Odpowiadam buntem czy miłością...

Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci

Cała kampania dyskusyjna na temat ochrony poczętego życia zastanawia... Dyskutować bowiem nad oczywistością wydaje się co najmniej nieporozumieniem.

Jest to tak, jakby dyskutować nad tym, czy koło jest naprawdę okrągłe, czy nie... albo czy dzień jest dniem wówczas, gdy jest słonecznie, czy też gdy jest pochmurno...

Wobec oczywistości bowiem obowiązuje zasada, że albo się ją przyjmuje, albo odrzuca.

To, co wynika z zaprezentowanej chociażby przez naszą telewizję dyskusji na temat ochrony poczętego życia, tę prawdę jeszcze raz przypomina.

Oczywistość jest jedna i jedyna: od chwili poczęcia jest życie ludzkie, jest w pełnym tego słowa znaczeniu życie człowieka. A wobec życia człowieka nie ma innej alternatywy jak tylko jedna jedynie słuszna: Nie zabijaj!

To podstawowe prawo do życia jest powszechnie znane. Zachodzi wszakże problem, czy to prawo się respektuje, szanuje i zachowuje, czy się je, niestety, odrzuca...

I te postawy "widzę" i odczytuję w całej tej kampanii dyskusyjnej na temat ochrony poczętego człowieka; człowieka, bowiem dyskutowanie dziś, odkąd jest życie jako coś bezosobowego, a odkąd jest życie jako człowieka, jest po prostu nonsensem.

Jeśli zaś chodzi o ochronę życia ludzkiego, to Kościół wobec tylu zagrożeń ma nie tylko prawo, ale obowiązek nauczać i przypominać: Nie zabijaj! Ci zaś, którzy mają "pretensje" do Kościoła i, o dziwo, czynią to bez żenady i publicznie, jakoby Kościół wkraczał w ich intymne życie, kiedy upomina się o ochronę życia ludzkiego - po prostu wkraczają w przestrzeń bezprawia. Tak trzeba sobie jasno powiedzieć.

Ciekawa rzecz, jak oni patrzą na sprawę poszanowania podstawowych praw ludzkich w innych dziedzinach?

Poszanowanie prawa i kierowanie się prawem - rzecz oczywista - stawia wobec człowieka wymagania, i to w każdej dziedzinie. Ale poszanowanie prawa stoi na straży naszego dobra. Natomiast lekceważenie i nieprzestrzeganie prawa prowadzi do zagrożeń, anarchii sprowadza opłakane skutki.

Jeżeli się ktoś deklaruje, że owszem jest wierzącym, ale też opowiada się za funkcjonowaniem ustawy dozwalającej zabijać poczęte życie, to przypomina kobietę, która czeka w poczekalni na dokonanie zabójstwa na poczętym życiu i odmawia Różaniec, aby tenże "zabieg" się udał... Wszelki komentarz jest tu chyba zbędny...

Kilka lat temu ukazała się książka dominikanina o. Bernarda Bro pod tytułem Potęga zła. W piątym rozdziale autor rozważa problem dzisiejszego faryzeizmu, który nie chce uznać zła, grzechu. "W dzisiejszym przyzwalającym społeczeństwie - pisze - ten odradzający się faryzeizm stanowi dla nas, chrześcijan, niebezpieczną pułapkę... Faryzeizm nie chce już uznać, że grzesznik jest grzesznikiem... Faryzeusz, który nam oświadcza, że nie jesteśmy grzesznikami, że wszystko jest dobre, że wszystko jest dozwolone, nie zostawia nam nawet nadziei na znalezienie kogoś, kto nas pokocha, kogoś, kto nas zrozumie i kto nam pomoże wiedząc, jacy naprawdę jesteśmy".

Te słowa są dla nas wszystkich ostrzeżeniem, ale zarazem oskarżeniem.

Czyż na co dzień - może powodowani opacznie pojmowanym i rzekomym "miłosierdziem", "wyrozumiałością", "ludzkością", "nowoczesnością", "szerokimi horyzontami" nie przymykamy oczu na takie czy inne zło... Nie można schlebiać sobie i ludziom, pobłażając złu. Trzeba zedrzeć z siebie owe "maski". Trzeba zobaczyć swoje prawdziwe oblicze w prawdzie.

[180]

Stąd niemal dramatyczne wołanie o. Bro: "Jeśli pod pretekstem wyzwolenia tak «odkazimy» nasze życie, że wszystko już będzie dozwolone, że nie trzeba będzie już się nawracać ani płakać, ani cierpieć, ani się modlić, co nam wtedy zostanie, jaką będziemy mogli mieć nadzieję, że ktoś nas pokocha - z całą naszą nędzą?

Odrzućmy te wszystkie nieodpowiedzialne programy, które niosąc pozorne wyzwolenie chcą usunąć z naszego życia element dramatu i uniemożliwiają nam poznanie, kim my naprawdę jesteśmy. Odrzućmy te wszystkie fałszywe monety, które nas tylko mamią. Odrzućmy sprzedawców utopii, którzy pod pretekstem wywoływania ciągle nowej wiosny w Kościele chcą oddramatyzować nasze istnienie, a przez to pozbawiają je prawdziwej godności".

Człowiek nie może tworzyć "własnej" moralności ani też praw w oderwaniu albo w sprzeczności z najwyższym prawodawcą, którym jest Bóg.

O. Bro przestrzega: "Tak, Bóg nas zrozumie. Ale nie tak, jak my to pojmujemy, nie w imię pobłażliwości, która ukryje nasze winy i będzie po naszej stronie, ale w świetle, które nie pozwala nam oszukiwać samych siebie, by się móc łatwiej podźwignąć".

Nie można żyć we wzajemnym oszukiwaniu siebie. Nie można żyć w atmosferze samooszukiwania się. Trzeba żyć w świetle, trzeba żyć prawdą i w prawdzie...

Jaką postawę zajmie człowiek wobec Stwórcy, który obdarował go wolną wolą...?

O. Bro to pytanie sformułował w ten sposób: "Czy odpowiem buntem, czy odpowiem miłością? Jedno i drugie świadczy, że dokonałem wyboru".

Więc otwarte pozostaje pytanie: jakiego wyboru dokonałem i jakiego wyboru dokonam?

A odpowiedzią jesteśmy my...

O. Bernard Bro, Potęga zła. Warszawa 1984, Pax.


Intencja Krucjaty Modlitwy na czerwiec

Aby matki oczekujące dziecka otoczono życzliwością i pomocą.

[s. 180]