Postanowiłem przemyśleć swój stosunek do adwentu. Zacząłem od samego słowa. Zaglądam do Słownika wyrazów obcych i dowiaduję się, że adwent pochodzi od łacińskiego słowa adventus, co znaczy "przyjście". Jest więc to czas przyjścia, czas spełniającego się oczekiwania, czas ostatnich przygotowań na przyjęcie Oczekiwanego. My, chrześcijanie, ludzie wierzący w Chrystusa określamy tym słowem okres liturgiczny poprzedzający święto Bożego Narodzenia, choć dawniej tym słowem określano też samo święto. Jest to również oczekiwanie na przyjście Chrystusa przy końcu czasów.
Warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć, jak wygląda moje czekanie? Może okaże się, że pytanie muszę sobie postawić inaczej: czy w ogóle czekam? W wydanej w tym roku książce pt. Gałęzie i liście (Pallotinum), ks. J. St. Pasierb wspominając adwent nazywa go m.in. porą nadziei. Pisze, że człowiek jest zbudowany z nadziei. Kiedy nadzieja zostaje mu odebrana, człowiek traci sens życia. We Mszy świętej, po przeistoczeniu, mówimy przecież: "...oczekujemy Twego przyjścia...". Ks. Pasierb stawia pytania: czy rzeczywiście oczekujemy? Czy Chrystus nie jest dla nas jedynie postacią historyczną?
Właśnie, czy dla mnie Jezus z Nazaretu nie jest Tym, który już przyszedł i kiedyś tam, w bliżej nie określonym czasie, przyjdzie znów, aby utwierdzić mnie w pewności, że "uczciwym życiem w pełni wysłużyłem sobie Raj"? Czy nie za często traktuję adwent jako miły, spokojny czas poprzedzający Boże Narodzenie, w którym nic specjalnego się nie dzieje poza porządkami domowymi lub planowaniem wyjazdu na odpoczynek świąteczny.
Na pewno w wielu z nas te pytania nie spowodują zdziwienia. Ogromna rzesza wierzących przeżywa adwent głęboko, starając się co roku poddać refleksji swoje życie, pod kątem "...oczekiwania Jego przyjścia w chwale". Na pewno wielu ten czas przeznacza na oczyszczenie i wewnętrzne przygotowanie na przyjście Zbawiciela. Na pewno wielu... Ale są wśród nas i tacy, których te pytania dotyczą szczególnie. Są nieraz bardzo blisko, w zasięgu naszych serc. Nieświadomi ogromnej, prawdziwej radości, że "Bóg się rodzi", że Prawdziwy, Jedyny, Żywy, Ten Który Jest, przychodzi na świat, aby każdego pociągnąć do siebie, nieświadomi tej wielkiej łaski przeżywają ten czas bezowocnie, nie korzystając z niezmierzonych bogactw Słowa, które stało się Ciałem. Pamiętajmy o nich szczególnie w tym czasie. Wspomagajmy ich naszymi modlitwami, pomagajmy im też czynem, pamiętając, że "wszelkie dobro pochodzi od Boga". Starajmy się włączyć w ten radosny trud przygotowania na Przyjście.
Wybacz mi, Czcigodna Siostro, Czcigodny Bracie, postawienie tak wielu pytań bez podsuwania w formie odpowiedzi, ale jeżeli warto czasem zastanowić się nad nimi, to właśnie adwent jest do tego najwłaściwszy.
Jest jeszcze coś, co nie pozwala nam tracić nadziei, nawet jeżeli niektóre z tych pytań nas zakłopotały. Otóż jest Ktoś, kto jest dla nas najlepszym przykładem, wzorem i pomocą w poszukiwaniu właściwych odpowiedzi na te pytania. Tym Kimś jest Maryja. Ona jest wzorem najlepszego wykorzystania czasu oczekiwania. Ona jest wzorem, bo owocem Jej oczekiwania był sam Bóg. Ona jest wzorem oczekiwania, bo Ona, Niepokalana, Królowa Aniołów, Królowa Wszystkich Świętych - oczekując jako wierna córa żydowskiego narodu przyjścia Mesjasza, wznosiła się na szczyty pokory prosząc w codziennych modlitwach o błogosławieństwo dla tej, którą Bóg wybrał na Matkę swojego Syna. Przeczytać o tym możemy w wydanej również w tym roku książce, napisanej przez zmarłą w 1665 r. przeoryszę klasztoru franciszkanek w Agreda (Hiszpania) pt.: Mistyczne Miasto Boże - czyli Żywot Matki Bożej wg doznanych objawień napisała Maria z Agredy (wyd. Michaelinum).
Niech to nasze oczekiwanie nie kończy się 25 grudnia. Ks. Pasierb we wspomnianej książce przypomina, że pierwsi chrześcijanie wstawali w nocy na modlitwę, aby przychodzący Pan zastał ich czuwających. Co w nas pozostało z tej postawy, w nas chrześcijanach końca XX wieku? Czy pamiętamy słowa Chrystusa: "...bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie". (Mt 24,44).
Niech to nasze oczekiwanie nie kończy się 25 grudnia, a ciesząc się Bożym Narodzeniem i składając sobie życzenia przy wigilijnym stole, pamiętajmy, że "...oczekujemy Twego przyjścia w chwale". I oby zastał nas czuwających.
Czego życzę Ci, Droga Siostro i Drogi Bracie, z całego serca.
