Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci
Pytanie takie zadawałem swym przyjaciołom i znajomym. Byli nim zaskoczeni:
- Jak to od kiedy? Nie rozumiem. No, od urodzenia.
A przed urodzeniem? Na pół godziny, na dzień, tydzień, miesiąc, pół roku? Kim wtedy byłeś? Kandydatem na człowieka? A może jakimś niby-człowiekiem, przedczłowiekiem, podczłowiekiem? Może podczas odbierania cię na sali porodowej położna wypowiedziała nad tobą jakieś magiczne zaklęcia w rodzaju: "Stań się człowiekiem!" I ty jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stałeś się nim. A może w tym właśnie momencie nastąpił cud przeistoczenia cię z jakiegoś nieokreślonego niby-człowieka w człowieka.
Ale dość tych żartów i podkpiwań. Przejdźmy do faktów. Narodzenie człowieka jest tylko epizodem w jego życiu. Owszem, przyznaję, niewątpliwie najważniejszym epizodem życia, ale tylko epizodem. Narodzenie jest jedynie zmianą biośrodowiska: bezwstrząsowym przejściem od biośrodowiska zamkniętego (łona matki) do biośrodowiska otwartego (świata, otaczającego rodzącą). Jest niejako zmianą statusu fizjologicznego: przejściem od statusu zależności fizjologicznej do statusu niezależności fizjologicznej ze wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami, bynajmniej nie dramatycznymi. Człowiek na pół godziny przed urodzeniem i ten sam człowiek po urodzeniu są naprawdę proszę mi wierzyć - tym samym człowiekiem. Podobnie człowiek na 8,5 miesiąca przed urodzeniem i człowiek w 8,5 miesiąca po urodzeniu są też absolutnie identycznym człowiekiem, aczkolwiek w drugim wypadku bardziej rozwiniętym.
Co zatem stanowi początek twojego życia jako człowieka? Po prostu połączenie komórki płciowej twojej matki z komórką płciową twego ojca, zwane potocznie poczęciem. To już nie jest epizod, to jest punkt krytyczny, to znaczy rewolucyjnie przełomowy w twoim życiu. Nie było cię, czyli byłeś nicością w najdosłowniejszym znaczeniu tego terminu, i nagle stałeś się rzeczywistością. Rzeczywistością ludzką. Człowiekiem. Na tym można by właściwie artykuł zakończyć, albowiem dana została precyzyjna odpowiedź na postawione w tytule pytanie. Ja jednak przedłużę te wywody, wyciągając z dotychczasowych ustaleń równie precyzyjne i logiczne wnioski.
Wniosek 1: spowodowanie śmierci człowieka w dowolnej chwili jego życia (popoczęciowego) jest morderstwem, dokonanym z premedytacją, jeśli nie było wynikiem nieszczęśliwego wypadku.
Wniosek 2: morderstwo to jest tym bardziej odrażające, im bardziej bezbronna jest ofiara mordu - najbardziej bezbronny jest człowiek w łonie matki i dlatego zamordowanie takiego człowieka powinno być karane z zaostrzoną surowością prawną.
Całe dotychczasowe rozumowanie zostało przeprowadzone z czysto naturalistycznego widzenia, a zatem powinno być respektowane przez każdego człowieka bez względu na jego światopogląd.
