O ład w kulturze polskiej

Młody Rycerz Niepokalanej (9)

Do napisania tych kilku słów skłoniła mnie refle[k]sja nad współczesną, najszerzej rozumianą twórczością artystyczną zwaną górnolotnie "kulturą cywilizowanego świata".

Czym jest ta twórczość, a przede wszystkim, czy realizuje raz wyznaczone sobie zadanie?

Wobec tak postawionych pytań należałoby ustalić, a właściwie przypomnieć, iż jedynym celem, dla którego narody tworzyły, tworzą i kultywują swe kultury, jest ukazywanie wartości, do jakich należy dążyć.

Czyni się to w różny sposób: na przykład tworząc bohatera literackiego stanowiącego uosobienie cnót, czy też znajdującego się w stanie ciągłej walki z własnymi słabościami; -upamiętniając na malarskim płótnie wielkie wydarzenia historyczne lub inne wizje mające poruszyć serce i wyobraźnię człowieka; komponując w tym celu piękne utwory muzyczne.

Podane przykłady nie wyczerpują oczywiście wszystkich możliwości. Zawsze będzie to jednak przeniesienie człowieka do świata wyższych wartości, wartości, które nadają sens ludzkiemu istnieniu. Najwyższe wartości przyniósł ze sobą na świat Syn Boży. Na nich wyrosła kultura europejska.

Podsumowując: wszelka sztuka - o ile nie pełni roli dokumentu - nie powinna zajmować się jedynie odzwierciedlaniem szarości życia i jego częstokroć pozornego bezsensu. Jeżeli tak się dzieje, to nie spełnia ona swej roli, a wręcz przeciwnie przyczynia się do powiększenia udręki człowieczego losu.

Piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy - praca, by się zmartwychwstało
(Norwid).

Człowiek szukający odpoczynku od męczącej codzienności zmierza ku kulturze. Czyni to, bo potrzeba mu czegoś, co wzmocni jego ducha, doda mu utracanego w biegu życia piękna. Czyni to również z tej prostej przyczyny, iż w jego wewnętrznym poczuciu kultura jest najbardziej uduchowioną formą aktywności ludzkiej.

Niestety, garnąc się do niej z pełnym zaufaniem, napotyka dziś częstokroć na coś, co stoi w zupełnej sprzeczności z jego wyobrażeniem. Oto zamiast trafić do oazy spokoju i piękna, trafia przysłowiowo "z deszczu pod rynnę".

Oczywiście, w pewnym stopniu było tak zawsze, ale w czasach dzisiejszych zjawisko to przybrało szczególnie na sile. Polega ono na niezrozumiałym wręcz pędzie do gloryfikowania brutalnej strony rzeczywistości.

Dzieje się tak w każdej z dziedzin kultury. Odnosi się wrażenie, iż jej dzisiejszym zadaniem jest uświadomienie człowiekowi jego zła i upadku moralnego, w jakim się znalazł.

Przez to samo poziom etyczny, a więc jednocześnie i artystyczny obniżył się straszliwie. Doszło już do tego, że częstokroć upowszechnia się owoce ludzi chorujących na śmierć - owoce zatrute i lęk moralny przynoszące.

Za przykład niech posłuży poezja nie żyjącego już Edwarda Stachury, człowieka, który sam będąc narkomanem, pisał wiersze o tym, jak to życie ludzkie nie ma sensu i jak wszelka w nim aktywność i tak kończy się śmiercią.

"Poezje" te bardzo szybko przyjęły się w pewnych kręgach młodzieży. Stało się to dlatego, że młodzi ludzie chłonni są na wszelkiego rodzaju ideały, a i w tym, co ukazywał Stachura, widzieli jakiś ideał. Był to ideał bezdennego smutku i życiowej obojętności, ideał tym łatwiejszy do przyjęcia, że nie wymagający żadnego wysiłku, a jedynie nastawiający na bierność.

Obok tej tzw. "twórczości moralnego niepokoju" wyrasta w Polsce nowa twórczość, ślepo idąca za ogólnoświatowym przykładem. Mam na myśli ten nurt, który zajmuje się realistycznym przenoszeniem do filmu, teatru i książki pierwiastków związanych z najbardziej intymną sferą życia ludzkiego, jaką jest jego uczuciowość. Machina erotyzmu jeszcze się u nas nie rozpędziła, a to, czego jesteśmy świadkami i co już nas niepokoi, jest zapewne dopiero wstępem do szeroko zakrojonej przemiany obyczajowej narodu.

Nie wiem, czy ludzie, którzy są za to odpowiedzialni, którzy przykładają do tego rękę, wiedzą, co czynią. Czy zdają sobie sprawę z moralnej odpowiedzialności, jaka ciąży na nich za skutki tego zjawiska, skutki widoczne już dziś?

Nie trzeba przecież nikomu przypominać o ogromnej liczbie rozwodów, o setkach tysięcy morderstw dokonywanych w ciągu roku na bezbronnych polskich dzieciach rozwijających się dopiero w łonach matek.

Ktoś mógłby zapytać, jaki wpływ ma na tę sytuację ta "niepruderyjna" i "nieobłudna" twórczość? A taki, że wraz z erotyką przemyca prymitywizm zachowania (widoczny zresztą na co dzień) i kierowanie się przyziemnymi skłonnościami, że propaguje swobodę obyczajową, atakując w ten sposób polską rodzinę i jej trwałość, że demoralizuje młodzież powodując zaburzenia biologiczne i psychiczne, że traktuje sferę pici w oderwaniu od konstytuującej [240]ją miłości, a wreszcie, że liczy na łatwy poklask, którego spodziewać się może od ułomnej natury ludzkiej.

Wymienione spostrzeżenia nie są jeszcze pełnym zobrazowaniem rzeczywistości. Mamy przecież całe abstrakcyjne malarstwo, filmy traktujące o wszystkim i o niczym, powieści kryminalne przepełnione wulgaryzmami, przeboje dla młodzieży, których melodyka opiera się na bazie kilku sztucznych dźwięków i mechanicznych, halucynogennych rytmów.

Jeżeli porównamy tę sytuację z tym, co nadchodzi do nas z różnych stron świata, to za pewnik uznać możemy, iż jesteśmy świadkami tworzenia kultury ogólnoświatowej, zacierającej różnice narodowe, bazującej wszędzie na tych samych wzorcach.

Powoli zwyciężać zaczyna to, co łatwiejsze, bardziej zgodne z ułomną ludzką naturą, nie żądające od człowieka żadnego wysiłku - a w efekcie łatwe do przyjęcia dla tych, którzy sens swego życia upatrują w nieograniczonym niczym zaspokajaniu własnych pożądliwości.

I na zakończenie, jeżeli zgadzamy się ze stwierdzeniem, że kultura jest owocem ducha, to zapytajmy, czym jest i jak wygląda duch wydający z siebie kulturę zmaterializowanego XX wieku? Czy jest to Duch Boży niosący ze sobą Miłość, Piękno i Dobro?

Któż śmiałby na to pytanie odpowiedzieć twierdząco?