Niepokalana przewodniczką w drodze do zbawienia

Homilia Prymasa Polski z okazji 60-lecia Niepokalanowa, Niepokalanów 8 XII 1987 r.

Moc Niepokalanej źródłem dzieła św. Maksymiliana

Gdzież można lepiej przeżyć święto Niepokalanej niż w Niepokalanowie? Chyba nie ma w Polsce miejsca, w którym byłoby tyle nagromadzonych treści związanych z Niepokalaną jak w tej bazylice, w której są ciągle żywe ślady Jej świętego "rycerza" - Maksymiliana Kolbego.

W dniu dzisiejszym obchodzimy sześćdziesiątą rocznicę powstania tego ośrodka - klasztoru i całego środowiska, które w zamyśle św. Maksymiliana miały służyć Niepokalanej oraz oddaniu ludzi i świata w Jej macierzyńską opiekę, w Jej macierzyńskie władanie. To tutaj umiejscowiła się ta niezwykła myśl, ubogacona łaską Boga, aby na oczach ludzi i świata wypełniać wolę Bożą. A świat uważa, że najlepiej pełnić wolę swoją, i bardzo niechętnie pełni wolę kogoś innego, nawet gdyby ona pochodziła od Boga Najwyższego, naszego Stwórcy, Zbawiciela i Dobrodzieja.

Św. Maksymilian razem z braćmi pokazał tutaj, jak można dzień za dniem zdobywać dla Niepokalanej coraz to nowych ludzi, jak można przybliżać świat do Tej, która jest najczystsza i najpiękniejsza. Od roku 1927 rozpoczęła się tutaj zorganizowana praca ojców i braci, a kierował nią Maksymilian Maria Kolbe. Każdy dzień był dniem wytężonej pracy. Każdy dzień był napełniony modlitwą. Każdy dzień niósł także ciche cierpienia. I każdy dzień obfitował w dzieła, które rosły ku zdumieniu innych, które rosły dla Bożej chwały. W niezliczonych egzemplarzach rozchodził się "Rycerz Niepokalanej", pismo, ukazujące piękno Boga i piękno Tej, która stała się Matką Syna Bożego. Upłynęło dziesięć lat, a o. Maksymilian Kolbe mógł już przez radio głosić społeczeństwu swoje ideały, które były ideałami Ewangelii, ażeby dzieło Jezusa Chrystusa i Kościoła wrastało w rodziny, aby szło do ludzi pracy, aby ich dźwigało na duchu. Krótko jednak trwały czasy, które przyniosły tak obfite owoce. Wkrótce wybuchła II wojna światowa. Nad klasztorem i dziełem św. Maksymiliana zawisła zagłada, a on sam, wywieziony do obozu koncentracyjnego, zdobył śmierć. Mówię "zdobył", bo to była łaska. Została mu włożona na głowę czerwona korona męczeńska, dodana do symbolizującej pracowitość i oddanie duszpasterskie korony wyznawcy.

Dzisiaj możemy pytać: jakie siły były w tym człowieku? Jakie siły wstępowały w braci i ojców, którzy dotknięci charyzmatem św. Franciszka i św. Maksymiliana, w krótkim czasie dokonywali tak wielkich dzieł? Odpowiedź jest jedna: wpatrzyli się w Niepokalaną, w Jej niezwykłą moc, która płynie z bezgrzeszności, z tego, że była czysta, że była bez grzechu poczęta, że była wybrana przez Boga, że jest Matką Boga, że jest Matką Kościoła, że jest wybrana spośród wszystkich ludzi, ażeby wskazywać drogę przez swoje pielgrzymowanie wiary. To z takiej siły czerpali na kolanach swoje inicjatywy franciszkanie i o. Maksymilian. Nie lękali się pracy, nie lękali się przeciwności, nie lękali się okupacji, nie lękali się obozów koncentracyjnych, nie lękali się bunkrów. Ojciec Maksymilian wystąpił z szeregu po to, żeby ojciec rodziny mógł wrócić do życia w świecie. Poszedł na śmierć, aby zjednoczyć się z Tą, którą ukochał nad życie z Niepokalaną.

Ta, która została wybrana przed wiekami

Człowiek może swoimi słabymi siłami przyjąć sity Boże i dokonywać wielkich rzeczy. I niech nikt nie myśli, że tylko o. Maksymilian mógł to uczynić. Każdy z nas na swoją miarę może przyjąć to, co jest z Niepokalanej, którą nam Kościół daje jako wzór. Ona była rzeczywiście wybrana spośród wszystkich ludzi.

Słuchaliśmy dziś Ewangelii świętej, jak archanioł Gabriel przyszedł, aby zwiastować Jej rzecz niezwykłą. Była nieznaną dziewczyną. Któż o Niej wiedział? Jaki król, jacy władcy? Nikt z możnych tego świata o Niej nie wiedział. I nikt też nie umiałby tak jak Ona odpowiedzieć wysłannikowi Boga, że wypełni Jego wolę. Ona była na to przygotowana (por. Łk 1,26-37), Bóg bowiem wybrał Ją przed wiekami, zanim ziemia powstała, zanim gwiazdy ukształtowały się na firmamencie, zanim wyłoniły się wody i życie pojawiło się na ziemi (por. Prz 8,22-35). Ona już wtedy była przewidziana w Bożych zamiarach. Już wtedy było wiadome Bogu, że rozkwitnie taki kwiat ludzkości, który [-3]Bogu odpowie: tak. Pierwsi ludzie, Adam i Ewa, choć tak hojnie obsypani Bożymi darami, okazali nieszczerość wobec Stwórcy i usłuchali podszeptów złego. Trzeba więc było to wszystko naprawić. Musiał pojawić się człowiek, który wzniósłby się ponad Ewę, który stałby wobec Boga w całkowitej szczerości, który nie słuchałby podszeptu: staniecie się jako bogowie, będziecie równi Bogu, poznacie dobro i zło (por. Rdz 3,4-5). Matka Najświętsza odpowiedziała Bogu: tak, niech mi się stanie według Twojej woli (por. Łk 1,38). Ona zawierzyła Bogu na całe życie.

Całkowicie zawierzyć Bogu to znaczy być tak blisko Niego, tak Go ukochać, że nic co ziemskie nie może być przeszkodą. Maryja urodziła się bez grzechu. Bez tego grzechu, który przechodzi na wszystkich ludzi. A stało się tak dlatego, że w Bożych planach miała zostać Matką Syna Bożego, a więc tym naczyniem, w którym Bóg poda światu najwyższy dar - swojego Syna, Zbawiciela, który będzie dzielił losy ludzkie aż po śmierć na krzyżu, aby ukazać, jak bardzo Bóg umiłował świat, aby ukazać nowe życie poza śmiercią i powiedzieć ludziom, że taka jest ich droga. Skoro zostaliśmy ochrzczeni, a więc razem z Chrystusem zanurzeni w Jego śmierć, to nasza droga jest drogą Chrystusa, a więc ma prowadzić do Ojca, ma prowadzić do życia wiecznego.

Matka Najświętsza obsypana została nadto darami, które pozwoliły Jej osiągnąć zbawienie przed wszystkimi ludźmi. Jej Syn, Jezus Chrystus, wstąpiwszy po zakończeniu swego dzieła na ziemi do nieba, zabrał Ją tam z duszą i ciałem. Ciało Jej bowiem nie mogło doznać skażenia, gdyż było niepokalane. Dziś jest Ona Matką Kościoła i dalej opiekuje się tymi wszystkimi, którzy Jezusa ukochali. Ona ciągle staje na czele tych, którzy walczą z grzechem, bo walczą o Królestwo Jej Syna.

Rozpoznać rzeczywistość grzechu

Gdy byłem na studiach, dostrzegłem pewnego razu w witrynie księgami książkę zatytułowaną Il peccato - grzech. Pomyślałem sobie: dlaczego ktoś napisał taką grubą książkę o grzechu? Czy warto tak dużo pisać o grzechu? Czy grzech zasługuje na takie szerokie rozważania? Czy nie lepiej pisać o dobroci Bożej? A jednak grzech jest rzeczywistością, która obejmuje świat i człowieka. Jest rzeczywistością, która sprzeciwia się Bogu, sprzeciwia się Duchowi Świętemu, która walczy z Chrystusem i Jego dziełem w Kościele. Jest to ta sama rzeczywistość, która pojawiła się w raju. Jakże bardzo trzeba być wyczulonym na grzech. Trzeba go widzieć, aby móc go unikać i zwalczać. Czasem nasze oczy są przytępione na rzeczywistość grzechu. Potrafimy jeszcze rozróżnić grzechy, które są wymienione w dziesięciu przykazaniach Bożych, a nie potrafimy już zauważyć tych grzechów, które niesie współczesność. Nie można podać spisu grzechów, bo nikt nie spisze wszystkich okoliczności, w których pojawia się zło, lecz trzeba mieć wrażliwe sumienie, które podpowie, co jest złe. Trzeba po prostu tak wpatrzeć się w Niepokalaną, żebyśmy oświeceni Jej czystością i Jej blaskiem dojrzeli to, co jest brudem i niegodziwością w nas.

Rozpoczynając Mszę świętą mówimy: zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem. A więc nie tylko uczynek, ale i myśl może być grzechem. I nad tym musimy mieć kontrolę, i nad tym musimy czuwać. To z myśli rodzą się złe czyny, to z myśli rodzą się złe słowa. Czystość myśli jest zbliżeniem się do Niepokalanej. Jakże często zaśmiecona jest nasza myśl i pamięć. I jakże mówić potem o czystości słów i poprawności czynów? A któż właściwie kontroluje język, który ma różne odcienie ustosunkowania się do prawdy i do miłości? Potrafimy świetnie balansować na krawędzi prawdy i nieprawdy, i pytamy: czy to właściwie jest grzech? A wszystkie uchybienia przeciwko drugiemu, uczynione językiem - czy uważamy je za grzech? Czasem coś nie jest jeszcze kłamstwem, ale i nie jest prawdą. Nasze sumienie musi to wychwycić, żebyśmy mogli powiedzieć: nasz język był czysty. I dopiero za czystą myślą i za czystym językiem mogą iść szlachetne uczynki.

Przedstawmy dziś Niepokalanej nasze prośby. Niech Ona nas wspomaga, byśmy potrafili być jak o. Maksymilian Kolbe rycerzami tego, co jest piękne i szlachetne, co jest prawdziwe i sprawiedliwe, a co ujawniło się w sposób niedościgniony w Niepokalanej, która ciągle nam przewodzi w drodze ku zbawieniu. Niech Ona, Maryja Niepokalana, będzie najbliższa naszemu sercu, abyśmy potrafili odczuć Jej pragnienia i lepiej zrozumieć przykazania Jej Syna i pragnienia Jego Serca, z których największym jest nasze zbawienie. Amen.

Kard. Józef Glemp, Prymas Polski


Na IV stronie okładki: Kościół pw. św. Maksymiliana w Rożnowie, diecezja opolska (1973).

[okł. s. 3]

Grafika okładkowa

[Fot. okł. s. 4: Kościół pw. św. Maksymiliana w Rożnowie (diec. opolska).]