Młody Rycerz Niepokalanej (5)
Fragment wywiadu, jakiego udzielił bp Józef Michalik przedstawicielowi Młodzieży Katolickiej
M. K.: Przed kilku laty ks. Biskup był członkiem Papieskiej Rady do Spraw Świeckich w Rzymie, szefem Biura Młodzieży. Tego typu funkcja umożliwia zapewne wiele kontaktów, dobre rozeznanie sytuacji w Kościele i świecie... Czy można powiedzieć, że w Polsce pokutuje ciągle zbyt wyidealizowana wizja Zachodu?
Bp Michalik: Myślę, że tak. A przecież to my właśnie jesteśmy tym ciekawym, narodem, w Europie unikalnym. Nie wiem, w świecie może są inne, podobne przypadki. Jesteśmy narodem słowiańskim, o duszy słowiańskiej w, pełnej tego ciepła wschodniego, ale o mózgu zachodnim. Całą tęsknotę mamy zakodowaną w kierunku tego Zachodu, bo właściwie my żyjemy kulturą zachodnią. Uratowała nas kultura zachodnia. Widzimy Wschód, mamy w sobie ten nerw wyczucia i sentymentalizmu Wschodu, ale jednocześnie żyjemy i skoncentrowani jesteśmy na Zachodzie.
M. K.: Czy jesteśmy ciągle wschodnim przedmurzem chrześcijaństwa?
Bp Michalik: Tak. Myślę, że może nawet głębiej: niesiemy w sobie, jesteśmy tym punktem spotkania, tym, który daje możliwość spotkania, tego przedmurza broni w sobie. A może nie tylko broni, ale daje życie, zapładnia czy daje wzrost i pozwala na kontakt jednego z drugim. To jest bogactwo, że możemy być w taki sposób twórczy. To jest misja Polski, wspaniała, fantastyczna. Niemniej niesiemy jednocześnie w sobie te tragedie. że nie możemy być ani jednym, ani drugim. Ale z drugiej znów strony ta nasza fascynacja Zachodem naprawdę jest bardzo niebezpieczna.
M. K.: Szczególnie dzisiaj, kiedy można by zaryzykować tezę, że kultura płynąca z Zachodu nie jest już zachodnia. Kulturę. którą zwykliśmy określać zachodnią, tworzyła dawniej Grecja i Rzym, rozumiany tutaj również jako chrześcijaństwo, jako papiestwo. Dzisiaj ta kultura, określana zachodnią, zrywa zarówno z tradycją i etyką chrześcijańską, jak i z estetyką grecką. W związku z tym można powiedzieć; że odcina się od korzeni. U nas natomiast jest ciągle przyjmowana jako zachodnia, gdyż w znaczeniu geograficznym stamtąd pochodzi.
Bp Michalik: Jeszcze trzeba by rozwijać tę myśl dalej. Właśnie chrześcijaństwo uratowało kulturę rzymską, grecką. A może inaczej: uratowało pewne elementy tej kultury. Natomiast ona umarła śmiercią naturalną dlatego, że właściwie uległa rozkładowi. Wiemy z historii, że musiała umrzeć. Nie umarły idee, rozwinięte, wartościowe, zostały pewne wypracowane systemy filozoficzne. Natomiast sytuacja jest taka, że dzisiaj nasz fenomen fascynacji Zachodem czy w ogóle oczekiwanie na kulturę zachodnią właśnie jest tym bardziej tragiczne, że Zachód właściwie odcina się od tego, z czego wyrósł, od chrześcijaństwa. On nie nawiązuje do tej kultury, tylko w ogóle się odcina - ja nie wiem, [144]czy wolno użyć mocnego słowa, ale powiedziałbym, że odcina się od swoich źródeł, z których czerpał soki życiowe,
Teraz nie bardzo wie, dokąd ma iść i jako propozycję ma zwykły hedonizm, praktyczny materializm, który nie rozwija człowieka. Człowieka nie może rozwijać wizja drugiego człowieka uczynionego niewolnikiem czy rozwoju samego siebie w oparciu o dobra materialne, bo człowiek jest czymś głębszym, przerastającym siebie. To jest nasza prawdziwa tragedia. Spoglądają na ten Zachód ludzie młodzi, tęskniący za tym Zachodem, a tymczasem kontakt z nim bywa często bardzo gorzki. Ja wiem, że to jest niepopularne dzisiaj wśród młodzieży stwierdzenie, ale jednak trzeba to mówić w imię uczciwości.
M. K.: Kościół często mówił rzeczy niepopularne, ale prawdziwe.
Bp Michalik: Tak, dzisiaj widzimy czasami młodych ludzi, którzy idą, szukają rozwoju, a zawężają ten rozwój do samochodu czy mieszkania. Faktem jest; że muszą być warunki konieczne do rozwoju, a u nas ta młodzież często nie ma tych podstawowych możliwości. Natomiast - czy rozwiązaniem problemu jest wyjazd na Zachód? Jeśli młodzież by jechała nawet na Zachód z myślą reformowania Zachodu, uzyskania pewnego minimum życiowego, ale z tą ambicją, że my też mamy mu coś do zaofiarowania, nasze doświadczenia, przestrzeganie go przed niebezpieczeństwami, to rozumiem, że taka postawa rozwijałaby naszą emigrację, scalała ją, wiązała w imię dobra. Natomiast jeśli się jedzie z motywem tylko ekonomicznym, to niesie się w sobie zakodowaną tragedię samozniszczenia, którą widać przez wynarodowianie, często przez utratę wiary, przekreślenie zasad moralnych itd...
M. K.: Często obserwowałem, jak nawiązują się i rozwijają kontakty polskiej młodzieży z młodzieżą z Francji, RFN, USA-i daje się odczuć zjawisko lekkiego poczucia mniejszej wartości młodzieży polskiej w tym bezpośrednim kontakcie, jak gdyby lekkie zażenowanie i przyjmowanie niemal wszystkiego, co tamci proponują.
Bp Michalik: To jest realne niebezpieczeństwo.
M. K.: Skąd się to bierze?
Bp Michalik: Nasza bariera językowa odgrywa ważną rolę w formowaniu naszej mentalności. Cały nasz naród tkwi od wieków w pewnym kompleksie niższości. Obserwowałem to u młodych księży, którzy przybywali na studia do Rzymu, co roku. To pierwsze onieśmielenie. Dla nas Zachód to technika, nowoczesność, przyszłość... tęsknimy za tym. O nas nie piszą, nie mówią, bo nas nie rozumieją. Pierwsza trudność - bariera językowa, potem - nie mniejsza - bariera pojęciowa. Często te same rzeczy nazywają się tak samo, a co innego znaczą, i to jest paradoks, w którym wszyscy uczestniczymy. Ale jeśli ktoś, to właśnie młodzież może się wyzwolić z tego kompleksu dość łatwo. Bo już wielu naszych młodych trochę różnymi językami mówi. Młodzi ponadto bez słów też potrafią się zrozumieć. To jest kategoria, która ma pewne wspólne cele, nadzieje, kłopoty osobiste, z samymi sobą, z przyszłością. Łatwiej wtedy nawiązuje się kontakty i łatwiej się zrozumieć.
Młodzież nasza nie ma powodu, aby trwać na klęczkach przed Zachodem. Trzeba zapraszać z zewnątrz ludzi, żeby inni pomogli nam odkryć nasze wartości, żeby naszą młodzież pozbawić kompleksów. Jeśli będą kompleksy, to i reakcje będą nieproporcjonalne do bodźców, oczekiwania niewłaściwe. Musimy pozbyć się kompleksów. To nie znaczy, żeby zła nie nazywać już złem. Musimy zacząć się dowiadywać, że duszpastersko, narodowo, uczuciowo mamy pewne sukcesy. My nie jesteśmy gorsi, chociaż jesteśmy inni...
