Ukazała się ostatnio we Francji, w wydawnictwie Fayarda, książka arcybiskupa diecezji Konakry (Gwinea) Rajmunda M. Tchidimbo pt. Mój Ojciec i moja Matka. Autor napisał ją, gdy był więziony (ponad 8 lat!) za wiarę, "aby wzmocnić nadzieję". Na przykładzie swych rodziców przedstawił myśl Kościoła o małżeństwie i rodzinie. Podajemy tu niektóre wyjątki ze wstępu do tej książki.
Pracę tę poświęcam swojemu ojcu i swojej matce: tym, których kochałem gorąco, gdy żyli na tej ziemi, i których dalej czczę i proszę wierząc, że żyją w chwale zaświatów i tam mnie kochają.
Powołani do małżeństwa, uważali się za osoby, które Bóg włączył ściśle w swe dzieło stwórcze i odkupieńcze. Dlatego nie poprzestali na daniu mi życia, ale starali się zapewnić mi pełny wzrost i w związku z tym byli wymagający, również w stosunku do moich braci i sióstr.
W książce tej zawarłem całą swą miłość, cały podziw i cześć dla ojca i matki. Dzięki nim jestem chrześcijaninem ochrzczonym w Kościele katolickim. Dzięki nim zostałem zakonnikiem w zgromadzeniu Ojców Ducha Świętego i kapłanem Jezusa Chrystusa na wieki...
Uderzyła mnie już wtedy, gdy byłem dzieckiem, doskonała zgodność, jaka panowała między moim ojcem i moją matką. Okazywała się ona w drobnych faktach życia codziennego, których ja i moje rodzeństwo byliśmy jednocześnie sprawcami i świadkami. Tak na przykład nie udało się nam nigdy otrzymać od tatusia, czego mama słusznie nam odmówiła, i na odwrót. To spowodowało, że z każdym dniem rósł nasz podziw dla rodziców. A potem zrozumiałem, że takie postępowanie było tylko owocem wielkiej miłości, jaką żywili do swych dzieci. Mój ojciec i moja matka rozumieli, że ich dzieci zostały stworzone na obraz Boga. Zdawali sobie sprawę z tego, że trzeba było stosować jedną i tę samą metodę wychowania, aby mógł być urzeczywistniony, wobec każdego z nas, plan Boży.
Nigdy nie byliśmy, ja i moje rodzeństwo, świadkami jakiejś kłótni między rodzicami, co robiło na nas ogromne wrażenie i pomagało nam wielce do tego, żeśmy się kochali głęboko. Niewątpliwie, nieraz zdarzały się między nami swary, nawet bijatyki, ale nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek poszli na spoczynek bez przebaczenia sobie nawzajem. Zobowiązywali nas do tego rodzice pod koniec modlitwy wieczornej, którą odmawialiśmy wspólnie w jadalni.
Nie byłoby tak, gdyby oni sami nie otrzymali od swoich rodziców solidnego wychowania chrześcijańskiego...
Kiedy spoglądam wstecz, przekonuję się, że obserwując, jak moi rodzice żyli i kochali się, nauczyłem się patrzeć zawsze z życzliwością i głębokim szacunkiem na inne kobiety. Bóg posłużył się przykładem ich życia, by wzbudzić w mojej duszy powołanie do poświęcenia się dla wielkiej rodziny...
(tłum. z "Missi")

