Niedaleko, w odległości kilku kilometrów na południe, huczą działa. Nad nami przelatują z ogłuszającym hukiem nieprzyjacielskie bombowce. W oddali płoną lasy i wioski. Zagony hitlerowskiego wermachtu są już na ziemiach sandomierskich.
W niedzielę 10 września 1939 r. patrol 3 pułku Ułanów Śląskich czujnie zbliża się zakurzonym polnym gościńcem ku wiosce. Jeszcze kilka polnych grusz, potem Boża Męka obwarowana żywopłotem i już z doliny wspina się na wzgórze, skąd widać wieżę wiejskiego kościółka. Biją dzwony.
Ostra woń końskiego potu ściąga roje owadów. Niezwykły we wrześniu upał zaczyna doskwierać kłusującym we francuskich hełmach ułanom. Południe.
Bielone chaty pod strzechą są coraz bliżej. Ileż takich wsi i gościńców z polnego kamienia przebyliśmy konno! Ileż województw, powiatów... Dzień i noc w siodle...
Nagle stajemy się świadkami wzruszającego misterium - z kościoła wyrusza procesja. Przy akompaniamencie dzwonów unosi się błagalna pieśń:
Święty Boże! Święty mocny! Święty a nieśmiertelny...
Z kłusa przechodzimy w stępa, gdyż procesja kieruje się w naszą stronę.
Surowe prawo wojenne nie pozwala na zatrzymanie się. Rozmodlony tłum zbija się w gromadę, otwierając na wąskiej drodze ciasne przejście. Przedzierający się do przodu jeźdźcy ocierają się o stojących ludzi. W lewej dłoni każdy żołnierz dzierży wodze, a w prawej załadowany karabinek. Znajdujemy się wobec utajonego Boga... I nagle bez komendy wykonujemy wszyscy rozkaz: "Na lewo patrz!" Patrzymy wprost na błyszczącą słońcem Monstrancję. Kapłan, który ją trzyma, czyni w naszą stronę znak krzyża świętego. W ślad za kapłanem idą parafianie i błogosławią nam na niepewną i niebezpieczną drogę.
Kiedy mijamy wieś, dają się jeszcze słyszeć słowa: Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas, Panie!
Nie wiem, dlaczego przyszło mi wtedy na myśl zdanie wypowiedziane chyba przez Bonapartego: "Kościół jest najpotężniejszą instytucją".
W skwarze południa, po bezsennych nocach, oczy same się zamykają...
Jesteśmy coraz bliżej frontu. Każdy z nas ma na piersi medalik, który na tę wrześniową wyprawę wręczyła matka lub żona, zaznaczając: "Ufaj Pannie Częstochowskiej, a Ona cię ocali...".
