Młody Rycerz Niepokalanej (1)
Mój Drogi,
Mojżesz był dzieckiem niewoli, ale wyprowadził naród żydowski ku wolności.
Urodził się w Egipcie. Upłynęło wiele lat od czasu, gdy Józef miał wielkie znaczenie w tym kraju, wiele lat od przybycia Jakuba i jego synów. Pismo święte mówi, że "czas pobytu Izraelitów w Egipcie trwał czterysta trzydzieści lat". O tych latach wiemy bardzo niewiele. Pokrył je mrok dziejów. Księga Wyjścia mówi o nich krótko: "A synowie Izraela rozradzali się, pomnażali, potężnieli i umacniali się coraz bardziej, tak że cały kraj się nimi napełnił". Był to czas ilościowego rozwoju ludu wybranego. Lud ten żył pośród Egipcjan, ale dokładnie izolował się od miejscowej ludności. Egipt zaczął się lękać odrębnego plemienia, żyjącego w jego granicach. "Oto lud synów Izraela jest liczniejszy i potężniejszy od nas" - powie pewnego razu faraon, "który nie znał Józefa".
Nadeszły czasy ucisku. Zmuszano ich do ciężkiej pracy przy budowach państwowych oraz na roli. Był to trud nieznośny dla koczowniczych plemion Izraela kochających wolność. Faraon wprowadził także kontrolę urodzin. Położne miały wszystkich chłopców żydowskich topić zaraz po urodzeniu. Pozwalano żyć tylko dziewczynkom, Położne nie wykonywały polecenia. "Faraon wydał wtedy całemu narodowi rozkaz:
Wszystkich nowonarodzonych chłopców Hebrajczyków należy wrzucić do rzeki...".
W tych trudnych czasach urodził się chłopiec w pokoleniu Lewiego. Matka ukrywała go przez trzy miesiące w domu. Potem musiała go ukryć gdzie indziej. Zamyka go w koszyku z papirusu i umieszcza "w sitowiu na brzegu rzeki". Siostra pilnuje chłopca z daleka. Przypadek sprawia, że znajduje go tam córka faraona. Pragnie go uratować. Chłopiec trafia do własnej matki, której królewna każe go wykarmić. "Gdy podrósł, zaprowadziła go do córki faraona i był dla niej jak syn. Dała mu imię Mojżesz: bo wydobyła go z wody".
Urodził się w niewoli, ale wychował się w wolności królewskiego dworu. Musiał poznać smak wolności, aby wytrwać we wszystkich przeciwieństwach jako przewodnik na drodze ku wolności.
Z punktu widzenia historycznego należy go nazwać twórcą narodu żydowskiego. Wyprowadził bowiem z Egiptu rozhisteryzowany lud niewolników, a po czterdziestu latach formowania tego ludu na pustyni, przyprowadził do granic Kanaanu zorganizowany naród. Ale to nie on był twórcą narodu. To Bóg prowadził i kształtował ten naród. Bóg wybrał sobie w nim wodza, proroka, prawodawcę narodu, ale on zawsze wiedział, że prawdziwym Wodzem-Pasterzem, Nauczycielem i Prawodawcą jest sam Bóg. On był tylko pośrednikiem. Pośrednikiem doskonałym.
Brak mi odwagi, aby w tym pierwszym liście o Mojżeszu zaryzykować namalowanie jego historycznego obrazu. Kusi mnie raczej próba zobaczenia w nim człowieka, który to wielkie zadanie podejmuje.
Miał zginąć w dzieciństwie, ale zostaje zachowany przy życiu. Miał nosić piętno niewolnika, ale zostaje wychowany w wolności i do wolności. Miał jako niewolnik pozostać w ciemnocie, ale zostaje wykształcony w całej wiedzy Egiptu. Odkryje kiedyś, kim jest. Widząc Egipcjanina, który bije jego rodaka, daje się ponieść gwałtowności [16]i zabija go. Widząc niezgodę wśród swoich, próbuje braci uczyć sprawiedliwości. Nie przyjmują go. Przypominają wczorajsze zabójstwo. Lęk przed prawem Egiptu każe mu uciekać. Ucieka. Układa sobie życie. żeni się. Nie można jednak uciec przed powołaniem. Najniespodziewaniej, na pustynnym pastwisku, dopada go Bóg. Objawia mu się w krzaku gorejącym. "Posyłam cię do faraona, wyprowadź , mój lud Izraelitów z Egiptu". Na nic wykręty. "Kimże jestem?... Cóż im mam powiedzieć?... Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny... Wybacz, Panie, ale poślij kogo innego"...
Jednak poszedł. Przekonał swoich braci Hebrajczyków. Dyskutował z faraonem. Bóg Swoją Mocą wspierał jego słowa. Zmusił faraona, by uwolnił lud. Stał się wodzem. Ale właściwie to Jahwe prowadził swój lud. Mojżesz i jego brat Aaron byli tylko pośrednikami. Zadania Mojżesza rosły z każdym dniem. Nie załamał się, gdy lud zaczął się buntować: "Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę". Mojżesz doświadczył, że Bóg nie opuścił ludu. Znalazł się pokarm na pustyni. Mógł im powiedzieć: "Nie szemraliście przeciwko nam, ale przeciw Panu".
Wkrótce znowu "kłócił się lud z Mojżeszem mówiąc: daj nam wody do picia... Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?" Mojżesz traci cierpliwość. "Cóż mam czynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie". Bóg znajduje wyjście. Bóg broni lud przed niecierpliwością Mojżesza.
Przyjdą jednak gorsze chwile. Gdy Mojżesz będzie rozmawiał z Bogiem na górze Synaj, lud zwróci się do jego brata Aarona: "Uczyń nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem". Aaron odlał posąg cielca. Miał on wprawdzie wyobrażać Jahwe, ale można go było nosić, gdzie się chce i iść za nim, gdzie wskażą ci, co posąg niosą, a nie ku nieznanej wolności, ku której przez wymagającego pośrednika prowadził Bóg niewidzialny. Mojżesza ogarnia gniew. A przecież broni tego ludu przed zagniewanym Bogiem: "Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud... Wówczas to Pan zaniechał zła...". Na górze Synaj Mojżesz otrzymuje pouczenia. U stóp góry uczy lud prawa, uczy, jak oddawać cześć Jahwe. Został uznany przez lud za pośrednika. Autorytet ten nie był jednak wieczny. Kiedy znów ruszyli ku ziemi obiecanej, lud buntuje się nadal. "Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę, i czosnek. Tymczasem tu giniemy pozbawieni tego wszystkiego". Wódz znów nie wytrzymuje. Woła do Boga: "Czemu tak źle obchodzisz się ze sługą swoim?... Czy to ja począłem ten lud w łonie, albo ja go zrodziłem, żeś mi powiedział: Noś go jak nosi piastunka dziecię i zanieś do ziemi, którą poprzysiągłem dać ich przodkom?... Skądże wezmę mięsa!... Nie mogę już sam udźwignąć troski o ten lud, już mi nazbyt ciąży... Raczej mnie zabij, jeśli darzysz mnie życzliwością, abym nie patrzył na swoje nieszczęście". Mało było buntu ludzi. Zbuntowali się brat i siostra Mojżesza, Maria i Aaron. "Czyż Pan mówił z samym Mojżeszem? Czy nie mówił również z nami?" Ale prorok wytrwał w swojej roli.
Najpiękniejsza jednak jest scena, gdy bunt ludu osiągnie swój szczyt u granic Kanaanu. Wysłani wywiadowcy donieśli, że kraj ten trzeba zdobywać. Wtedy lud biadał: "Obyśmy byli pomarli w Egipcie albo tu na pustyni! Czemu nas Pan przywiódł do tego kraju, jeśli paść mamy od miecza!...: Czyż nie lepiej nam będzie wrócić do Egiptu? Wybierzmy sobie wodza i wracajmy do Egiptu". Mojżesz wraz z bratem padają przed ludem na twarz w błagalnej postawie. Lud chce ich kamienować. Jednak nie o życie błagają. Raczej o rozsądek, o wierność Bogu. A kiedy Bóg odpowie na bunt ludu: "Zabiję ich zarazą i zupełnie wytracę, a ciebie uczynię ojcem innego narodu, który będzie większy i silniejszy niż oni"; Mojżesz będzie zaklinał błagalnie: "Odpuść winy tego ludu według wielkości Twego miłosierdzia...". Bóg jeszcze raz wysłuchał. Ukarał jednak lud długą wędrówką po pustyni. Wędrówką, w czasie której ukształtował się naród, nauczył się żyć według prawa Bożego i czcić Boga Jahwe.
Jakiej trzeba było wielkości, aby wejść tak w rolę pośrednika! Ileż trzeba było miłości, by walczyć wciąż z ludem o Boga i Jego plany, a z Bogiem - o wyrozumiałość wobec ludu.
Za życia miłość ta była nagrodzona tylko tym, że z góry Nebo, z daleka, mógł oglądać ziemię obiecaną, ale ludu do niej nie wprowadził.
Dopiero po latach naród będzie w stanie powiedzieć: Nie było człowieka, jak Mojżesz!

