15 sierpnia Ojciec Święty zamknął Rok Maryjny, poświęcony Matce Bożej, który w Polsce - za jego pozwoleniem - kończymy dopiero w tym miesiącu, w święto Jej Niepokalanego Poczęcia. Kończy się Rok Maryjny, ale "nie kończy się - jak zaznaczył Jan Paweł II czas «oczu podniesionych» ku Maryi", czas ufnego Jej zawierzenia, czas rycerskiej służby pod Jej sztandarem.
W końcowej homilii Jan Paweł II powiedział zwracając się do Maryi: "W Tobie położyliśmy naszą ufność. W Tobie, której Bóg «zawierzył» Syna Odwiecznego w historii ludzkiej. W Tobie, której Syn Ukrzyżowany zawierzył człowieka jakby w ostatnim testamencie tajemnicy Odkupienia... W duchu tego zawierzenia paschalnego... idą za Tobą ludzie i wspólnoty ludzkie w całym świecie. Idą za Tobą ludy i narody. Idą za Tobą pokolenia. Z wysokości Krzyża sam Chrystus skierowuje je do Twego Serca macierzyńskiego, a Twoje Serce oddaje je, w najprostszy sposób, Chrystusowi; wprowadza je w tajemnicę Odkupienia".
Szli chrześcijanie za Matką Najświętszą od pierwszych wieków, czcili Ją, modlili się do Niej, naśladowali Jej cnoty. Nabożeństwo to rosło z każdym wiekiem, by wyrazić się najdoskonalej w całkowitym zawierzeniu się Maryi, w oddaniu się Jej bez zastrzeżeń. Już w V i VI wieku wielu, zwłaszcza w Afryce, nazywało się sługami Maryi, a wcześniej św. Efrem (†373), wielki doktor Kościoła syryjskiego, głosił, że chce być Jej "szczerym niewolnikiem". Św. Ildefons z Toledo (†667) modlił się do Najśw. Dziewicy: "Pomóż mi trwać w Bogu i Tobie, być niewolnikiem Twego Syna i Twoim, służyć Panu Twemu i Tobie: Jemu jako memu Stwórcy, Tobie jako Rodzicielce mego Stwórcy; Jemu jako Panu mocy, Tobie jako Służebnicy Pana wszystkich". Na Wschodzie św. Jan z Damaszku (†749) tak kończył swe kazanie na Wniebowzięcie NMP: "I my dziś jesteśmy przy Tobie, Pani, Pani - powtarzam - Bogarodzico, Dziewico, i serca swe zwracamy ku nadziei, jaką jesteś dla nas, ku najmocniejszej i najpewniejszej kotwicy! Oddajemy Ci umysł, serce, ciało, całych siebie, czcząc Cię wedle swych sił psalmami, hymnami i pełnymi ducha pieśniami".
W średniowieczu praktyka poświęcenia się Maryi stawała się coraz bardziej powszechna, przyjmując różne formy, jak oddanie (traditio), służba, niewola. Św. Odilon, opat z Cluny (†1049), oświadcza Maryi: "Przyjmij mnie, Pani, na swą służbę. Uznaję się Twoim niewolnikiem na wieczność". Św. Bernard (†1153) wiąże zawierzenie się Maryi, jeżeli nie wyraźne poświęcenie, z Jej powszechnym pośrednictwem łaski. "Cokolwiek masz do zaofiarowania - uczył - pamiętaj, byś to powierzył Maryi, aby przez ten sam kanał, przez który płynie łaska, mogło to wrócić do Dawcy łaski". Karmelici w Ziemi Świętej angażują się na "służbę" swojej Patronki, serwici we Włoszech decydują się na tę służbę przez "oddanie", a mercedyści w Hiszpanii przez "niewolę maryjną".
W XVI w. jezuici przepisują Sodalicjom Mariańskim praktykę uroczystego i nieodwołalnego "ofiarowania się" Maryi jako "Pani, Patronce i Orędowniczce". We Francji, również w Polsce, w XVII w. wielu przyswaja sobie praktykę niewolnictwa maryjnego, którą św. Ludwik Grignion de Montfort, wielki jej apostoł, nazywa "nabożeństwem doskonałym", uwypuklając jej charakter chrystocentryczny: "To nabożeństwo polega na całkowitym oddaniu się Najśw. Pannie, by przez Nią należeć całkowicie do Chrystusa". W tymże wieku królowie, u nas Jan Kazimierz, poświęcają Matce Bożej swoje kraje. W XIX w. niektórzy założyciele zakonów, jak Libermann, Chaminade, św. Antoni Claret, bł. Honorat Koźmiński, przepisują w Konstytucjach obowiązek poświęcenia się Maryi. Za naszych czasów św. Maksymilian Kolbe zakłada ruch apostolski Rycerstwa Niepokalanej, którego istotę stanowi całkowite oddanie się Niepokalanej jako Jej narzędzie w szerzeniu Królestwa Chrystusowego. W 1966, na swe Milenium, Polska oddała się Matce Bożej "w macierzyńską niewolę miłości".
Papieże sprzyjali tej formie nabożeństwa do Matki Bożej i sami się Jej poświęcali. W starożytności Jan VII (†707) utrzymywał, że jest "Sługą Świętej Maryi". Za naszych czasów Pius XII uroczyście w 1942 r. (31 X i 8 XII) poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Maryi, a uczynił to nie bez natchnienia z nieba, jak się potem wyraził Paweł VI. Ten ostatni w czasie Soboru Watykańskiego II-21 XI 1964 r. ogłosił Maryję Matką Kościoła i "polecił" Jej Kościół i cały rodzaj ludzki. Nie bez wpływu na te akty papieskie miały objawienia Matki Bożej w Fatimie w 1917 r. 13 maja 1967 r., w 50 rocznicę pierwszego objawienia, Paweł VI nawiedził sanktuarium fatimskie, a w wydanej w tym dniu adhortacji apostolskiej Signum magnum wezwał "wszystkie dzieci Kościoła, aby odnowiły osobiście poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Matki Kościoła". Jan Paweł II, gdziekolwiek się uda, tam poświęca i zawierza kraje i Kościoły miejscowe Niepokalanej - w Nowym Targu powiedział (8 VI 1979), że czyni to tak, jak bł. Maksymilian Kolbe - a sam, oddawszy się już w młodości Matce Bożej w duchu św. Ludwika Grigniona, w herbie papieskim nosi swą dewizę Totus Tuus (Cały Twój).
"Poświęcenie się Matce Bożej jest całkowitym darem ze siebie na całe życie i wieczność". Tak uczył Pius XII. W dobie posoborowej w pewnych kołach usiłuje się inaczej pojmować to poświęcenie, chce się je zredukować do minimum lub nawet kwestionuje się prawomocność tego aktu. Mówi się tam, że poświęcić się można tylko Bogu, a to dokonuje się na Chrzcie. Jednak, jak pisze o. Michał O’Carroll w encyklopedii Theotokos, "przeciwko takiemu kwestionowaniu stoi powaga tradycji (poznaliśmy ją poprzednio). Ze względu na swe jedyne uczestnictwo w tym co boskie - poprzez swe macierzyństwo Słowa Wcielonego i na swą jedyną rolę w stosunku do nas - poprzez swe pośrednictwo łaski, również ze względu na swój niezgłębiony udział w kapłaństwie Chrystusa i Jego Kościoła, Maryja jest upoważniona, by przyjąć nasz dar z siebie samych i złożyć go w Bogu". Dodajmy, że nie tylko nominalnie nosi Ona tytuł Królowej.
Wyjaśnienie biblijne naszego oddania się Matce Bożej dał Jan Paweł II w encyklice Matka Odkupiciela. Wskazał na testament umierającego Jezusa i na uwagę Ewangelisty: "od tej godziny uczeń wziął Ją (Maryję) do siebie" (J 19,26-27). Św. Jan pod Krzyżem reprezentował wszystkich uczniów Chrystusa. "Zawierzając się po synowsku Maryi, chrześcijanin podobnie jak apostoł Jan - «przyjmuje» Matkę Chrystusa i wprowadza Ją w to wszystko, co stanowi jego własne życie wewnętrzne, poniekąd jego ludzkie i chrześcijańskie «ja»: «wziął Ją do siebie». Stara się on w ten sposób wejść w zbawczy zasięg tej «macierzyńskiej miłości», poprzez którą Matka Odkupiciela «opiekuje się braćmi swego Syna» i «współdziała w ich rodzeniu i wychowaniu»" (por. LG 63). To zawierzenie nie tylko ma swój początek w Chrystusie, ale także "do Niego osta[292]tecznie jest skierowane", gdyż Maryja pozostaje na służbie zbawczej miłości Bożej, oddziałując na wszystkich, którzy Jej po synowsku się zawierzają. "Im bardziej zaś trwają w zawierzeniu i postępują w nim, tym bardziej Maryja przybliża ich do niewypowiedzianych «bogactw Chrystusowych» (por. Ef 3,8)". Już w pierwszej encyklice (Odkupiciel człowieka) Jan Paweł II uczył, że mamy zjednoczyć się szczególnie z Maryją, by żyć "tajemnicą Odkupienia w całej jej życiodajnej głębi i pełni".
Ostatnio Ojciec Święty mówi częściej o "zawierzeniu" niż o "poświęceniu się" Maryi, ale czyni tak, jak wyjaśnia bp Franciszek M. Franzi, ze względu na korzyści duszpasterskie, a nie dlatego, jakoby drugi termin był niewłaściwy. W jego wypowiedziach spotykamy oba terminy, jakby były synonimami. Pius XII w formule poświęcenia świata Maryi użył trzech terminów: "zawierzamy, polecamy, poświęcamy". U o. Kolbego, jak zaznacza biskup, znajdujemy raz termin "poświęcenie", kiedy indziej "oddanie". W praktyce nie ma wyrazów, które by wyjaśniały adekwatnie (dokładnie) naszą więź z Maryją. "Termin «zawierzenie» -pisze bp Franzi - odwołuje się do stosunków naturalnych, ludzkich, jakie możemy mieć z jakąś osobą, i wyraża zaufanie, oddanie, uległość, zależność, gotowość do słuchania. I to wszystko możemy też rozumieć przy naszej więzi z Maryją". Natomiast "termin «poświęcenie» ma znaczenie głębsze, o wartości religijnej. Nawiązuje do stosunków świętych, jakie wiążą nasze istnienie i działanie z Bogiem", każe myśleć o naszej sytuacji "dzieci Bożych", o Chrzcie św. i całym dziele uświęcającym - stąd poświęcającym łaski w nas. Ale i "w tym dziele Maryja jest obecna i działa jako matka. Możemy więc wyrazić nasze powiązanie z Nią tym językiem religijnym", pamiętając jednak, że w odniesieniu do Niej terminu "poświęcenie" używamy w znaczeniu analogicznym. Warto zaznaczyć, że w języku polskim słowo "poświęcenie" nie ma tak mocnego wydźwięku jak jego odpowiednik w językach romańskich: consecratio.
Najważniejszą rzeczą jest, by właściwie rozumieć akt oddania się Matce Bożej i płynące z niego obowiązki. Pius XII uczył, że "poświęcenie się Matce Bożej... nie jest darem czystej formy czy tylko uczucia, lecz darem skutecznym, urzeczywistnianym w intensywności życia chrześcijańskiego i maryjnego". Paweł VI wzywał, byśmy "żyli tym najszlachetniejszym aktem kultu, prowadząc życie coraz bardziej zgodne z wolą Bożą, według przykładu swej niebieskiej Królowej, służąc Jej po synowsku". Jan Paweł II, omówiwszy w encyklice sprawę zawierzenia Maryi, podkreśla, że chodzi tutaj "o życie z wiary - w tym wypadku więc o autentyczną «duchowość maryjną» w świetle całej Tradycji, a w szczególności o taką duchowości, do jakiej wzywa nas Sobór" (por. LG 66-67). Wśród "wielu wyznawców i nauczycieli tej duchowości" Papież przypomina św. Ludwika Grigniona, zaznaczając, że "także współcześnie nie brak nowych przejawów tej duchowości i pobożności".
Głównym bodźcem, który nas skłania, by oddać się, zawierzyć całkowicie Matce Bożej, jest przykład Pana Jezusa, który podziwiamy szczególnie w okresie Bożego Narodzenia. "On, Bóg, świętość sama - pisze o. Kolbe oddaje się Niepokalanej bez zastrzeżeń, staje się Jej dziecięciem, chce, by Nim dowolnie kierowała przez trzydzieści lat Jego ziemskiego życia. Czyż potrzeba lepszej zachęty? Pójdźmy za przykładem Jezusa! "Wszak Maryja z Jego woli jest też naszą Matką. I nie lękajmy się, że pokochamy Ją, za dużo, bo "choćbyśmy do nie wiem jakiej zażyłości i gorącości w tej miłości doszli, to nigdy nie dojdziemy do tego stopnia, w jakim sam Pan Jezus Ją miłował".
Zacytował te ostatnie słowa św. Maksymiliana Ojciec Święty 8 grudnia 1982 w homilii wygłoszonej w Bazylice Matki Bożej Większej. I dodał: "Miłość do Maryi jest dla nas najprostszą i najłatwiejszą drogą do uświęcenia się, do urzeczywistnienia naszego chrześcijańskiego powołania. Miłość, o której on mówi, na pewno nie jest powierzchowną uczuciowością, ale jest wielkodusznym zaangażowaniem się i oddaniem całej osoby, jak to on sam pokazał swym życiem wiernym Ewangelii aż do heroicznej śmierci".

