Przemówienie Papieża do młodzieży na Westerplatte (12 VI)
[...] Młody człowiek pyta Chrystusa: "co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?" (Mk 10,17). W odpowiedzi Ten, którego młodzieniec nazwał "Nauczycielem dobrym" (por. tamże), wskazuje mu na przykazania Boże. "Znasz przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie (czyli: bądź prawdomówny), nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę" (Mk 10,19).
Wybierając dobro człowiek rośnie
Przykazanie Boże. Dekalog. Znamy je dobrze. Umiemy na pamięć - i często powtarzamy. Przemawiają one do każdego człowieka bezpośrednią oczywistością prawdy w nich zawartej. Przykazania te nadał Bóg ludowi Starego Przymierza za pośrednictwem Mojżesza, ale równocześnie są one, nawet i bez tego nadania, wypisane "w sercu" człowieka. Nadanie tych przykazań ze strony Boga jest poniekąd potwierdzeniem ich obecności w świadomości moralnej człowieka. Zarazem wzmocnieniem mocy zobowiązywania tych zasad w sumieniu każdego.
W ten sposób znajdujemy się w samym centrum-sprawy, której na imię: człowiek.
Człowiek: każdy i każda z Was. Człowiek jest sobą poprzez wewnętrzną prawdę. Jest to prawda sumienia, odbita w czynach. W tej prawdzie każdy człowiek jest zadany samemu sobie. Każde z przykazań, które wymienia z przekonaniem młody rozmówca Chrystusa, każda zasada moralności, jest szczególnym punktem, od którego rozchodzą się drogi ludzkiego postępowania, a przede wszystkim drogi sumień. Człowiek idzie za prawdą tutaj wyrażoną, którą równocześnie dyktuje mu sumienie, albo też postępuje wbrew tej prawdzie. W tym miejscu zaczyna się istotny dramat, dramat tak dawny jak człowiek. W punkcie, który ukazuje Boże przykazanie, człowiek wybiera pomiędzy dobrem a złem. W pierwszym wypadku - rośnie jako człowiek, staje się bardziej tym, kim ma być. W drugim wypadku - człowiek się degraduje. Grzech pomniejsza człowieka.
Czy tak nie jest? Rozejrzyjcie się wokoło! Popatrzcie po środowiskach bliższych i dalszych! Czyż tak nie jest? [...]
Zagrożeniem jest klimat relatywizmu. Zagrożeniem jest rozchwianie zasad i prawd, na których buduje się godność człowieka i rozwój człowieka. Zagrożeniem jest sączenie opinii i poglądów, które temu rozchwianiu służą.
Aktualne są tu słowa kardynała Newmana, iż potrzeba ludzi, którzy znają swoją religię i którzy ją zgłębiają; którzy dokładnie wiedzą, jaka jest ich pozycja; którzy są świadomi tego, w co wierzą, a w co nie; którzy tak dobrze znają swoje «Credo», że potrafią z niego zdać sprawę; którzy do tego stopnia poznali historię, że umieją jej "bronić".
"Bardziej być" ważniejsze niż "więcej mieć"
Młodzieniec z Ewangelii miał bardzo jasny pogląd na zasady, wedle których winno się budować ludzkie życie. A jednak i on w pewnym momencie nie potrafił, nie zdołał przekroczyć progu swoich uwarunkowań. Kiedy Chrystus, zwracając się do niego z miłością, powiedział: "pójdź za Mną" (por. Mk 10,21) - nie poszedł. Nie poszedł, ponieważ - jak czytamy "miał majętności wiele" (por. Mk 10, 22). Pragnienie, aby zachować to wszystko, co miał, przeszkodziło mu. Pragnienie, ażeby "mieć", żeby "więcej mieć", przeszkodziło mu w tym, ażeby "bardziej być".
Droga bowiem, jaką wskazywał Chrystus, do tego prowadziła, ażeby "bardziej być"! Zawsze do tego prowadzą wskazania Ewangelii. W każdym bez wyjątku zawodzie czy powołaniu - wezwanie Chrystusa do tego prowadzi.
Wasze powołania, wasze zawody są różne.
Musicie dobrze rozważyć, w jakim stosunku na każdej z tych dróg - pozostaje "bardziej być" do "więcej mieć". Ale nigdy samo "więcej mieć" nie może zwyciężyć. Bo wtedy człowiek może przegrać rzecz najcenniejszą: swoje człowieczeństwo, swoje sumienie, swoją godność. To wszystko, co stanowi też perspektywę "życia wiecznego".
"Życie wieczne" - to królestwo Boże. Przykazania Boże do niego stanowią drogę. Ale... czyż nie jest prawdą, że zależy od nich równocześnie to, co tu na ziemi można nazwać "królestwem człowieka"? Czyż może być życie na jakimkolwiek miejscu ziemi "królestwem człowieka", jeśli się odrzuci te przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca i matkę swoją?
Młody rozmówca Chrystusa odszedł i odszedł smutny (por. Mk 10,22). Dlaczego smutny? Może zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele traci.
Istotnie. Tracił ogromnie wiele. Gdyby został z Chrystusem tak jak Apostołowie, byłby się doczekał dnia jerozolimskiej Paschy. Tak. Byłby się doczekał krzyża na Golgocie, ale potem i zmartwychwstania. I zstąpienia Ducha Świętego. Byłby się doczekał tej przedziwnej przemiany, jakiej w dniu Pięćdziesiątnicy dostąpili Apostołowie. Stali się nowymi ludźmi. Osiągnęli wewnętrzną moc prawdy i miłości.
Gdyby został przy Chrystusie ów młody człowiek, byłby się przekonał o tym, że On Nauczyciel i Mistrz - umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował (J 13,1). I właśnie przez tę miłość do końca dał im moc, aby się stali synami Bożymi (por. J 1,12). Oni - ludzie. Zwyczajni, słabi ludzie.
Właśnie dlatego Kościół w Polsce w ciągu tych dni Eucharystycznego Kongresu skupia się cały na tej Chrystusowej miłości do końca, aby odkryć źródło tej samej duchowej mocy dla wszystkich synów i córek tej doświadczonej polskiej ziemi.
Aby odkryć tę moc w szczególności wobec Was: młodych.
Potrzebna wam moc Chrystusa
Ta moc ducha, moc sumień i serc, moc łaski i charakterów, jest nieodzowna szczególnie w tym waszym pokoleniu. Jest ona potrzebna, aby nie ulec pokusie rezygnacji, obojętności, zwątpienia czy wewnętrznej, jak to się mówi, emigracji; pokusie wielorakiej ucieczki od świata, od społeczeństwa, od życia, także ucieczki w znaczeniu dosłownym - opuszczania Ojczyzny; pokusie beznadziejności, która prowadzi do samozniszczenia osobowości własnej, własnego człowieczeństwa poprzez alkoholizm, narkomanię, nadużycia seksualne, szukanie doznań, wyżywanie się w sektach czy innych związkach, które są tak obce kulturze, tradycji i duchowi naszego Narodu.
Ta moc jest potrzebna, ażeby samemu umieć docierać do źródeł poznania prawdziwej nauki Chrystusa i Kościoła, zwłaszcza wtedy, gdy na różne sposoby usiłuje się Was przekonać, że to, co "naukowe", co "postępowe" zaprzecza Ewangelii, gdy ofiarowuje się Wam wyzwolenie i zbawienie bez Boga, czy nawet wbrew Bogu.
Ta moc jest potrzebna, by żyć we wspólnocie Kościoła, współtworzyć środowiska oparte na akceptacji Chrystusa-Prawdy, by dzielić się ze wspólnotą swoim bogactwem, a także swoimi poszukiwaniami.
Tyle jest serc, tyle jest serc, które czekają na Ewangelię.
Ta moc jest potrzebna, by żyć na co dzień odważnie, także w sytuacji obiektywnie trudnej, aby dochować wierności sumieniu w studiach, w pracy, by nie ulec modnemu dziś konformizmowi, by nie milczeć, gdy drugiemu dzieje się krzywda, ale mieć odwagę wyrażenia sprzeciwu słusznego i podjęcia obrony. Dzisiejsze "więcej być", "więcej być" młodego człowieka to odwaga trwania pełnego inicjatywy, pełnego inicjatywy - nie możecie z tego zrezygnować, od tego zależy przyszłość każdego i wszystkich. - trwania pulsującego świadectwem wiary i nadziei. "Więcej być" to na pewno nie ucieczka od sytuacji trudnych.
Ta moc potrzebna jest, by żyć autentycznym życiem wiary, życiem sakramentalnym, które odnawia się zwłaszcza w Sakramencie Pokuty i wyraża się najpełniej przez Eucharystię.
Ta moc jest potrzebna, by apostołować w swoim otoczeniu radością i nadzieją, mimo wszystko. Jest potrzebna, by dawać siebie innym w rodzinie, w szkole czy na uczelni, we wspólnocie parafialnej, w środowisku, wszędzie - na miarę swoich możliwości.
Ta moc potrzebna jest, aby od siebie wymagać. Aby postępowaniem Waszym nie kierowała chęć zaspokojenia własnych pragnień za wszelką cenę, ale poczucie powinności: spełniam to, co jest słuszne, co jest moim obowiązkiem. Przyjmijcie słowa, które powiedziałem kiedyś do młodych ludzi na Jasnej Górze: Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali (18 czerwca 1983 r.).
Przyszłość Polski zależy od Was i musi od Was zależeć. To jest nasza Ojczyzna. To jest nasze "być" i nasze "mieć". I nikt nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego "być" i "mieć" nie zależała od nas.
Każde pokolenie Polaków, każde pokolenie, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich dwustu lat, ale i wcześniej, przez całe tysiąclecie stawało przed tym samym problemem, można go nazwać problemem pracy nad sobą, a żadne nie uciekało od odpowiedzi na wezwanie swoich czasów. Dla chrześcijanina nigdy sytuacja nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei. To nas wyróżnia, począwszy od tego Patriarchy, którego nazywa św. Paweł ojcem naszej wiary. Wierzył wbrew nadziei. To nas wyróżnia, poprzez Bogarodzicę, do której Elżbieta przy nawiedzeniu powiedziała: błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła - po ludzku wbrew nadziei. Uwierzyła, że się stanie, bo w dziejach człowieka działa Bóg. Działa Bóg - powiedział Chrystus - Ojciec mój dotąd działa i ja działam. To miejsce jest także świadkiem wielkiego działania Boga przez ludzi. Moc płynie z modlitwy i ofiary, która jest wyrazem miłości.
Macie trwać na swoim "Westerplatte"
Wiemy, że tu, na tym miejscu, na Westerplatte, we wrześniu 1939 roku, grupa młodych Polaków, żołnierzy, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego, trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą. Walkę bohaterską.
Pozostali w pamięci Narodu jako wymowny symbol.
Trzeba, ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi i coraz nowych pokoleń Polaków.
Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje "Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, który trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można "zdezerterować".
Wreszcie - jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba "utrzymać" i "obronić": tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić w sobie i wokół siebie. Utrzymać i obronić - dla siebie i dla innych.
Biskup Kozal, męczennik z Dachau, powiedział: Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha u ludzi. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem wrogów (Ks. Wojciech Frątczak, Biskup Michał Kozal, w: Chrześcijanie, t. 12. ATK, Warszawa 1982, str. 85.) Bardzo dobrze, żeście oklaskali słowa sługi Bożego. Jest to jak gdyby ostatni argument do tej beatyfikacji, jaka ma się odbyć w niedzielę w Warszawie.
Otóż właśnie, drodzy przyjaciele, w takim momencie, nazwijmy go - w momencie Westerplatte, w takim momencie (momentów po{-248=}dobnych jest wiele, powtarzają się w życiu każdego społeczeństwa, w życiu każdego człowieka, nie stanowią jakiegoś historycznego wyjątku) - w takim momencie pamiętajcie:
Oto przechodzi w Twoim życiu Chrystus - i mówi: pójdź za mną.
Nie opuszczaj Go. Nie odchodź. Przyjmij to wezwanie. W przeciwnym razie - może zachowasz wiele majętności, tak jak ten młodzieniec z Ewangelii, ale odejdziesz smutny. Pozostaniesz ze smutkiem sumienia.
Drodzy Przyjaciele! Pragnę powiedzieć waszym rówieśnicom i rówieśnikom na różnych miejscach ziemi, spotykając się z nimi, podobnie jak dziś z wami, że:
- są w Polsce młodzi ludzie, którzy pragną świata lepszego, bardziej ludzkiego. Świata prawdy, wolności, sprawiedliwości i miłości.
- Pragnę powiedzieć waszym rówieścicom i rówieśnikom na całym świecie, że są w Polsce ludzie, którzy to podstawowe pragnienie mimo wszystkich trudności - starają się wprowadzić w czyn i uczynić rzeczywistością swoich środowisk, swego Narodu i społeczeństwa.
- Pragnę powiedzieć, że ludzie ci, ich rówieśnice i rówieśnicy w Polsce, trwają na rozmowie z Chrystusem: słyszą Jego wezwanie pójdź za mną, i wezwanie to starają się stosować do różnych powołań, "darów", jakie są udziałem każdego w Kościele i w społeczeństwie;
- że nie chcą rozstawać się z naszym Mistrzem i Odkupicielem wśród smutku sumienia, ale szukają u Niego wytrwale mocy i radości, takiej mocy i takiej radości, jakiej świat dać nie może (por. J 14,27). Jaką daje tylko On: Chrystus - i Jego Eucharystia.

