Oaza ze św. Franciszkiem

RYCERZ NIEPOKALANEJ (4)

Każdy, kto zetknął się z Kaszubami, musi przyznać, że niewiele jest regionów w Polsce tak ściśle związanych ze św. Franciszkiem.

To wpłynęło, że nasza franciszkańska oaza postanowiła wyruszyć w czasie ferii zimowych na spotkanie ze św. Franciszkiem na Kaszuby.

Studenci z Klubu Pomerania udostępnili nam swój dom, znajdujący się w okolicach jezior raduńskich, z dala od osiedli ludzkich. Właściwie jest to stara, kryta słomą, kaszubska checz, przed którą stoi piękna drewniana kapliczka św. Franciszka.

Ze stacji do miejsca przeznaczenia musieliśmy przebyć pieszo pięć km. Po wyjściu z pociągu powitał nas mroźny brat wiatr. Przy drodze leżały drzewa powyrywane z korzeniami przez burzę. Nigdzie nie było widać światła. Na własnych barkach trzeba było dźwigać prowiant na cztery dni, śpiwory oraz całą zakrystię; wkrótce więc nie mieliśmy sił iść dalej.

Ale gdy gościnni studenci wyszli nam naprzeciw, dzięki ich pomocy dobrnęliśmy wreszcie do chaty. Tu czekała na nas przemarzniętych i zmęczonych gorąca herbata. Po krótkim wytchnieniu, przy blasku migocących świec, dostrzegamy piękno wnętrza chaty: stare kaszubskie sprzęty, obrazy malowane na szkle, jeden oczywiście przedstawiający św. Franciszka ze zwierzętami.

Cały ten dom oddajemy pod opiekę Matki Bożej. Ona ma być jego matką i gospodynią. Zawieszamy w "białej izbie", czyli "niebie" - tak nazywają Kaszubi główny pokój - obraz Matki Bożej, który zawsze ze sobą wozimy. Przez dłuższy czas jeszcze siedzimy przy stole z naszymi gospodarzami- studentami i sąsiadem z drugiej strony lasu, gawędząc, śpiewając i wsłuchując się w muzykę wiatru. Nasza wędrówka tego dnia w ciemnościach i w ogromnej wichurze pozwoliła zrozumieć stan duszy, która bez Boga błąka się w ciemnościach.

[112]

Tu w ciszy, z dala od miejskiego gwaru i kłopotów codziennych, mieliśmy napełnić się Bogiem. Postanowiliśmy przyjąć postawę Samuela, nadsłuchującego w ciszy głosu Boga: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha" (1 Sm 3,9). W czasie całych rekolekcji obowiązuje ścisłe milczenie. Św. Franciszek ma być naszym przewodnikiem przez czas naszego pobytu na tej pustelni, z nim chcemy przeżyć główne tajemnice duchowości franciszkańskiej: Boże Narodzenie, Mękę Chrystusa i Eucharystię.

Pierwszy nasz dzień kończymy odśpiewaniem nieszporów. Rozkładamy materace na podłodze i wyczerpani wędrówką zapadamy w sen. Jest już późna noc, gdy dotarł do nas jeszcze jeden uczestnik (razem jest nas 15 osób).

Nazajutrz świeci słońce i jest lekki mróz. To Pan dał nam pogodę, która odpowiada nastrojowi dzisiejszego dnia. Ten dzień poświęcony jest tajemnicy Bożego Narodzenia. Rozpoczynamy go wspólnie odmówioną jutrznią, potem w milczeniu i w duchu franciszkańskiej radości robimy porządki i w jednej z izb urządzamy pokój do modlitwy. Czas upływa nam na lekturze franciszkańskiej i samotnych wędrówkach po lesie.

Pomocą w przeżyciu tajemnicy Wcielenia Słowa Bożego były wystawione przez nas, tego dnia wieczorem w kościele parafialnym w Wygodzie, kaszubskie jasełka. Po wieczerzy udajemy się do lasu, gdzie przy kapliczce św. Franciszka odprawiamy pasterkę, w której uczestniczy okoliczna ludność. Ołtarzem była prawdziwa stara kołyska wypełniona sianem, która wykołysała 11 dzieci naszego sąsiada, nie licząc jego przodków. Przed Mszą św. czytamy opis, jak św. Franciszek po raz pierwszy w Greccio urządził jasełka. Jest już późno, gdy wracamy do swojej chaty na spoczynek.

Tajemnica Krzyża - to temat naszych rozważań dnia następnego. Jest pochmurno, wieje wiatr i słychać trzask łamanych w lesie gałęzi. Cała ta sceneria pozwala lepiej zrozumieć nastrój dnia. Po Mszy św. kto chce, udaje się do lasu, inni adorują Najświętszy Sakrament lub czytają lekturę franciszkańską. Stałym punktem poszczególnych dni to życiorys św. Franciszka, jak również szkoła życia franciszkańskiego.

Pod wieczór wyruszamy na drogę krzyżową. Wszyscy idą zamyśleni. Na czele krzyż, wyrzeźbiony przez młodego miejscowego twórcę. Robi się coraz ciemniej. Przeżywamy poszczególne sceny Męki Pańskiej, do których rozważania przygotowali sami uczestnicy. Droga była uciążliwa i długa, musieliśmy pokonać niejedno wzniesienie, ominąć jeziora, aby wreszcie wejść na górę leżącą na półwyspie Jeziora Raduńskiego. Przy blasku księżyca dostrzegamy piękno krajobrazu, zza mgły wyłaniają się szczyty innych wzniesień, gdzieniegdzie w oddali widać iskrzące się światła w zagrodach ludzkich. Pada propozycja, by o świcie w tym samym miejscu przeżywać Zmartwychwstanie.

Tajemnica Eucharystii to myśl przewodnia naszego ostatniego dnia na pustkowiu. Dzień się budzi piękny. Świat wygląda jak jedna wielka biała Hostia. Śnieg okrył zimową szatą okoliczne wzgórza, pola i lasy. Tak jak codziennie szukamy Boga w przyrodzie, wyruszamy do lasu i nad jeziora. Śnieg skrzypi pod butami, boimy się nawet stawiać stopy, dotknąć najmniejszej gałązeczki, by nie zmącić trwającej ciszy. W ostatnim dniu naszych franciszkańskich rekolekcji na pustelni zapoznajemy się z kultem Eucharystii w życiu św. Franciszka.

Wieczorem na Mszę św. przychodzi do naszej pustelni sąsiad z całą swoją liczną rodzinką. Po Mszy św. adoracja Najświętszego Sakramentu, a następnie modlitwa do Ducha Świętego z obrządkiem nałożenia rąk.

Czynimy jeszcze postanowienie rekolekcyjne: wcielać w codzienne życie treść modlitwy franciszkańskiej: "O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju..." Odśpiewaniem błogosławieństwa św. Ojca Franciszka skończyliśmy nasze rekolekcje na pustelni.

Po rozwiązaniu milczenia idziemy na agapę do drewnianego dworku naszego sąsiada. Siadamy kołem przy rozpalonym ognisku, gospodyni częstuje nas herbatą i prawdziwym kaszubskim "kuchem". Śpiewamy i żartujemy, dzielimy się wrażeniami z przeżytych dni.

Rano opuszczamy piękną okolicę. Żegnamy się i mówimy do zobaczenia - błogosławiona Góro Alwernio! Chcemy jeszcze tutaj wrócić.

Grafika do art. Oaza ze św. Franciszkiem

[Rys. s. 111: Św. Franciszek z Asyżu.]