Papież gościł w naszym Sanktuarium dnia 21 czerwca 1983 r. Wszyscy wierni z okolicznych miast i wsi udali się tam, aby spotkać się z naszym kochanym Rodakiem. Ojciec Święty przybył na Górę świętej Anny dopiero o godzinie 17, lecz pielgrzymi, nie bacząc na upał i trudności, cierpliwie zajmowali miejsca i oczekiwali jego przyjazdu już od wczesnych godzin rannych. Jako chórzystka wraz ze swoimi braćmi miałam możność śpiewać również w czasie tak doniosłej chwili.
Na Górę świętej Anny przybyłam z chórem specjalnym autobusem około godziny 10. Godzinę później w tłoku, lecz bez specjalnych trudności, dotarliśmy z parafią na Błonia, gdzie w jednym z pierwszych sektorów (specjalnie przygotowanym dla chóru) zajęliśmy swoje miejsca. Od tego czasu rozpoczęło się gorące oczekiwanie na przybycie Namiestnika Chrystusowego. Oczekiwaniu towarzyszyły modlitwy, śpiewy, występy kleryków z Seminarium Duchownego. Wszystko jednak odbywało się z zachowaniem wzorowego porządku dzięki ogromnym wysiłkom władz porządkowych jak i każdego z pielgrzymów. Z upływem czasu każda chwila stawała się gorętsza. Słońce tak strasznie piekło, że na przejściach zauważyć można było pielęgniarki spieszące na pomoc osłabionym przez upał. Każda twarz ociekała kroplami potu. Gardła zasychały z pragnienia, ale każdy czekał, czekał wytrwale. Jeszcze tylko dwie godziny, jeszcze tylko godzina... pięć minut, aż tu nagle... no wreszcie - jest godzina 17. Słychać warkot nadlatującego śmigłowca. Oczy wszystkich uniosły się w górę. Gdzieś z dala ktoś krzyknął: leci! Każde serce waliło jak młot. Z piersi wyrywały się słowa pieśni maryjnych. Każdy gorąco się modlił, ale zarazem myślał tylko o jednym.
Na horyzoncie ukazał się biały samochód.
Wszyscy stanęli na palcach, kto mógł na krzesełku. Po paru minutach na stopniach ołtarza ukazała się biała postać. Rozległo się echo gorących oklasków. W tym momencie wszystkich ogarnęła ogromna radość. Na każdej prawie twarzy - i o dziwo, nawet mężczyzn - pojawiły się wielkie jak groch łzy radości. Ja również nie wytrzymałam. Z radości chciało mi się śmiać, krzyczeć, ale coś zapierało mi oddech. Miałam chęć skoczyć stojącej obok przyjaciółce na szyję, ale było to wprost niemożliwe, gdyż na skutek ogromnej ciasnoty nie można się było poruszyć. Kiedy już Papież usiadł, my (to znaczy chór) zaczęliśmy śpiewać pieśń: Tu es Petrus. Następnie, jak wiadomo, odbyły się Nieszpory Maryjne z udziałem Ojca Świętego, podczas których wygłosił uroczyste przemówienie, dokonał koronacji Obrazu Matki Bożej Opolskiej - Patronki naszej Ziemi, a następnie złożył w darze na ręce ks. biskupa Alfonsa Nossola zloty różaniec z perlami. O godzinie 19.30 Papież pożegnał się z rozentuzjazmowaną rzeszą wiernych i następnie opuściwszy Błonia udał się do bazyliki Świętej Anny, gdzie gorąco się modlił. Po uroczystym pożegnaniu z biskupami wsiadł do śmigłowca, który wykonał trzy okrążenia nad głowami pielgrzymów. Cale Błonia zamieniły się w obszar powiewający chustkami zgromadzonych pielgrzymów wymachujących na pożegnanie Drogiemu Rodakowi. Po odlocie nie ustawały modlitwy. Wierni mimo zmęczenia dalej śpiewali i dziękowali Matce Bożej za otrzymaną łaskę spotkania z Ojcem Świętym.
Do domu powróciłam pełna radości. Czułam się umocniona na duchu, silniejsza do walki ze złem, z trudnościami szarych dni codziennych. Już następnego dnia po spotkaniu z Ojcem Świętym zauważyłam, że moi bracia i siostry są nie do poznania: jacyś inni, duchowo odnowieni, bardziej dla siebie uprzejmi. Dziękuję więc Maryi za otrzymaną łaskę spotkania z Piotrem naszych czasów, ale i zarazem za łaski, jakie spłynęły na mnie po tej pielgrzymce.
