Błogosławieństwo Ojca Świętego dla mojej mamy
Kiedy wyjeżdżałem do Częstochowy na centralne uroczystości Jubileuszu Jasnogórskiego z udziałem Ojca Świętego, powiedziałem żartobliwie do mojej kochanej mamy: Poproszę Ojca Świętego o błogosławieństwo dla Ciebie.
Na Jasną Górę przyjechałem w sobotę 18 czerwca w godzinach popołudniowych. Pielgrzymów było już tak wielu, że nie można było dostać się nawet na olbrzymi plac przed szczytem jasnogórskim. Przebiegu uroczystości w dniu 18 czerwca słuchałem jedynie za pośrednictwem potężnych głośników zawieszonych w przyległym parku.
W niedzielę, dnia 19 czerwca, udałem się bardzo wcześnie rankiem do sanktuarium. Dzięki karcie wstępu na wały dostałem się szczęśliwie do bazyliki. Krótko po godz. 6:00 odprawiłem Mszę św. w bazylice. O godz. 7:00 uczestniczyłem we Mszy św., którą, po odsłonięciu Cudownego Obrazu, odprawił sam Ojciec Święty w intencji OO. Paulinów w jubileusz 600-lecia sprowadzenia ich do Częstochowy. Również w czasie uroczystej sumy jubileuszowej znalazłem się w pobliżu ołtarza. Byłem również w czasie popołudniowej uroczystości o godz. 16:00 oraz na apelu jasnogórskim. Przez cały dzień szukałem okazji, aby znaleźć się blisko Papieża. Trudno było to osiągnąć. Po zamachu na życie Ojca Świętego w 1981 r. zaostrzono środki bezpieczeństwa. Nie traciłem jednak nadziei. Po zakończeniu apelu, udałem się okrężną drogą do kaplicy cudownego obrazu. Miałem cichą nadzieję, że Ojciec Święty wstąpi jeszcze przed cudowne oblicze naszej wielkiej Jubilatki.
W kaplicy było kilku księży, za kratą kilka modlących się osób. W pewnej chwili weszły pospiesznie trzy siostry zakonne, głośno mówiąc: "Ojciec Święty idzie do kaplicy". Brat paulin szybko postawił klęcznik i okrył go brokatową tkaniną. Mijały minuty, a Ojca Świętego nie było. Obecni poczęli opuszczać kaplicę. Dochodziła godzina 22:00. Cudowny obraz był nadal odsłonięty. Czekałem wytrwale na tę upragnioną chwilę. Wierzyłem, że Ojciec Święty przyjdzie do swojej ukochanej Matki i może wtedy spełni się moje pragnienie, zbliżę się do niego i ucałuję jego rękę. Wtem otwarły się drzwi zakrystii i do kaplicy weszło dwóch panów z watykańskiej ochrony, a tuż za nimi Ojciec Święty. Ks. prałat Dziwisz podał Ojcu Świętemu brewiarz. Miałem szczęście klęczeć przy balustradzie bezpośrednio za Papieżem. Długo trwała ta wieczorna modlitwa przed cudownym obrazem Pani Jasnogórskiej w Jej jubileuszowe gody. Gdy Ojciec Święty powstał z klęcznika, obrócił się w naszą stronę. Wtedy nieśmiało wypowiedziałem moją prośbę: "Ojcze Święty, proszę o błogosławieństwo dla mojej starej i chorej mamy". Ojciec Święty złożył ręce, uczynił znak krzyża świętego i wypowiedział słowa błogosławieństwa. Oszołomiony wielkim szczęściem ucałowałem rękę i pierścień Ojca Świętego. Spełniło się moje pragnienie; urzeczywistniło się marzenie w większym stopniu, niż śmiałem przypuszczać. Spotkania tego z Ojcem Świętym nigdy nie zapomnę.
