Moje spotkanie z Piotrem naszych czasów (9)

Drogi Ojcze Redaktorze

Pisząc do Ciebie słucham naszego Papieża, jego homilii wygłoszonej na Jasnej Górze podczas pierwszej pielgrzymki do Polski w roku 1979. Mam ją nagraną na płycie. Wsłuchując się w słowa Ojca Świętego i słysząc jego głos, na nowo przeżywam tamte chwile, kiedy pełniłem służbę porządkową w czasie wizyty papieskiej i przez dwa dni mogłem cieszyć się tym wydarzeniem. Druga pielgrzymka w roku 1983 nie zapowiadała się dla mnie szczęśliwie, gdyż byłem z filmem w Łomży. Szczerze prosiłem św. Maksymiliana, by pozwolił mi przeżyć tę drugą wizytę Ojca Św[iętego] w domu, w gronie rodzinnym. I zostałem wysłuchany. Udało się tak ustawić pracę, że w dniu przylotu Papieża mogłem powrócić do domu. Sam przylot Ojca Św[ietego] mogłem przeżyć w drodze do Warszawy słuchając relacji radia w samochodzie. Byłem jednak bardzo szczęśliwy, gdy następnego dnia stałem na rogu ulicy Miodowej i Senatorskiej oczekując jego przejazdu. Ta chwila, chociaż trwała tylko kilka sekund, utkwiła mi w pamięci bardzo dobrze i na stale. Ten człowiek, którego tak cenimy, nie pozwolił się przytłumić mnogością milicjantów i służb specjalnych, które otaczały go kordonem. Swoją postawą Ojciec św. potrafił zaznaczyć, że to nie on lęka się o siebie, ale inni o niego. I to było piękne. Okazał nam, że jego serce, chociaż w "szklanej klatce" obejmuje nas wszystkich.

Muszę w tym miejscu przyznać się, że słuchając słów Papieża wygłoszonych w Niepokalanowie, popłakałem się, szczerze się spłakałem. A zwykle mi się to nie zdarza. Ojciec Św[ięty] ma coś w sobie, co przyciąga do niego ludzi i każe mu ufać. Można pisać na ten temat bardzo dużo, ale nie o to chodzi. Chcę napisać tylko, że przeżyłem te sprawy jak żadne inne w życiu.

Warszawa, 20 X 1983 r.