"Nudna" modlitwa

Mój przyjaciel Stefan W. nie miał humoru. Dawało się to zauważyć tym łatwiej, że zwykle wszystkich czarował swoim uśmiechem i dobrym usposobieniem.

- Co ci się stało? - zapytałem zaniepokojony, widząc jego pochmurne oblicze.

- Nic wielkiego, ot takie zwyczajne sprawy...

- Czyżby? Nie musi to być taki zwyczajny kłopot, jeżeli nosisz tę swoją gębę tak zniechęconą. Może jakieś domowe problemy?

- Naprawdę nie...

- To już powiedz, dlaczego nie jesteś w humorze?

- Byłem u spowiedzi...

Tu zawiesił głos, jakby się wahał, czy powinien mi się zwierzyć.

- To powinieneś być raczej wesoły, gdyż zwaliłeś ciężar z sumienia - próbowałem podtrzymywać rozmowę.

- To prawda. Ale wyobraź sobie, trafiłem na jakiegoś staroświeckiego spowiednika, bo nakazał mi odmówienie różańca w intencji pokuty...

- To przecież nic wielkiego ani trudnego...

- Ale to taka nudna modlitwa...

Klepiesz Zdrowaśki pięćdziesiąt razy...

- Chyba jednak niepotrzebnie dramatyzujesz sytuację... Różaniec przecież nie polega jedynie na powtarzaniu Pozdrowienia Anielskiego. Z tymi prostymi słowami powinno się łączyć przemyślenie związanych z nimi tajemnic z życia Jezusa i Maryi. A także porównywanie naszego postępowania z opisami ewangelicznymi. Bo jedynie wtedy modlitwa jest rozumnym czynem, kiedy łączymy słowa, uczucia i myśli w jeden dar dla Boga...

- Ale czyś słyszał o jakimś inteligentnym katoliku, aby odmawiał różaniec częściej, a nie tylko za pokutę?

- Owszem słyszałem o kilku, a nawet niedawno czytałem wspomnienie z powstania warszawskiego o taki m inżynierze i oficerze:

"Żyliśmy wtedy mocno, zdarzenia przerastały nominalne konwencje pojęć. A jednak i wtedy Kazimierza Eyssmondta nazywano «szaleńcem». Słowo to wypowiadano z podziwem lub też z lekceważeniem. Mimo patosu tamtych miesięcy zdumiewał mnie i oburzał oficer oddający pogorzelcowi buty, koszulę lub sweter, czy też czołgający się pod dachem kul na pole po rannego... Niemca. Znosił go poza barykadę i szepcząc nad konającym: «Bracie», podsuwał pod wargi tani różaniec, błyskający owalem «cudownego» [22]niepokalańskiego medalika. Żołnierskim «Tak jest!» kwitował polecenie, zbrojny we wspomniany różaniec i medalik szedł na beznadziejną placówkę. Pierwszy biegł ratować zasypanych, wynosić z pogorzeli rannych i... Najświętszy Sakrament. Poległ z imieniem Maryi na ustach, kierując ewakuacyjnym ruchem, w domu ugodzonym bombą o opóźnionym zapalniku.

Inżynier budowy mostów, Kazimierz Eyssmondt, pseudonim «Marian», lat 46, ojciec rodziny, oficer piastujący poważne stanowisko, był przede wszystkim «Rycerzem Maryi»"[1].

Tutaj przerwałem czytanie dłuższego artykułu. Stefan słuchał, a na jego twarzy zaznaczył się głęboki namysł.

- Wiesz, w takich patetycznych czasach to zrozumiałe - powiedział - ale żeby tak na co dzień przeżywać tę modlitwę - to jednak bardzo trudna rzecz.

- Przecież nie mówiłem, że różaniec jest łatwą modlitwą, ale bardzo wartościową, skoro w niezwykłych chwilach człowiek wykształcony może ją z przekonaniem odmawiać. Pomyśl o tym i nie narzekaj na staroświeckiego kapłana, który zalecił jej odmawianie.

[1] Bojarska T., Ludziom i czasom, w: "Ateneum Kapłańskie", nr 377 (1971) 317-318.


Różaniec jest moją ulubioną modlitwą. Jest to modlitwa wspaniała w swej prostocie i głębi.

Jan Paweł II