Nieoceniony przykład

Homilia ks. bpa Herberta Bednorza w dniu kanonizacji o. Maksymiliana w Niepokalanowie

Wyrażam radość, że mogę dziś być w Niepokalanowie, gdzie przez wiele lat żył, pracował, a nieraz i cierpiał ojciec Maksymilian Kolbe, którego Jan Paweł II dziś wynosi na ołtarze, jako nowego świętego Kościoła katolickiego. Jego poprzednik Paweł VI uczcił go już przedtem beatyfikacją. Wszyscy się tym szczerze radujemy; cieszymy się, że zakon św. Franciszka otrzymał nowego świętego. Cieszymy się także dlatego, że Polska, ojczyzna nasza, i Kościół w Polsce otrzymały nowego patrona, którym szczerze się szczycimy. Jesteśmy przekonani, że nowy święty pomoże nam do dalszego przetrwania, choćby do tego potrzebny był autentyczny heroizm chrześcijański. Tego właśnie uczy nas wszystkich święty Maksymilian. Zostawił nam wspaniały przykład, który wprawdzie jest bardzo trudny do naśladowania, ale niemniej jest nam wszystkim, Kościołowi i Narodowi dany jako bardzo pożyteczny, a nawet ogromnie potrzebny drogowskaz. Rozważmy to spokojnie dzisiaj i w następnych dniach.

Mówmy jasno i otwarcie: nie chodzi nam dziś o długi opis całej biografii św. Maksymiliana. Zostawiamy to innym, zwłaszcza historykom. Chcielibyśmy raczej przedstawić żywą postać św. Maksymiliana, wysuwając jego główne, najbardziej charakterystyczne cechy, zalety osobiste, które stawały się coraz bardziej odblaskiem jego prawdziwej świętości, coraz mocniej pogłębiającej się, a dochodzącej do szczytu w obozie zagłady w Oświęcimiu. Wówczas to właśnie ziściły się w życiu św. Maksymiliana słowa Pana Jezusa, dopiero co zacytowane według św. Jana ewangelisty: "Nikt nie ma większej miłości od tej, że ktoś [272]życie swoje oddaje za przyjaciół swoich". Zdobył się na to św. Maksymilian, gdy w Oświęcimiu dobrowolnie poszedł na głodową śmierć męczeńską z miłości do brata swego, współrodaka i współwięźnia, a jeszcze bardziej z największego umiłowania Maryi Niepokalanej. Ta miłość do Niepokalanej wycisnęła najmocniejsze piętno na całej jego osobowości, na jego człowieczeństwie i kapłaństwie, prowadząc go do wielkiej świętości, w ramach największej ofiary męczeńskiej, poniesionej dla uratowania współwięźnia, ojca rodziny.

Św. Maksymilian nie prezentował się okazale, jak mówili ci, którzy dobrze go znali. Był on zewnętrznie bardzo prosty, a wewnętrznie ogromnie pokorny. Cała jego postawa ludzka była nacechowana wyjątkową prostotą i prawdziwą pokorą. Ale i te właśnie pasywne cnoty wystawione zostały na ciężkie, bardzo ciężkie próby, gdy św. Maksymilian zajaśniał wspaniałą i bardzo owocną aktywnością i nieprzeciętnym talentem organizacyjnym. Nie uległ jednak mogącym stąd powstać pokusom.

Jak mało kto w Polsce, św. Maksymilian miał ogromne powodzenie w życiu i pracy.

Przed rokiem 1939 wydawał "Mały Dziennik" w ćwierćmilionowym nakładzie, a "Rycerza Niepokalanej" w nakładzie 750 000 - jednorazowo nawet w milionowym nakładzie. To liczby - jak na owe czasy - bardzo wysokie i prawie nieosiągalne w międzywojennej Polsce. Innego człowieka wprawiłoby to w dumę, zarozumiałość albo nawet w pychę. Ale u św. Maksymiliana śladu tego nie było, pozostał pokorny, upodabniając się do Tej, która była "Służebnicą Pańską". Dzięki temu otrzymał wiele dalszych łask m.in. tę, że zwłaszcza w ostatniej fazie życia bardzo cierpliwie, bez narzekania a nawet z pogodą ducha znosił również największe cierpienia i podtrzymywał innych na duchu.

Ułatwiało mu to coraz większe zbliżenie się do Maryi Niepokalanej, do której coraz częściej wracał najpierw w myślach, zwłaszcza w częstych modlitwach myślnych, potem w słowach i uczynkach, nacechowanych coraz to większym poświęceniem dla bliźniego. W ten sposób chciał się duchowo upodobnić do Maryi; której bodajże najważniejsze słowa brzmiały: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego".

Maryja była dla św. Maksymiliana coraz doskonalszym wzorem życia. Ze stale się pogłębiającej czci dla Niej wyrastała jego mistyka maryjna, którą przejmował się coraz mocniej, stając się w obecnym okresie historycznym w całym polskim i słowiańskim świecie największym czcicielem Maryi Niepokalanej oraz Jej rycerzem.

"Rycerz Niepokalanej" - to jedno z najpopularniejszych wydawnictw św. Maksymiliana okresu przedwojennego, które niedawno zostało wznowione. Radujemy się tym, bo uświadamiamy sobie, że pierwszym rycerzem Niepokalanej był najpierw św. Maksymilian sam, potem dopiero chciał w tym duchu wychowywać innych w akcji zespolonej i zjednoczonej przez Maryję z Jezusem Chrystusem, Zbawicielem i Odkupicielem całej ludzkości.

To wszystko ułatwiało mu coraz głębsze wrastanie w świat łaski, w świat nadprzyrodzonych wartości, wysłużonych przez śmierć krzyżową Jezusa Chrystusa, co jednak nie spowodowało oderwania się od doczesnych, materialnych wartości współczesnego świata, zwłaszcza od wielkich, coraz większych zdobyczy techniki, która od wielu dziesiątek lat, najmocniej wpływała i dalej wpływa na kształtowanie się życia ludzkiego w indywidualnym i najszerzej pojętym społecznym ujęciu. Św. Maksymilian korzystał gorliwie z technicznych zdobyczy, zwłaszcza w świecie środków przekazu społecznego, usiłując je uczynić coraz lepiej i sprawniej działającym narzędziem w apostolstwie katolickim.

Na tym odcinku św. Maksymilian okazał się człowiekiem naprawdę bardzo współczesnym, który włączył się mocno w nurt technicznego myślenia i działania, nie tracąc przy tym niczego ze swojej postawy najgłębiej religijnej i moralnej. Wprost przeciwnie, od św. Maksymiliana wychodziło potężne promieniowanie, w którym pojawiły się zalążki nowej humanizacji, a nawet chrystianizacji świata wartości technicznych. O tym za mało się [273]mówiło, choć było to jednym z najcenniejszych dążeń i osiągnięć św. Maksymiliana, które ostatnio zaowocowało na Śląsku, w mocno uprzemysłowionym okręgu rybnickim, wołaniem robotników o ustanowienie św. Maksymiliana patronem energetyków, pracujących w elektrowniach. O tym cała Polska powinna wiedzieć.

Na tym odcinku życia i pracy św. Maksymiliana notujemy największe zewnętrzne osiągnięcia, a nawet w pewnej mierze rekordy, które sprawiły, że św. Maksymilian przez takie organy prasowe, jak "Mały Dziennik" i "Rycerz Niepokalanej", coraz silniej wpływał na życie całej Polski katolickiej w okresie przed II wojną światową. Św. Maksymilian radował się tym mówiąc m.in. o "braciach", których upatrywał w sprawnie i dobrze pracujących motorach. Było to czymś autentycznie franciszkańskim. Co Święty z Asyżu odnosił do żywej przyrody, to św. Maksymilian stosował z nową, zaktualizowaną przenośnią do zdobyczy współczesnej techniki. Marzył przy tym o coraz większym zastosowaniu środków technicznych, zwłaszcza w dziedzinie przekazu społecznego, do form apostolskiej działalności Kościoła, co niewątpliwie wypływało z kapłańsko-pasterskiego zaangażowania całej jego osobowości.

W czasie drugiej wojny światowej, gdy o. Maksymilianowi nie powiodła się początkowo pomyślna próba wznowienia pracy wydawniczej, rozpoczął on działalność kapłańsko-duszpasterską na najtrudniejszych odcinkach życiowych, związanych ze strasznym cierpieniem swoich współbraci, rodaków i całej Ojczyzny. Wtedy nie uchylał się od cierpień wojennych, ale włączał się w nie coraz silniej, nie przestając być kapłanem i duszpasterzem, działającym również i poza wspólnotą zakonną. Okazało się to zwłaszcza w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

I wtedy św. Maksymilian był autentycznym, do ostatnich granic poświęcającym się kapłanem katolickim, który przede wszystkim chciał służyć braciom swoim współczesną posługą kapłańską. Gdy w Oświęcimiu w trójpiętrowym zestawie łóżkowym leżał najniżej, współwięźniowie jego chcieli go, jak jeden z nich mi mówił, wyżej położyć, żeby miał więcej świeżego powietrza, ale on sam odmówił, tłumacząc to tym, że na dole najłatwiej mu skomunikować się wprost ze współwięźniami, aby im duchowo pomagać i udzielać rozgrzeszenia.

Św. Maksymilian stawał się wtedy heroicznie działającym spowiednikiem, tak jak przedtem był heroicznie angażującym się przyjacielem, współbratem, który w serdecznym dialogu dobrze radził, podtrzymywał na duchu wielu współwięźniów, bliskich rozpaczy. Oni o tym często mówili i dalej o tym mówią. Św. Maksymilian ukazywał się wtedy nie tyle jako kaznodzieja, bo do tego prawie że nie było okazji, ile jako mistrz serdecznego dialogu pastoralnego, niosącego pomoc ludziom najbardziej obolałym.

Śp. ks. prof. Konstanty Michalski, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, napisał po drugiej wojnie światowej bardzo wartościową książkę pt. Między heroizmem a bestialstwem. W tym naukowym dziele uczony autor usiłował dać syntezę strasznych przeżyć wojennych, jakie naród polski znosił w czasie drugiej wojny światowej.

Już sam tytuł wskazuje na to, że byliśmy wtedy skazani na wybieranie heroizmu czy bestialstwa. Wielu naszych rodaków nawet sobie tego należycie nie uświadamiało, że pozostało im tylko jedno: wybrać między heroizmem a bestialstwem. Św. Maksymilian wiedział o tym dylemacie i świadomie wybrał to, co świadczyło o heroizmie chrześcijańskim, który zajaśniał niezapomnianym, wspaniałym blaskiem, gdy św. Maksymilian dobrowolnie poszedł na głodową śmierć męczeńską za współrodaka, razem z nim uwięzionego. Zdobył się jednak na tę największą ostatnią ofiarę, o której cały świat dziś mówi, bo przedtem niezliczone razy, setki, a może i tysiące razy się poświęcał i z siebie ofiary składał. Te mniejsze, niezliczone ofiary, poniesione z miłości do Niepokalanej, przygotowywały go na największą ofiarę poświęcenia życia swego za brata-współwięźnia.

[274]

Dzięki tym wszystkim ofiarom św. Maksymilian zostawił nam, całemu narodowi polskiemu i Kościołowi w Polsce nieoceniony przykład, który sprawił, że stał się on "Patronem trudnych czasów", jak czytamy w modlitwie wiernych wyznaczonej na dzień dzisiejszy. A w modlitwie dziękczynnej dzisiaj dodajemy, że jest naszym darem dla Królowej Polski na Jej Jubileusz 600-lecia a zarazem darem dla nas od Ojca Niebieskiego. Ten dar przyjmujemy, z żarliwością zań dziękując i przyrzekając równocześnie, że nigdy, przenigdy go nie zmarnujemy, ale chętnie i często do niego powrócimy, aby się mobilizować do coraz doskonalszego życia chrześcijańskiego, pamiętając równocześnie, o tym, co św. Maksymilian częstokroć w Oświęcimiu głosił: Nie nienawiść zwycięży, ale miłość, którą Niepokalana promieniuje - na całą ludzkość. Słyszałem to w tych dniach od kapłana śląskiego, który razem ze św. Maksymilianem cierpiał w Oświęcimiu. Z radością o tym mówił i ja za nim to czynię wobec wszystkich, tu zgromadzonych. Amen.