Nie jestem wieszczem. Wierszy pisać nie umiem. Cóż Ci mogę ofiarować prócz tych kilku słów wyrwanych z serca? wyszarpniętych z boleści, gdy stoję przed Tobą? Cóż Ci mogę dać, prócz zapału mych dwudziestu lat? Podniosę Cię z ziemi, jak podnosi się kruszynę chleba. Ucałuję i przycisnę do serca. Nic więcej uczynić nie umiem. Wezmę w rękę różaniec i będę przesuwał jego paciorki za polską młodzież, za polskie dzieci, za polskie rodziny, za polskich alkoholików...i wyznam Ci szeptem mą miłość do Ciebie... A raczej wyznamy, bo takich masz wielu.
Królowo narodu pijaków! Pijaków kiedyś, pijaków dzisiaj. Policzkują Cię bezlitośnie nie pamiętając, żeś ich Matką, żeś ich wychowywała, broniła i osłaniała... Przeszkadzasz im teraz, bo żądasz trzeźwości...
Królowo bolesna! Płaczesz milionami litrów wódki, konasz milionami nienarodzonych... Wstrzykują Ci do żył narkotyki, rozbijają Twoją rodzinę... Licytacja trwa: - Kto da więcej?! Kto więcej bólu i cierpienia dołoży!?...
Królowo oczekująca! Czarna jesteś od bluźnierstw, którymi rzucają Ci w twarz. O, Czarna Madonno... Cierpisz milcząca, bo kochasz. Modlisz się i patrzysz w duszę każdego, kto przed Tobą stanie. Wierzysz, że powrócą, jak ja teraz powracam. Staję i milczę patrząc w Twoje dobre oczy, żebrząc o przebaczenie.
Ja, syn tego narodu... "Krew Jego na nas i na syny nasze..." Ja jestem winien, Matko...
Twoimi jesteśmy, Matko i Królowo, na zawsze!

