Młody Rycerz Niepokalanej (9)
"Tylko orły szybują nad granicami i nie lękają się przepaści, wichrów i burz. Musicie mieć w sobie coś z orłów - serce orle i wzrok orli ku przyszłości,... pamiętajcie - orły to wolne ptaki, bo szybują wysoko...". Tak mówił do młodzieży Prymas Tysiąclecia. Bez uświadomienia sobie tych "orlich" perspektyw nie można rozważać nie tylko katolicyzmu, ale w ogóle człowieczeństwa pełnego.
W codziennym życiu odróżniamy w religii pewien zasób prawd wiary od zasad moralnych, wynikających z wyznawanej wiary. Niektórym ludziom wydaje się, że można wierzyć w Boga i kilka jeszcze prawd, ale nie jest konieczne stosowanie się do zasad moralnych, przynajmniej nie wszystkich. Jest to z gruntu błędna postawa! Wiara daje nam jakby nowe oczy do patrzenia na rzeczywistość dziejącą się wokół nas i w nas, i konsekwentnie w wyniku poznanej prawdy mamy w jej świetle kształtować nasze życie moralne. Nie ma innej drogi! Młodzież polska, jak każda młodzież na świecie, nie jest wolna od dramatycznych pytań o właściwą drogę życia. Jeżeli ktoś wybrał drogę katolicką, musi wyciągnąć z tego faktu właściwe wnioski. Rozważmy kilka takich konsekwencji.
Przez świat idzie fala materializmu, tzn. kierunku myślowego, który uzależnia szczęście człowieka od dóbr materialnych. Tak o tym mówił Ojciec Święty Jan Paweł II do młodzieży irlandzkiej: "Perspektywa rosnącego postępu technicznego i szansa osiągnięcia większego udziału w dobrach, jakie oferuje nowoczesne społeczeństwo, będzie wam przedstawiana jako możliwość osiągnięcia większej wolności. Możecie być kuszeni, że im więcej będziecie posiadać, tym bardziej będziecie czuli się wyzwoleni od wszelkiego rodzaju ograniczeń. Możecie być kuszeni, że aby zarobić więcej pieniędzy i aby więcej posiadać, aby zmniejszyć wysiłek i kłopoty, trzeba dokonać pewnych skrótów w moralności". Zwróćmy uwagę na to, że przyjmując materialistyczny sposób patrzenia na swoje życie, całkowicie odchodzimy od wiary i jej "orlich" oczu. Zostajemy sprowadzeni do poziomu zwierząt przy korycie, które poza nim nic więcej nie widzą!
Z materialistycznego myślenia wynika też zamieszanie pojęć dotyczących wolności człowieka. Człowiek wolny to ten, kto chce za wszelką cenę dobra. Wolność dotyczy wyłącznie możliwości czynienia dobra. Nie wolno jej wykorzystywać do zła! Gdy człowiek czyni zło, staje się jego niewolnikiem. Porównajmy ciasnotę złych przyzwyczajeń z szerokością możliwości czynienia dobra.
Chrześcijaństwo łączy dążenie do szczęścia osobistego ze służbą i poświęceniem dla drugiego człowieka. Gdyby było inaczej, ludzkość by nie przetrwała. A właśnie obecnie ma miejsce największy atak na tę dziedzinę moralności. Łatwe i przyjemne życie - to jest dopiero postęp. Widać to szczególnie w dziedzinie moralności seksualnej. Każde wymaganie w tej dziedzinie jest traktowane jako zamach na człowieka. Miłość stała się pustym słowem, a istnieje tylko użycie, które całkowicie osłabia i tak kruche więzy międzyludzkie. Panseksualizm degeneruje ludzi w ich najbardziej głębokich odczuciach.
Miłość winna panować w każdej dziedzinie, bo jest jedyną siłą twórczą. W Polsce ostatnio narzuca się temat miłości nieprzyjaciół. Opanowani szlachetnym uczuciem naprawienia nieprawości, wpadamy w sidła innej nieprawości! Dajemy się opanować uczuciu nienawiści, która jest siłą niszczącą także nienawidzącego, nie tylko jego ofiarę. Osłabia ona i paraliżuje rozum i wolę człowieka. Dlatego wszyscy, którzy chcą człowiekiem manipulować, najpierw pobudzają go do nienawiści. Tak o tym mówił ksiądz Prymas Józef Glemp do młodzieży: "Musimy dawać Bogu odpowiedź miłości, która przezwycięży wszelką nienawiść... Nie ma na nienawiść innej broni, jak miłość... Żeby iść jak chrześ[240]cijanin przez życie, trzeba być człowiekiem mądrym... To ten, który umie sobie uświadomić miłość. Nie trzeba mądrości do tego, żeby występować przeciwko drugiemu człowiekowi i... Mądry człowiek nie reaguje emocjonalnie, tym bardziej nie reaguje na prowokacje, zwłaszcza gdy sięgają one po motywacje patriotyczne. Straszna jest to zbrodnia wykorzystywać szlachetny patriotyzm młodzieży do celów, które nie są patriotyczne". (...) Nie wolno nam jako chrześcijanom nawet używać wyrażeń słownych, które byłyby agresywne, bo oznajmiałyby one naszą bezsilność! A jak często są one stosowane, chyba w celu sprowokowania nastrojów.
Wydaje się nam, że stoimy twardo przy wierze katolickiej i rzeczywiście jawne ataki bezbożnictwa odpieramy ze zdumiewającą konsekwencją, którą podziwia świat. Ale tkwi tu także wielkie niebezpieczeństwo. Zwróceni bowiem w stronę teoretyków ateizmu, nie widzimy jednoczesnego ataku na myśl i serca z drugiej strony. Z tego, co powiedzieliśmy przedtem na temat materializmu, wynika, że wystarczy poddać pewien ideał życia doczesnego i już usuwa się Boga z życia ludzkiego. Przestaje być potrzebny! Jest też szereg czynności wspomagających tę akcję. Tak jest na Zachodzie, a więc nie tylko w strefie ateizmu. Najpierw poprzez filozofię egzystencjalistyczną zasiano zwątpienie w sens życia ludzkiego. Potem poddano ideał życia "na dziś", według zasady epikurejskiej "carpe diem" (korzystaj z każdego dnia). Potem przyszła kolej na "postęp" w dziedzinie ludzkiej moralności. Postępowe stało się rozbijanie rodzin, wybujały erotyzm, mordowanie nienarodzonych i tyle innych zboczeń. Ponieważ jeszcze ciągle odzywało się w wielu ludziach sumienie, i ono padło ofiarą "postępu". Okazało się być jedynie wynikiem kompleksów. Na skrupuły religijne znaleziono lepszą metodę, niż mógłby wymyśleć Pasteur. Na religijne potrzeby miały odtąd odpowiadać najlepiej religie Wschodu (buddyzm i inne). Oczywiście bez żadnych wymagań moralnych. Wystarczy ostrzyc głowę, ubrać się w odpowiednio dziwny strój, wykonać kilka gestów i już potrzeba religii jest zaspokojona! Żeby nie było żadnych wątpliwości, całą tę akcję ochrania się ideałem "tolerancji". Świat chrześcijański kuszony jest dzisiaj propozycją jedności ludzkości, wobec której traciłyby znaczenie wszelkie różnice religijne i kulturalne. "Ważniejsze jest to, co nas łączy, aniżeli to, co dzieli". Za wprowadzeniem tej zasady katolicyzm musiałby zapłacić wysoką cenę w postaci wyrzeczenia się podstawowych prawd i zasad etycznych.
Te nieco przydługie uwagi kierujemy do tych, którzy łatwo dają się nabierać ideałom rzekomej "tolerancji". Nie ma nic gorszego niż rozmycie ideałów.
Wobec hasłowego potraktowania spraw ważnych w Polsce, katolicy muszą zadawać ciągle na nowo pytania o sens słów: "wolność", "demokracja", "niepodległość", "sprawiedliwość społeczna" itp. Jeszcze większej uwagi wymaga problem patriotyzmu. Dla katolików polskich nie ulega wątpliwości, że wymaga on poświęceń, a nade wszystko zwycięstwa nad własnymi słabościami. Człowiek jest do tego odnoszenia zwycięstw powołany. Tak uczył nas Ojciec Święty. Bez likwidacji nałogów "narodowych" i wprowadzania dobrych przyzwyczajeń nie ma mowy o jakimkolwiek dźwiganiu się Ojczyzny. Hasłami można tapetować ściany, ale prawdziwą wielkość Ojczyzny można budować tylko przez wielki wysiłek każdego. W tym dziele młodzież polska musi być wytrwała. Zobowiązuje katolików do tego wyznawana wiara, która stawia trudne wymagania. Innej drogi nie ma. Gdybyśmy o tym nie mówili, stalibyśmy się demagogami schlebiającymi gustom ogółu, ale nie głosicielami prawdy.
Tak więc przytoczona na początku wypowiedź Prymasa Tysiąclecia jest dziś również bardzo aktualna. Potrzeba "orlich" oczu i serc!
