Na Dalekim Wschodzie

Spotkałem go w Szanghaju

(...) Pierwszy raz spotkałem o. Maksymiliana Kolbego w r. 1930 w Szanghaju (Chiny), gdzie mieszkałem. O. Kolbe jechał wówczas z grupą polskich misjonarzy do Japonii. Nasza rozmowa dotyczyła najpierw stosunków w kraju. Potem mówiliśmy o celu jego podróży do Japonii. Naświetliłem, jakie czekają ich tam trudności. (...)

Ks. bp Prosper Paris, rezydujący wtedy w Szanghaju, też nie rokował o. Maksymilianowi powodzenia.

Dziwny i niezwykły był moment, gdy podczas naszej rozmowy o. Maksymilian, zamyślony, z oczyma utkwionymi w dal, nagle zwrócił się do mnie i do obecnych przy rozmowie księży misjonarzy. Jakby w natchnieniu powiedział: "Niepokalana tak chce. Muszę jechać do Japonii. Tam będzie Jej świątynia, tam będzie misja". Uderzył mnie wtedy wyraz jego oczu jakby nieziemski - do dziś nie mogę tego zapomnieć. Nie wątpiłem ani chwilkę, że to były słowa prorocze. Patrząc w oblicze tego prawdziwego rycerza Niepokalanej, doznałem jakiegoś pokoju, błogości i wiary w to, co mówił (...).

Sprawdzianem urzeczywistnienia planów o. Maksymiliana był pierwszy egzemplarz Rycerza japońskiego, nadesłany mi z Nagasaki. Cieszyłem się bardzo. Widziałem w tym wyraźny cud - podbić serca Japończyków mogła tylko Niepokalana.

Relacja inż. Franciszka Kanclerza (14 I 1977)

Dwa kroki do przodu, jeden do tylu

Nagasaki, 19 V 1930

Najprzewielebniejszy Ojcze Prowincjale!

(...) Nagasaki - wydaje mi się - są dla nas bardzo ważną placówką, ponieważ: a) biskup jest miejscowy i przychylny, więc możemy się osiedlić; b) zapuszczenie głębszych korzeni (nowicjat, drukarnia itp.) pozwoli nam oprzeć się na tym punkcie w działaniach na całym Dalekim Wschodzie (oprócz Japonii - Chiny i Annam).

(...) Po uregulowaniu tych spraw chciałbym zaraz otworzyć silniejszą placówkę w Indiach (dla wszystkich języków Indii) i w Bejrucie dla języka arabskiego (Arabia, Syria, Egipt, Tunis, Maroko: 100 000 000 dusz), tureckiego, perskiego i hebrajskiego. W Bejrucie jest abp Luigi Bondini, mój dawny rektor kolegium, więc sądzę, że z pozwoleniem nie byłoby trudności.

W ten sposób akcja "Rycerza" i MI objęłaby przeszło miliard ludności (dusz), czyli połowę ludzkości z górą. Zresztą niech Niepokalana sama kieruje, jak chce. Boję się tylko, abym ze swojej strony nie opuścił czegoś, co powinienem zrobić.

Jesteśmy zdrowi, lokal tymczasowy w tych dniach nam wyrestaurują, a maszyna czeka w Nagasaki na postawienie. "Rycerz" po japońsku niedługo opuści drukarnię, choć jak na maj z dużym opóźnieniem, a chiński jeszcze nie przetłumaczony - trudności większe.

Niepokalana, jeżeli zechce, wszystko na dobre obróci. Cześć Jej za wszystko.

Z prośbą o serafickie błogosławieństwo

[Fot. 1: Telegram.]

br. Maksymilian Maria Kolbe

List "przeszmuglowany"

Mugenzai no Sono, V 1932

Maryja!

Czcigodny Ojcze Gwardianie!

Nie mogę się powstrzymać, żeby tego faktu nie opisać - kiedyś to się przyda (...) proszę to przechować.

Nasz kochany ojciec dyrektor dzisiaj rano był bardzo slaby i owładnięty gorączką, więc położył się. Jeden z braci, widząc taki stan zdrowia ojca, przyczepił na drzwiach jego celi karteczkę z napisem: "Bez ważniejszej potrzeby nie wchodzić".

Od wczoraj wieczorem czułem się trochę niespokojny na duszy. Dziś rano, gdy zanosiłem drogiemu ojcu termometr do zmierzenia gorączki, zdobyłem się na wyjawienie stanu swej duszy. Nie potrafię się powstrzymać, by nie opisać tego, co mi powiedział ten święty ojciec.

Tak się zwrócił do mnie: "Dziecko drogie, chociażbyś tysiąc ciężkich grzechów na dzień popełnił, to za każdym razem wzbudź żal i już o tym nie myśl, już Mamusia tego nie zapamięta. Szatan odwodzi od miłości i pokoju, ty mu zawsze rób na przekór, jeszcze więcej zbliż się do Mamusi".

Gdy mu powiedziałem, że jeśli źle postąpiłem, to łaska się zmniejsza i to już się nie cofnie - odparł (chciałbym przytoczyć dosłownie, ale widzę, żem już trochę zapomniał, niemniej sens był taki): "Matka Boża obróci to na większe dobro, nawet na większe niżby upadku nie było, a przez żal jeszcze większa miłość się rozpali".

(...) Zobaczywszy tę kartkę na drzwiach swej celi z napisem, żeby nie wchodzić, zaraz kazał ją zdjąć i z wyrazem anielskiej słodyczy powiedział: "Zdejm to, bracie. Do mnie można zawsze przychodzić, nawet w czasie śmierci, w każdym czasie, i w dzień, i w nocy jestem dla was, wy dzieci Mamusi, a ja Ją wam zastępuję".

Niektóre z tych słów powtórzył dwa razy z taką mocą, słodyczą i miłością, że nie mogłem przy nim powstrzymać się od łez. Nie da się tej całej sceny tu opisać, bo na papierze to wszystko zimne i zwyczajne.

Nasz drogi ojciec nigdy nie jest taki anielski i serdeczny jak w czasie cierpienia - tak jest rozmiłowany w Krzyżu.

Gdy mówi o Matce Bożej, czyni to z takim przekonaniem, że wszystko, co jest temu przeciwne, łamie się i druzgoce, i przemienia w duszy, a serce tym mocniej lgnie i kocha Maryję. W tym człowieku Maryja mieszka, całego przenika i nim całym rządzi.

Jestem przekonany, że gdy załatwiam z nim jakąś sprawę duchową, rozmawiam z Matką Bożą.

O Drogi Ojcze Gwardianie, wszelkie dobro pochodzi od Boga, a dla nas praktycznie mówiąc: przez Maryję. Jak dobra jest Maryja, że takie rzeczy nam czyni, tak się do nas zbliża, uniża i przez takiego ojca oświeca i kieruje.

Mówimy nieraz między sobą, że ojciec dyrektor jest już dojrzały dla Nieba jak św. Terenia, ugina się pod obfitością darów niebieskich.

Módlcie się, Drodzy Bracia, byście mogli go jeszcze zobaczyć, bo chociaż ma do Was za pól roku pojechać, to jeszcze nie jest nic pewnego. Zdrowie naszego ojca jest już bardzo zharatane i zszarpane, tylko potężna siła woli utrzymuje jeszcze i dźwiga jego ciało, ale i nie oszczędza. Pilno mu do Nieba - do Maryi. Myślę, że i Maryi też pilno, by zabrać swego wiernego sługę.

(...) Otacza braci nadzwyczajną miłością, ale taką nadprzyrodzoną i bezinteresowną, że trzeba umieć ją odkryć.

(...) Mój Boże, jak nasz ojciec dyrektor umrze, to dopiero praca się rozpocznie, bo już teraz mówi o "wyciąganiu rąk z nieba". Raz mi mówił: "Bracie, gdy będziemy posłuszni, to cuda będziemy czynili". A ponieważ sam jest doskonale posłuszny, to już teraz widzimy, że cuda czyni. Cóż dopiero będzie w Niebie?!

[215]

Kończę, bo się boję, żebym nie został złapany przez ojca dyrektora na "gorącym uczynku". Oczywiście, list ten musimy "przeszmuglować".

br. Celestyn Maria Moszyński
[franciszkański misjonarz w Japonii i w Chinach, 15 XII 1945]

Pracujcie dla tych, co nie mają wiary

Chosen, 8 VII 1934

"Rycerza" otrzymuję co miesiąc, bardzo dziękuję. Nie miałam wiary, nie rozumiałam prawdy. Pewnego razu otrzymałam od Ojca egzemplarz "Rycerza". Po jego przeczytaniu wstąpiła we mnie dziwna siła. Z każdym dniem moje serce zbliżało się coraz bardziej do wiary, i wiarę poznałam. Bardzo kocham Jezusa i Maryję.

Miesięcznik otrzymałam od mego ojca, który z kolei uzyskał go podczas podróży w wagonie od nieznajomego księdza, rozdającego wszystkim. Odtąd Rycerz przychodzi co miesiąc. (...) Staram się żyć dobrze. Modlę się o rozwój "Rycerza". Proszę Was, pracujcie dla tych, co nie mają wiary.

Hashimoto Fumiko

Matsue, 4 IV 1935

Przeczytałem siedem egzemplarzy "Rycerza" i przekonałem się, że Pan Bóg istnieje. To przekonanie pragnę ugruntować.

Nie jestem katolikiem. Niepokoję się tym, że nie znam Boga. Proszę o przysyłanie mi "Rycerza". Życzę Wam rozwoju.

Okada Kisei