
Dorośli śmiali się z naszego szaleństwa.
Co będziecie mieli z tego, że tam dojdziecie?
Ile wam zapłacą? - drwili.
Kazali nam pukać się w czoło.
Mimo to - szliśmy. Nie ustawaliśmy w drodze.
Potem nocą, jak złodzieje skradaliśmy się,
by nie widzieć ludzkich oczu i twarzy.
A gdy zobaczyliśmy ludzi,
schodziliśmy im z drogi.
Baliśmy się porywaczy, bandytów, złodziei...
wrogów Prawdy.
Ale mimo to - szliśmy, szliśmy...

Dotarliśmy. Zdążyliśmy.
Przeżywaliśmy Narodziny - Prawdy, Drogi, Życia.

Wróciliśmy.

Wydaje się, że to było wczoraj.
Ale to było dawno. Lata mijały.
Jakbyś ten notes otwierał i zamykał.

Przeżywaliśmy Narodziny. Przyjęliśmy Nowe.
Jesteśmy szczęśliwi - bo wierni Prawdzie,
której nie zabijesz, nie zasypiesz
asfaltem, ani betonem nie zalejesz.

... Odrośnie!

Grafika do art. Opowieść pielgrzymów

[Rys. s. 17.]