Nowy rok zaczynamy od uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Złożywszy hołd wzorem pasterzy i mędrców-Słowu, które ciałem się stało, to jest Bogu Wcielonemu, czcimy w oktawę Bożego Narodzenia Jego Niepokalaną Matkę. Czcimy szczególnie w tym Roku Maryjnym, który do tego upływa w Polsce w rytm trzeciej tajemnicy radosnej Różańca.
Sobór Watykański II napomniał wszystkich chrześcijan, by szczerze czcili Najświętszą Maryję Pannę. Podkreślił też, że Matka Boża "słusznie doznaje od Kościoła czci szczególnej".
Dlaczego? "Odpowiedź - uczy papież Paweł VI (15 VIII 1964) - jest łatwa. Jako pierwszy czcił Ją Pan; Maryja jest Matką Chrystusa: przez Nią zostały urzeczywistnione plany Boże" związane ze zbawieniem świata.
Św. Maksymilian Maria zwrócił uwagę na to, że Jezus, który tak często mówił o Bogu: Ojciec mój, z upodobaniem też nazywał się Synem Człowieczym, to jest Synem Maryi. Ewangelia notuje to Jego samookreślenie się aż osiemnaście razy.
Bóg-Człowiek "zaczyna swoje posłannictwo, swoje nauczanie drogi do nieba od tego, że uzależnia się od Niepokalanej jak dziecko od swej matki i pełniąc czwarte przykazanie przez 33 lata pobytu na ziemi, czci Matkę swoją i służy Jej we wszystkim bezpośrednio, by spełnić wolę Boga Ojca". "On - śpiewamy - jak matkę Ją miłował, w posłuszeństwie żył, każde słowo Jej szanował, chociaż Bogiem był".
Widać to jasno z Ewangelii św. Łukasza. 12-letni Jezus w czasie swej pierwszej pielgrzymki do Jerozolimy pozostał bez wiedzy matki i opiekuna w świątyni. Odnaleziony, oświadczył im: Czyż nie wiedzieliście, że powinienem być w domu mego Ojca? (Łk 2,49). Mimo to przybył do Nazaretu i był im poddany (Łk 2,51).
W IV w. tak wyjaśniał słowa Łukaszowe ojciec Kościoła św. Ambroży: "Bo co miał uczynić Nauczyciel cnoty? Tylko wypełnić obowiązki synowskiej serdeczności... Owo poddanie się nie jest oznaką słabości, lecz czci".
Nie zapominajmy nigdy, że Matka Najświętsza była najlepszą matką, a Pan Jezus najlepszym dzieckiem, więc między nimi istniała serdeczna miłość, bezgraniczne przywiązanie. I inaczej być nie mogło.
Nie zmienił się ten synowski stosunek w czasie publicznej działalności Chrystusa. Wprawdzie, nawet według zwykłego kodeksu rodzinnego, ustał już obowiązek posłuszeństwa, a nadto Jezus daleki był od kierowania się względami ludzkimi, które stawiają na uprzywilejowanie własnej rodziny, ale mimo to spełniał życzenia swej Matki, jak świadczy pierwszy cud w Kanie Galilejskiej. Widział bowiem, jak Jej pragnienia wspaniale harmonizowały z misją, jaką otrzymał od Ojca.
Może kogoś dziwi, że Chrystus zwracając się do Maryi mówi do Niej, przynajmniej w dwóch wypadkach, nie: matko, lecz: niewiasto. Użył tego tytułu, jak wyjaśniają egzegeci, nie po to, by uchybić Jej godności, lecz by zaznaczyć Jej rolę w ekonomii zbawienia, zarysowaną już w Księdze Rodzaju, w proroctwie o Niewieście ścierającej głowę węża (Rdz 3,15). Tak się wyraził nawet wtedy, kiedy umierając, w swej trosce synowskiej powierzał Ją opiece umiłowanego ucznia Jana (por. J 19,27).
Stosunek: syn - matka nigdy nie ustaje. Przeto: "i Jezus na wieki będzie Synem Maryi, a Ona na wieki Jego Matką". "I ten stosunek mówi śmiało św. Maksymilian-pozostanie ze wszystkimi konsekwencjami": "On Jej czcicielem na wieki". Świadczy o tym fakt, że wziął Ją z ciałem i duszą do chwały niebieskiej i wywyższył jako Królowę wszechświata, by jak najbardziej upodobnić Ją do siebie, jak przypomina Sobór Watykański II.
Co więcej, w wypadku Pana Jezusa ten stosunek synowski wyprzedza nawet dzieje świata, jako że jest On odwiecznym Synem Bożym i że od wieków było zaplanowane Jego Wcielenie. "W tajemnicy Chrystusa - uczy Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Mater - jest Ona (Maryja) obecna już przed założeniem świata jako Ta, którą Ojciec wybrał na Rodzicielkę swego Syna we Wcieleniu, a wraz z Ojcem wybrał Ją Syn i odwiecznie zawierzył Duchowi Świętemu". "I On czcił Ją od wieków", woła w zachwycie o. Kolbe, widząc, że Jezus był jedynym synem, który mógł sobie przygotować matkę, i-że uczynił to po Bożemu, stwarzając Ją, kiedy przyszła "pełnia czasu" (Ef 4,4), Niepokalaną, pełną łaski, ubogaconą jak żadne inne stworzenie.
Tak więc, jak uczy Paweł VI, "kult Najświętszej Maryi Panny ma ostateczną przyczy[3]nę w niezbadanej i wolnej woli Boga, który będąc wieczną i boską miłością - dokonuje wszystkiego według planu miłości: umiłował Ją i uczynił Jej wielkie rzeczy (Łk 1,49); umiłował Ją ze względu na siebie, umiłował Ją ze względu na nas; dał Ją sobie samemu, dał Ją nam".
Poeta anglikański Jan Keble zwracając się do Matki Bożej nie waha się napisać:
"Ten, którego adoruje tysiąc światów, wciąż nazywa Cię matką...
Jakże nie mielibyśmy chwalić Twego imienia,
Stając się echem chwały, jaką masz w niebie?
Ziemski śpiew musi być utrzymany w rytmie hymnu wiecznego".
Powie ktoś: co innego jest cześć synowska, której oczywiście Chrystus nie uchybił, a co innego cześć natury religijnej, jaką darzymy Maryję. Ale w naszej czci, mającej wiele racji, nie brakuje też motywu dziecięctwa, związanego z rolą Maryi w ekonomii zbawienia; wszak Chrystus dał nam swą Matkę za matkę duchową. Oto Matka twoja (J 19,27), powiedział na Kalwarii do św. Jana, który reprezentował każdego Jego ucznia. Od tej chwili, jak podkreśla. Twórca Rycerstwa Niepokalanej, "nikt nie upodobni się do Jezusa, kto na wzór Jego nie będzie czcił Niepokalanej".
Wobec tego Boskiego Wzoru jakże można mówić o możliwości przebrania miary w naszej czci maryjnej "Proszę powiedzieć Drogim Braciom - pisze o. Maksymilian z Japonii do przełożonego Niepokalanowa - by nie obawiali się nigdy, że pokochają Niepokalaną za dużo, bo... nigdy nie pokochamy Jej tak, jak Ją kochał Jezus. A przecież naśladowanie Jezusa to cała nasza świętość". Przypomniał podobną wypowiedź o. Kolbego Papież 8 grudnia 1982 r.
Co więcej, mamy dążyć "do miłości Niepokalanej Sercem Jezusowym". Tylko z pomocą łaski Pana Jezusa możemy uczcić godnie Jego i naszą Matkę.
Z radością spostrzegamy, że mija kryzys, przez jaki przeszedł ostatnio kult maryjny w niektórych krajach. "Wybór kardynała Wojtyły na papieża - stwierdza wybitny pisarz irlandzki Desmond Forristal w biografii o. Kolbego - ożywił pobożność maryjną... W jego osobie i nauce miłość Maksymiliana do Niepokalanej dosięga większej publiczności, niż on śnił kiedykolwiek". Pomimo to jesteśmy jeszcze daleko od tego, by kult maryjny stał się powszechny i doskonały. Serce kochające Niepokalaną musi żalić się Jej za św. Maksymilianem: "Jedni nie znają jeszcze Twego Imienia; inni ugrzęźli w błocie moralnym nie śmią oczu wznieść do Ciebie, jeszcze innym wydaje się, że Cię nie potrzebują do osiągnięcia celu życia; a są i tacy, którym szatan nie dozwala ugiąć przed Tobą kolana. Wielu kocha, miłuje, ale jakże mało jest takich, co gotowi są dla Twej miłości na wszystko, na prace, cierpienia i nawet na ofiarę z życia. Kiedyż, o Pani, zakrólujesz w sercach wszystkich i każdego z osobna?".
By przyspieszyć tę chwilę, "Rycerz Niepokalanej" poświęca w tym roku osobny cykl artykułów sprawie należytej czci Matki Bożej. A Rycerstwo Niepokalanej, zapatrzone w swego Założyciela, spotęguje w Roku Maryjnym zabiegi o tę cześć, by stała się ona powszechniejsza i by coraz bardziej była utrzymana w rytmie Serca Jezusowego.
