Głośno jest dziś w świecie o Karmelu w Oświęcimiu. Sprzeciw podnoszą Żydzi. Pragną, aby na miejscu ich zagłady panowało milczenie.
Otóż jako więzień obozu oświęcimskiego i świadek martyrologii Żydów muszę stwierdzić, że Oświęcim był obozem zagłady także Polaków, jeńców radzieckich i Cygan. Księża katoliccy na równi z Żydami byli zaprzęgani do żelaznego wału, bici, maltretowani. Widziałem jak obok Żydów kroczyli półnadzy kapłani na rozstrzelanie w dołach żwirowych za kuchnią. Jednych i drugich z naładowanymi taczkami zrzucano do przepaści, dobijano kolbami, wleczono do krematorium. Wstrząśnięci do głębi zbieraliśmy się w ukryciu na modlitwy za zabijanych braci.
Oświadczam publicznie, że w obozie w piwnicy budujących się blok odprawiałem Msze św. Próżna beczka, odwrócona do góry dnem, była ołtarzem, a zawszone łachmany więźnia - strojem liturgicznym. Wspólnie z garstką więźniów modliliśmy się za Żydów, bo innej formy pomocy nie było. Nie mogłem zrozumieć, jak ludzi pozbawionych od mrozu palcu rąk i nóg, warg i nosa można zaprzęgać do żelaznych taczek i batem popędzać do pracy.
W pewne niedzielne popołudnie zaprowadzono nas pielęgniarzy do karnej kompanii. Mieliśmy robić opatrunki chorym z wyjątkiem Żydów. Jednak niespostrzeżenie wszedłem na oddział żydowski. Widok był przerażający. Niektórzy mieli wybite zęby, zmiażdżone nosy, pozbawieni byli małżowin usznych. Twarze bezkrwiste, pokryte czarnymi pręgami, nogi opuchnięte. Maścią smarowałem im ropiejące czyraki, flegmony, nekrozy powstałe od bicia żelaznym prętem. Tu widziało się epilog słów: "Żydzi mają prawo żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, wszyscy inni trzy miesiące. Jedyne wyjście na wolność - przez komin krematoryjny".
W rewirze na bloku 15 (potem 20) ukrywałem Żydów, aby uchronić ich od pójścia do karniaka, chociaż to było surowo zakazane. Kiedy dwóch Żydów wezwano do laboratorium i już nie wrócili, serce się krwawiło, bo zabito ich zastrzykiem fenolu. Kroczącym na miejsca egzekucji zawsze towarzyszyła nasza modlitwa. To była potęga, jedyna broń, którą dysponowaliśmy. Słyszałem od kolegów, jak Żydzi śpiewali psalmy, wkraczając do komór gazowych Brzezinki. Poprzez mury dochodziły czasem ostatnie słowa modlitwy konających.
Żydzi mieli zaufanie do duchownych katolickich. W Brzezince Żyd przechował brewiarz ks. Marianowi Majewskiemu z diecezji katowickiej i oddał mu go przed wyjazdem do Buchenwaldu. Ojciec Maksymilian Kolbe, który zajął miejsce skazanego na śmierć, modlił się z nami w ukryciu za stertą kamieni i uczył nas, że modlitwa jest wartością ogólnoludzką bez podziałów na narodowość czy rasę. Ks. Witold Kiedrowski został zbity za to, że chciał w obozie pomóc chłopcu żydowskiemu. A kiedy odbywała się egzekucja Żydów w Brzezince, rozlegały się krzyki, jęki, wołał ku niebu, skulony w kłębek: "Boże miłosierdzia! Boże, bądź im miłosierny!". Czyż tą modlitwą sprofanował pamięć Żydów? [43]Wcale nie. Pomagał, jak mógł, swoim braciom i przyjaciołom.
Duchowni poza obozem udzielali pomocy Żydom. Ks. Cabaj, proboszcz Przydonicy k. Nowego Sącza, znalazł na drodze dziecko żydowskie porzucone przez matkę idącą na stracenie. Zaopiekował się nim i żywił na plebanii. Kiedy ktoś zawiadomił o tym gestapo, ksiądz przekazał sierotę Kurii Biskupiej w Tarnowie, ta zaś ukryła dziecko w swoim majątku. Ks. Antoni Czarnecki przekazał mieszkania na plebanii rodzinom żydowskim, wydawał posiłki dzieciom z getta warszawskiego, dostarczał metryki o aryjskim pochodzeniu. Wielu księży starało się ulżyć niedoli prześladowanych Żydów i za to wędrowali za druty kolczaste, gdzie zostali umęczeni.
W akcji niesienia pomocy Żydom zasłużyły się siostry zakonne. Represjonowanych było 1298 sióstr, zginęło 274. Ich świadectwo miłości bliźniego potwierdzone zostało ofiarą krwi. W Oświęcimiu-Brzezince w dwóch barakach uwięzione były dzieci, w każdym po trzysta. Przywieziono je z Zamojszczyzny i z walczącej Warszawy, oddzielono od rodziców. Dzieci były głodne, zaszokowane, mieszkały w stajniach. W szesnastym bloku urządzono dla chorych dzieci prowizoryczny szpital. Tu mali więźniowie spotkali promieniujące dobrocią twarze sióstr szarytek. S. Władysława Boruszczak i s. Helena Michałowska zakładały opatrunki, chorym na biegunkę podawały chleb spalony na węgiel drzewny oraz "fusy" z "kawy". Niekiedy do bloku udało się przedostać lekarce, by usunąć małym więźniom ropnie i czyraki, którymi pokryte były ich ciała. Ośmioletnia wóczas więźniarka relacjonuje: "Naszą grupką opiekowała się zakonnica, była dla nas bardzo dobra, łagodnie się nami zajmowała" (Archiwum Ośw. t. 73).
Zakonnica, b[yła] więźniarka, wspomina: "Dzieci zawsze były ciche, wyrozumiałe, z pokorą znosiły swój los, modliły się, a nawet śpiewały". Siostry przez cały miesiąc pozbawiały się części racji żywnościowych, by zamienić je na marmoladę dla najmłodszych. Z zaparciem się siebie opatrywały ropiejące owrzodzenia i krwiaki papierowymi bandażami, bo muślinowych nie było.
Chcę wskazać na heroiczne postawy sióstr zakonnych w okupowanym kraju. Ukrywały dzieci żydowskie na oddziałach swoich szpitali, a młode dziewczęta przebierały w habity zakonne. Dostarczały leki i żywność zamkniętym w gettach. Siostry Rodziny Maryi wyprowadziły z Getta Warszawskiego około stu osób, a pięćdziesiąt ukryły w swoich zakładach. W Płudach w czasie prowadzenia Żydów na rozstrzelanie matka przerzuciła dziecko przez mur na teren klasztoru; Danutę Rajską przyniesiono do tego domu w worku. Janinę Daniłowicz wyniesiono z getta w pojemniku na śmiecie. Pewne dziecko oderwano od ciała martwej matki na placu egzekucji. Inną Żydówkę, po utracie rodziców błądzącą po polu, przyniesiono do sióstr. Trzyletnie dziecko znaleziono w norze pod chodnikiem.
Za takie gesty heroizmu siostry płaciły cenę życia. W okolicy Powązek osiem szarytek oblano benzyną i spalono żywcem. Za ukrywanie Żydów siostra Piątkowska została zabita na miejscu. Uratowanym dzieciom wystawiano nowe metryki ze zmienionymi imionami i nazwiskami. Dla retuszowania rys zakładano na twarze opatrunki, bandażowano głowy, utleniano włosy. Niektóre chowane były w specjalnych skrytkach. Ryzyko było wielkie, podobnie jak przy wywożeniu dzieci do innych sierocińców lub dom opieki. Uratowano w ten sposób życie wielu Żydom. Prof. Józef Bogusz twierdzi, że Polacy uratowali życie stu, a nawet stu dwudziestu tysiącom Żydów. Za tę pomoc tysiące Polaków przypłaciło życiem. Ocalały listy dziękczynne Żydów pisane do sióstr i księży ze słowami szczerej podzięki za uratowanie im życia w czasie okupacji. (Por. Duchowieństwo polskie wobec Żydów w okresie II wojny światowej ks. Fr. Stopniaka).
Jan Paweł II w Oświęcimiu-Brzezince 7 czerwca 1979 r. powiedział: "Obok tablicy z napisem hebrajskim nie wolno nikomu przejść obojętnie. Ten naród, który od Boga otrzymał przykazanie: «Nie zabijaj», w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania". W Warszawie w 1983 r. uklęknął Papież przed pomnikiem Getta, modlił się i złożył wiązankę biało-czerwonych goździ[44]ków. W synagodze żydowskiej w Rzymie 13 kwietnia 1986 r. mówił o holokauście milionów niewinnych ofiar: "Jesteście umiłowanymi naszymi starszymi braćmi. Kościół potępia akty antysemityzmu, które były kierowane przeciw Żydom kiedykolwiek i przez kogokolwiek". Ostatnie zdanie wywołało gorące oklaski, a uratowani z obozów Żydzi powiewali chustami o barwach pasiaków.
W dziele niesienia pomocy Żydom zasłużyli się lekarze. Dr Rostkowski, dr Stępniewski po kryjomu leczyli chore dzieci żydowskie, a dr Fr. Raszeja został zastrzelony podczas konsultacji z chorym w getcie. Jan Pleśniakowicz, oficer wojsk polskich, mimo surowych restrykcji, ciągłych rewizji i łapanek przewoził dla wysiedlonych Żydów pieniądze, lekarstwa, bieliznę, odzież. Sumienie dyktowało mu nieść pomoc zagrożonym ludziom bez względu na wyznanie.
Boli mnie, że autor filmu Shoah, Claude Lanzmann (film trwa 9 i pół godz.), zafałszował prawdę, szkalując Polaków, że to oni ponoszą odpowiedzialność za zagładę Żydów. To jest nieprawda.
Oświęcim jest także miejscem męczeństwa setek tysięcy Polaków. I to powinno dwa narody łączyć, a nie dzielić.
Smuci mnie bardzo, że Żydzi chcą usunąć siostry karmelitanki z Oświęcimia myśląc, że modlitwa jest profanacją ich miejsca zagłady. Czyż to ma być wdzięczność za to, że w ogniowej próbie oddawały życie za niesienie pomocy Żydom? Idea modlitwy, ekspiacji, pokuty jest przecież wspólna religii chrześcijańskiej i judaizmowi. Modlitwa nie przerywa milczenia, nie zaciera pamięci o martyrologii Żydów, lecz ją utrwala, nadaje jej wymiar transcendentny. Obecność karmelitanek w pobliżu miejsca straszliwych zbrodni ma budzić sumienia, być przestrogą, by już nigdy do takiej nienawiści ludzkość się nie posunęła. Ks. kard. Franciszek Macharski twierdzi, że "to jest drogowskaz wskazujący, że miłość jest możliwa i silniejsza niż zło". Pomnik żywej modlitwy jest trwalszy od czterech milionów kamieni.
Kochani Żydzi! Nie zabraniajcie Siostrom modlić się na tym miejscu, które znajduje się poza obrębem obozu. One wołają:
- Chcemy, aby Oświęcim nie tylko był muzeum zbrodni, ale także miejscem świętym, w którym miliony ludzi dało świadectwo heroizmu, zachowało człowieczeństwo do końca. Chcemy się modlić, aby tu rodziła się miłość, pokój, braterstwo.
Jako chylący się do grobu świadek wołam:
- Modlitwa w obozie zawsze nas jednoczyła, a nie dzieliła. Obojętne, kto się modlił: Polaków, Żyd czy Rosjanin. Stanowiliśmy jedną wspólnotę. Gdyby umarli powstali, stwierdziliby, że w obozie razem walczyliśmy o przetrwanie, nigdy nie byliśmy podzieleni ani wrogo jedni przeciw drugim nastawieni. Dlaczego dzisiaj wasze antagonizmy chcą nas po śmierci poróżnić, burzyć wspólnotę, w którą wrośliśmy przez cierpienie? Pozwólcie siostrom zakonnym oraz wszystkim ludziom modlić się, gdzie chcą i jak chcą. Nie zamącajcie pokoju, nie budźcie uczuć nienawiści na miejscu świętym.

