Odczuwam wyraźną opiekę

Matka Boża w moim życiu (39)

Czytając w "Rycerzu Niepokalanej" cykl wypowiedzi pt. "Matka Boża w moim życiu", chcę i ja wyrazić wielką wdzięczność dla Matki Najświętszej i Pana Jezusa za łaski, których wiele doznałem w ciągu mojego długiego życia. Kilka wydarzeń uważam wprost za cudowne i pragnę je tutaj opisać dla wyrażenia wdzięczności Matce Bożej i Panu Jezusowi.

W 1936 roku, po odbyciu czynnej służby wojskowej, wróciłem do domu i poszukiwałem pracy, między innymi złożyłem wniosek do Okręgowej Kolei Państwowej w Wilnie. W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi, 15 sierpnia, pojechałem na odpust do Wilna, oddalonego od mojej miejscowości 270 km. Na odpuście odbyłem Drogę Krzyżową i w Ostrej Bramie modliłem się na różańcu o pracę, o którą w tym czasie było bardzo trudno. W następnym dniu, 16 sierpnia, poszedłem do Dyrekcji Kolei Państwowej w Wilnie do Wydziału Kadr, by się dowiedzieć o losie mojego złożonego tam podania o pracę. Kierownik kadr znalazł mój wniosek (a było ich około 200) położył na stole, resztę wniosków wrzucił do szuflady, i powiedział: "Chłopcze, mnie się ty podobasz, jedź do domu, czekaj cierpliwie, a ja twój wniosek załatwię pozytywnie". Tak też się stało. Zostałem przyjęty do pracy w charakterze kancelisty w dniu moich imienin, to jest 4 października.

W czasie działań wojennych w 1939 roku zostałem wcielony do wojska polskiego. Spod gradu pocisków artyleryjskich i kul nieprzyjaciela, szczególnie w obronie Warszawy, zawsze wychodziłem szczęśliwie, bez żadnych obrażeń ciała, i szczęśliwie z wojny wróciłem do domu.

W roku 1944 partyzanci radzieccy wysłali mnie do powiatowego miasta Stopice, gdzie było bardzo dużo Niemców, w celu dokonania wywiadu i załatwienia ich spraw osobistych.

Niemcy mnie złapali w czasie załatwiania tych spraw i zaprowadzili do więzienia. W więzieniu spotkałem wielu ludzi, którzy czekali na wyroki.

Miałem przy sobie różaniec, na którym modliłem się w dzień, a nawet w nocy. Pewnej nocy, w czasie snu, jakbym usłyszał słowa: „Nie martw się, dzisiaj będziesz wypuszczony z więzienia”. W następnym dniu około godz. 10 zawołano mnie do oficera SS. Tłumacz pytał mnie, jaki mam związek z partyzantami. Odpowiedziałem jakoś tak, widocznie z natchnienia Ducha Świętego, że Niemiec zdenerwował się i zaczął pisać coś na maszynie, potem kazał mi to podpisać. Złożyłem podpis i myślałem, że za chwilę będę rozstrzelany. Okazało się, że po kilkunastu minutach wypuszczono mnie z więzienia. Na ulicy spotkałem płaczącą żonę. Następnego dnia wszystkich przebywających w tym więzieniu Niemcy rozstrzelali, po czym wycofali się i przyszła na te tereny armia radziecka.

W okresie mojej pracy na różnych stanowiskach starałem się zawsze w niedzielę i święta być na Mszy świętej, jednakże w niektórych okresach odstępowałem od tych zasad. W sierpniu 1968 r. miałem wypadek: uderzył mnie samochód ciężarowy, dowieziono mnie na wpół żywego do szpitala, gdzie przez kilka dni byłem nieprzytomny. Lekarze stwierdzili, że mam przed sobą tylko kilka dni życia. Jednakże w szpitalu byłem około miesiąca, po czym na swoją prośbę wróciłem do domu, pod opiekę mojej żony.

Po powrocie do domu bardzo szybko połamane części ciała zrosły się i powróciłem do zdrowia. Ponownie podjąłem pracę. Pracowałem do 1977 r., aż do emerytury.

Mam miłość i wdzięczność dla Matki Najświętszej, a przez Nią do Pana Jezusa. Teraz, gdy jestem już u schyłku życia, prosząc o łaskę spotkania z Bogiem, Matką Bożą, świętym Maksymilianem i świętymi, do których się modlę, zapragnąłem podziękować w "Rycerzu Niepokalanej" za wszystkie łaski udzielone mi w ciągu całego życia aż do obecnej chwili, gdyż ciągle odczuwam wyraźną opiekę Matki Najświętszej nade mną i moją rodziną.

Dzięki Ci i cześć, Matuchno Niepokalana!