Dni 17 i 18 czerwca 1983 roku na trwałe zapisały się w mojej pamięci. W tych dniach miałem szczęście spotkać się z Piotrem naszych czasów.
Dnia 17 czerwca udałem się do Warszawy na spotkanie z Papieżem. Biorę udział w gigantycznym zgromadzeniu na Stadionie Dziesięciolecia. Około godziny 17.30 lektor prowadzący spotkanie zapowiada, że papieski orszak znajduje się już w drodze. Odwracam się w stronę bramy, którą ma przyjechać Dostojny Gość. Po kilku minutach Jan Paweł II wjeżdża na Stadion. Widzę, jak Papież odpowiada na pozdrowienia zgromadzonych - błogosławi podniesioną do góry ręką. Obok Niego stoi Prymas Polski. Dwie sylwetki z papamobile szybko znikają - trochę za szybko. W czasie papieskiego przejazdu brzmiały okrzyki radości, oklaski, fruwały chorągiewki i transparenty. Stadion [184]huczał jak w czasie wielkich imprez sportowych. Jednym słowem - panowała wielka radość.
Następnie rozpoczyna się Msza św. Gdy Jan Paweł II ukazuje się na koronie Stadionu pod wielkim krzyżem, znów witają Go oklaski. Mam dość dobrą widoczność z mojego miejsca, dlatego też mogę doskonale obserwować niemalże każdy gest Papieża. "Człowiek powołany jest do zwycięstwa nad sobą" - te słowa z papieskiej homilii są skierowane do każdego z nas.
Na zakończenie Papież serdecznie pozdrawia uczestników eucharystycznego zgromadzenia. Wielką burzą oklasków zostali powitani pielgrzymi z diecezji gdańskiej. Na okrzyki "Niech żyje Papież!" Ojciec Święty odpowiada żartem, że to On ma tutaj prawo głosu.
Po zakończonej Mszy św. Jan Paweł II opuszcza Stadion. To samo próbuję zrobić i ja. Ale to wcale nie takie proste...
Zakończył się pierwszy dzień mojego radosnego spotkania z Piotrem naszych czasów. Ale jutro też będzie jeszcze okazja do spotkania z Janem Pawłem II w Niepokalanowie. Jutro też jest wielki dzień, dla mnie jeszcze większy od dzisiejszego dnia.
Przybywam do Niepokalanowa jednak z wielkim opóźnieniem. Ale niemalże w ostatniej chwili wszystko ułożyło się pomyślnie - mam być przy powitaniu Ojca Świętego.
Pozostało mi jeszcze kilka minut oczekiwania. Widzę, jak jeden rolnik trzyma na rękach małego baranka. (Jak się później okazało Jan Paweł II - jak Dobry Pasterz - podszedł do swojej owieczki; widziałem tę scenę na zdjęciach wykonanych przez Arturo Mari).
Krótko po godzinie dziewiątej lądują helikoptery z osobami towarzyszącymi. Witają je również oklaski. Na samym końcu ląduje helikopter z Dostojnym Gościem. Po kilku minutach Jan Paweł II ukazuje się w drzwiach śmigłowca. Jest radosny, pogodny, uśmiecha się, pozdrawia obecnych. Nadeszła dla mnie upragniona chwila. Troje dzieci i dwoje młodzieży - ubranych w regionalne stroje łowickie (wśród nich i ja) podchodzą do Ojca Świętego. Gdy Ojciec Święty dowiaduje się, że jesteśmy Łowiczanami mówi, że znał kiedyś piosenkę Łowiczanka jestem. Ale teraz tylko tyle pamięta (te dwa słowa). Zwracając się do trójki dzieci, mówi: "Zaśpiewacie mi ją?" Niestety, do tego śpiewu nie doszło. Ale dlaczego? Podejrzewam, że były trudności ze słowami. Na przykład ja dowiedziałem się dopiero od samego Papieża, że wyżej wymieniona piosenka istnieje. Wcześniej o niej też nie słyszałem.
Gdy dzieciom śpiew nie wyszedł, Ojciec Święty kieruje swój wzrok w kierunku moim i mojej sąsiadki. No, niestety - wynik podobny do poprzedniego.
Teraz, po kilku tygodniach, gdy piszę te wspomnienia, pragnę wyśpiewać Ojcu Świętemu tę piosenkę. Może mój głos dotrze do Niego. Oto fragment:
Łowiczanka jestem, z rodu księżackiego;
Lubię śpiewać, tańczyć, aż do dnia białego.
Mam porządek w sieni,
Każda Łowiczanka - dobra gospodyni.
Na zakończenie naszego spotkania Ojciec Święty wręcza nam pamiątkowe różańce. Jest to dla mnie najcenniejszy dar, jaki kiedykolwiek otrzymałem. To spotkanie, które odbyło się 18 czerwca 1983 roku w Niepokalanowie, pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
Dzięki św. Maksymilianowi mogłem przeżyć tak wspaniałe chwile. Dopiero wtedy przekonałem się, że życie ma sens, może być ono wspaniałe i piękne. Trzeba tylko dobrze odczytać swoje powołanie. Przychodzą mi na myśl słowa psalmisty, który mówi:
"Czym się Panu odpłacę
za wszystko, co mi wyświadczył?" (Ps 115,3).
Uczestniczyłem we Mszy św., którą odprawił Jan Paweł II. Po tej uroczystości rozstaliśmy się z Piotrem naszych czasów. Ale chyba nie na długo... Liczę na nową pielgrzymkę Ojca Świętego do Ojczyzny. "Wielu bowiem wspaniałych Polaków czeka na beatyfikację...".

