Niedziela w piątku, piątek w niedzieli

Wiesław Jan Wysocki opublikował ostatnio książkę pt. Bóg na nieludzkiej ziemi (Warszawa 1982 Pax). Opowiada w niej o życiu religijnym w obozach koncentracyjnych w Oświęcimiu, Majdanku i Stutthofie. Na okładce zamieścił reprodukcję Chrystusa oświęcimskiego. Jest to obraz nieznanego artysty-więźnia, z pochodzenia Włocha. Krzyż Chrystus oświęcimski znajduje się obecnie w świątyni w Kościelisku. Nad głową Chrystusa, zamiast tradycyjnego napisu INRI (Iesus Nazarenus Rex ludaeorum - "Jezus Nazareński, Król Żydowski"), autor umieścił znak polskiego więźnia politycznego (litera P w polu trójkąta) oraz liczbę 25 000 000 ofiar. Chrystus oświęcimski wyraża bezgraniczne cierpienie. Bezsilnie opadła głowa, wokół niej arabskimi literami aramejskie słowa Chrystusa wypowiedziane w godzinie konania: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Usta otwarte w skurczu bezgranicznej męki. Ukrzyżowany zdaje się dzielić z więźniami gehennę cierpienia. Wraz z nimi został zmiażdżony przemożnym złem, przed którym nie sposób uciec, a które zabija i niszczy. Jezus, Bóg na nieludzkiej ziemi, umiera w nieludzkim cierpieniu. Najmniejszej zapowiedzi zwycięstwa. Najsłabszego promyka nadziei.

Nie po raz pierwszy w taki sposób chrześcijanie przedstawili Chrystusa. Fiodor Dostojewski († 1881 r.) w swojej powieści Idiota opisuje przeżycia, jakich doznał pa[102]trząc na obraz pędzla Hansa Holbeina młodszego († 1543 r.) pt. Chrystus w grobie, wystawiony w muzeum w Bazylei (Fiodor, jak sam wyznał, omal nie doznał apopleksji):

"Obraz przedstawiał Chrystusa, który dopiero co został zdjęty z krzyża... Jest to najzwyklejszy trup człowieka... Sama twarz nie została bynajmniej oszczędzona; jest tu tylko natura... Jeżeli takiego właśnie trupa widzieli wszyscy Jego uczniowie, co w Niego wierzyli i ubóstwiali Go, to jakim sposobem mogli uwierzyć..., że ten męczennik zmartwychwstanie?... Patrzącemu na ten obraz przyroda wydaje się jakąś obrzydliwą, nieubłaganą i niemą bestią.... jakąś ogromną maszyną najnowszej konstrukcji, która bezmyślnie schwytała w swoje tryby, zmiażdżyła i wchłonęła w siebie, niema i niepojęta, wielką i nieocenioną Istotę taką. Istotę, która jedna sama była warta całej przyrody... I gdyby sam Nauczyciel mógł był ujrzeć ten swój obraz w przeddzień stracenia, to czy tak samo wstąpiłby na krzyż i tak samo umarłby jak teraz?".

Chociaż Dostojewski a z nim wielu z nas pragnęłoby w śmierci Chrystusa widzieć wyraźny znak zwycięstwa, to jednak Ewangelia zdaje się potwierdzać ujęcie Chrystusa oświęcimskiego i Chrystusa Holbeina. Przecież apostołowie wyznali wiarę w Chrystusa zwycięskiego dopiero po zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego. Wcześniej na to nie umieli się zdobyć.

Znamy jednak inne obrazy Ukrzyżowanego. W kościele akademickim Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dominuje w absydzie ogromna postać Chrystusa rozpiętego jak na krzyżu (chociaż krzyża artysta nie przewidział), lecz bez oznak agonalnego cierpienia, przeciwnie, ze znamionami chwały. Takie ujęcie nie jest obce chrześcijańskiej tradycji. W X i XI wieku na Zachodzie przedstawiano Chrystusa na krzyżu z podniesioną głową i szeroko otwartymi oczyma. Podkreślano przez to Jego boską moc, która zwycięża śmierć. By wyrazić ideę zwycięstwa na krzyżu sztuka sakralna przedstawiała Ukrzyżowanego w uroczystym stroju kapłańskim, niekiedy z koroną królewską na głowie. W liturgii do dzisiaj śpiewamy Regnavit a ligno Deus - "Bóg zakrólował z krzyża". W taki sposób wiara chrześcijańska wyraziła wewnętrzny związek krzyża z pustym grobem, śmierci ze zmartwychwstaniem, potęgi zła z potężniejszą siłą dobra.

Chrześcijanin klęka przed Ukrzyżowanym ubogacony wiarą w Zmartwychwstałego. Patrzy na krzyż w światłach Wielkiejnocy. Wielki Piątek i Wielkanoc przynależą wewnętrznie do siebie. Tworzą jedną nierozdzielną rzeczywistość zbawczą, zwaną Tajemnicą Paschalną czy po prostu Paschą.

Pochodzące z języka hebrajskiego słowo "Pascha" znaczyło dla Żydów przejście Jahwe, zabijające pierworodnych Egipcjan i omijające domy Izraelitów; oznaczało również wyprowadzenie Izraelitów z Egiptu jako z domu niewoli. Kiedy Izrael popadał w jakąś nową zależność polityczną, prorocy pocieszali go wizją przyszłego uwolnienia, czyli paschy. W czasie niewoli asyryjskiej ok. r. 710 przed Chr. Izajasz wita wolność jako noc paschalną, podczas której Bóg ocali (pasah) Jerozolimę. Sto lat [103]później Jeremiasz sławi uwolnienie wygnańców z r. 721 jako nowe wyjście z Egiptu. Jeremiasz w czasie niewoli babilońskiej zapewnia, że kiedyś Izraelici swoje uwolnienie (paschę) i powrót do ojczyzny będą wspominać łącznie ze wspomnieniem pierwszego uwolnienia (paschy).

W wigilię paschalną czytamy opis wyjścia z Egiptu, czyli wielkiej paschy narodu wybranego. Nawiązujemy do niej, ponieważ wiemy, że Nowy Testament ukazuje wielkie Tajemnice naszego odkupienia, mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, jako nowe wyjście, czyli wielką paschę nowego Ludu Bożego. Jezus Chrystus dokonał przecież nowego przejścia, przeszedł bowiem przez śmierć do życia. To pascha Chrystusa.

Pascha Chrystusa otwiera nowe horyzonty i stwarza nowe szanse przed nami, dzięki niej może się dokonać tajemnica naszej paschy. Chrystusowe przejście przez śmierć było dla nas - byśmy również mogli przechodzić ze śmierci do życia, porzucać stary kwas złego postępowania, by wybierać "przaśniki czystości i prawdy" (1 Kor 5,6-8), z sytuacji niewolników grzechu przechodzić do stanu synów światłości. "Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha" (1 Kor 5,7). Przeżywając Paschę Chrystusa, przeżywamy własną paschę, którą witamy jako najpiękniejszą przygodę naszego życia i najjaśniejszą perspektywę, jaką można było nam zaofiarować. Nasza pascha łączy w sobie przepaść światła z nieograniczonymi horyzontami wzrastania ku boskopodobnej wielkości.

W Wielką Sobotę, na styku czasu krzyża czasu pustego grobu, Kościół udziela sakramentu chrztu świętego. Czyni to w sposób szczególnie uroczysty. W czasie Paschy Chrystusa dokonuje się pascha kolejnych ludzkich istnień i sprawuje się największe misterium godności człowieka.

Nie ma Paschy Chrystusa bez Jego śmierci, nie ma też bez zmartwychwstania, jak nie ma Jezusa Chrystusa bez Jego ludzkiej i boskiej natury. Liturgie chrześcijańskie przypominają, że śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa stanowią jedną rzeczywistość zbawienia. W liturgii prawosławnej radosny śpiew "Alleluja" rozbrzmiewa przez cały Wielki Post i Wielki Tydzień. W sam Wielki Piątek, do nieszporów śpiewanych o godzinie śmierci Chrystusa, Kościół prawosławny wprowadził hymny o zmartwychwstaniu. Oddając cześć krzyżowi w Wielki Piątek, nie przestaje go sławić w Wielką Niedzielę. Trzymając w ręku krzyż kapłan ogłasza w orędziu wielkanocnym: "Chrystus zmartwychwstał" - Christòs anésti. Podobnie w naszej polskiej rezurekcji, zanim rozpocznie się procesja, kapłan ukazuje wiernym krzyż ubrany w czerwoną stułę, symbol kapłaństwa, godności, radości i zmartwychwstania. Ponad głowy swojego ludu wznosi się Ukrzyżowany, lecz jako żyjący Kapłan. Rozlega się śpiew: "Zmartwychwstał Pan z grobu". Chór odpowiada: "Który za nas zawisł na krzyżu. Alleluja". W ten sposób wypowiadamy wiarę w trójjedną tajemnicę: śmierci Boga-Człowieka, Jego zmartwychwstania oraz że jest to naszą sprawą ("za nas"), czyli nasza pascha.

W starożytności Kościoły małoazjatyckie pielęgnowały tradycję dwu lub trzydniowego "postu wielkanocnego", przy czym nie chodziło o skrócony post poprzedzający Wielkanoc, lecz o post wielkanocny w ścisłym słowa znaczeniu, tzn. w dniach obchodów samej Wielkanocy. Koniecznie jednak musiał to być post radosny. W radosnym umartwieniu chrześcijanie symbolicznie wypowiadali swoje przekonanie, że Tajemnica krzyża i Tajemnica Zmartwychwstania stanowią jedną Tajemnicę Zbawienia, że w przegranej kryje się zwycięstwo, w smutku radość, w niesprawiedliwości usprawiedliwienie, w beznadziei nadzieja, w przerażeniu pokój, w ciemności światło, w śmierci życie, że Wielka Niedziela jest już w Wielkim Piątku, a Wielki Piątek w Wielkiej Niedzieli.

Grafika do art. Niedziela w piątku...

[Fot. s. 102] Puklerz Piusa V.