60-lecie Misji MI w Japonii
Niepokalanów nie myślał ograniczać się w pracy apostolskiej do Polski i już w swych początkach projektował rozpoczęcie misji w krajach pogańskich. W notatniku swym pod datą 13 maja 1929 r. o. Alfons Kolbe pisał: "Uderzył mnie w «Misjach Katolickich» artykuł wstępny pt. Misjonarzy, misjonarzy, w którym ks. Krzyszkowski tak mocno wzywa do misji, że kamień by się poruszył... Artykuł ten odczytałem po raz wtóry po obiedzie, chodząc boso z o. Maksymilianem środkową drogą. I wtedy wnioski: poprosić O. Generała o błogosławieństwo, by móc zapał czytelników «Rycerza» dla sprawy misyjnej wykorzystać... Misje pod patronatem Niepokalanej! w MI! w Niepokalanowie! Nie o pozwolenie, ale o błogosławieństwo prosić... Bo, doprawdy, misje ruszyć trzeba! Dotychczas z braku tychże stoimy na jednej nodze franciszkanizmu (ubóstwo). Misje to rzecz Franciszkowa!! Pełną piersią wtedy odetchniemy!!". Trzeba było zacząć od założenia seminarium misyjnego. Opatrznościowo o. Kornel Czupryk, prowincjał, w czasie pobytu w Zagrodzie Niepokalanej w dniu 17 maja 1929 r., słysząc uskarżanie się braci Kolbów: Maksymiliana i Alfonsa na brak kapłanów w Niepokalanowie, odezwał się w formie żartu: "Załóżcie sobie internat, a w przyszłości będziecie tu mieli dużo kapłanów". Jakież było jego zdziwienie, gdy wkrótce potem, 31 maja, zjawił się w Krakowie o. Alfons z gotowym planem otwarcia seminarium w tymże roku. "Przyznam się - zwierzył się potem prowincjał - że gdy dowiedziałem się o celu przyjazdu o. Alfonsa, wypadłem z równowagi i tylko siłą woli panowałem nad sobą. Przywiezionych planów nie rozpatrywałem, ani przedłożonych wniosków nie przyjąłem do wiadomości". Projekt wydawał się całkowicie nierealny. Toteż zdziwienie niepokalanowian nie miało miary, kiedy 4 czerwca 1929 r. nadszedł list prowincjalski (z 2 VI) następującej treści:
"W imię świętego posłuszeństwa... rozkazuję O. Gwardianowi założyć internat w ubogim naszym klasztorku w Niepokalanowie na rok 1929/30". Tłumaczył się potem o. Czupryk, że po gorącej modlitwie przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej jakaś wewnętrzna siła, której oprzeć się nie był w stanie, wprost zmusiła go do powzięcia pozytywnej decyzji. Bezzwłocznie zabrano się w Niepokalanowie do budowy i jesienią 1929 r. Małe Seminarium Misyjne zaczęło funkcjonować pod kierunkiem o. Alfonsa.
O. Maksymilian nie myślał jednak czekać dziesięciu lat, aż z jego seminarium wyjdą pierwsi kapłani. Chciałby jak najprędzej założyć jakąś placówkę misyjną i wydawać w niej "Rycerza" dla pogan. Tym, co mu tłumaczyli, że Niepokalanów polski za mało ma jeszcze sił, by mógł się porwać na misje, odpowiadał: "Misje winny być wykwitem nadmiaru sił żywotnych (nie liczbowych, ale żywotnych!)... Nie liczba tu znaczy! Św. O. Franciszek miał małą garstkę braci, a puścił się - on pierwszy! - na misje, podczas gdy ówczesne zakony, liczne, o misjach nie myślały. Projekt wyprawy w kraje pogańskie przedstawił najpierw prowincjałowi, a potem "generałowi misji", o. A. Orlichowi (1924-1930), do którego udał się osobiście w drugiej połowie stycznia 1930 r. 26 stycznia mógł już pisać: "Podróż do Rzymu przedsięwziąłem przede wszystkim w tym celu, by się przekonać, jaka jest możliwość wydawania «Rycerza» w języku chińskim, japońskim i hinduskim. Już w Kolegium Propagandy krajowcy przygotowują numer majowy i od N. O. Generała mam błogosławieństwo na założenie Rycerza i początków Niepokalanowa w Chinach i Japonii. W lutym więc (przy końcu) wyruszam z Braćmi do tych krajów".
Otrzymawszy błogosławieństwo najwyższego przełożonego Zakonu, o. Maksymilian poczynił zaraz najkonieczniejsze przygotowania do podróży. Za najważniejsze uważał pokłonić się i polecić Niepokalanej w Lourdes (30 I) i w Kaplicy Cudownego Medalika w Paryżu (31 I) oraz patronce misji, św. Teresie od Dzieciątka Jezus, w Lisieux (1 II). Gdy w Paryżu zapytał go ks. Ferdynand Machay, czy ma pieniądze na wyprawę misyjną, odpowiedział: "Pieniądze? Jakoś zajedziemy, a tam Niepokalana pomoże, bo to Jej sprawa i Jej Syna"

