Część II
"Bóg i ojczyzna" - to hasło wypisywali na sztandarach nasi przodkowie łącząc w nim służbę dla ojczyzny z najważniejszym życiowym celem, jakim jest służba Bogu. W ten sposób traktowany patriotyzm jest nałożonym przez Stwórcę moralnym obowiązkiem i musi być w pełni zgodny z prawem Bożym. Stąd płynie bardzo ważny wniosek, że w imię miłości ojczyzny i dla jej "dobra" nie wolno dokonywać czynów wyraźnie sprzecznych z moralnym prawem i przykazaniami Boga. Oczywiste jest też, że każdy naród ma takie samo prawo do swobodnego rozwoju, do miłości swej ojczyzny i rozwoju swej kultury. Głęboko fałszywe jest twierdzenie, że w polityce i stosunkach międzynarodowych etyka nie ma zastosowania, że tu panuje prawo dżungli. Niestety, jak dotychczas, na ogół panuje. Ale czy tak być powinno?
Rozważając prawa i przykazania Boże widzimy wyraźnie, że jak między poszczególnymi ludźmi, tak i między narodami wzajemne stosunki powinny układać się na zasadzie poszanowania, przyjaźni i współpracy. Tego wymaga cywilizacja miłości i o tym myślał Jan Paweł II wołając do narodów świata: "Otwórzcie drzwi Chrystusowi".
Jest też oczywiste, że pomyślny rozwój, kultura, bogactwo duchowe i materialne każdego kraju zależą od wartości moralnej jego obywateli. Chodzi o to, czy umieją oni prawidłowo kochać swą ojczyznę, czy zdolni są do [10]ofiarnej dla niej służby i czy potrafią w różnych sytuacjach stawiać jej dobro przed własnymi prywatnymi korzyściami, przed własną karierą, bogactwem i użyciem. Z tej ofiarnej, zdolnej do poświęceń służby rodzi się ogólne dobro całego narodu, a więc i poszczególnych jego obywateli. Toteż każdy powinien rozliczyć się ze sobą W tym zakresie, dokonując patriotycznego rachunku sumienia. A im wyższe stanowisko danego człowieka, im większa jego władza i wpływy, tym częściej i skrupulatniej powinien on zastanawiać się, czy zawsze w swym działaniu dobro ojczyzny stawia ponad własnymi korzyściami. Im więcej jest ludzi, którzy tę hierarchię odwracają myśląc tylko o własnych zyskach i przywilejach, tym cięższe warunki życia narodu, tym głębszy jego moralny i materialny upadek.
Jak w każdej innej naturalnej miłości, również i w miłości ojczyzny możemy wyróżnić zarówno uczucie, jak i tzw. miłość dobrej woli. Jako uczucie miłość ojczyzny może mieć bardzo różną wartość - od prymitywnego i przyziemnego zadowolenia z różnych jej wartości i z dóbr, których ona dostarcza, aż do namiętnego, płomiennego nawet uwielbienia i krańcowej ofiarności, gotowej oddać za nią życie. Taki patriotyczny zapał jest ogromną, bezcenną wartością, ale jak każde uczucie, może wypalić się i zgasnąć lub, co gorsza, może być błędnie użyty do działań, które w rezultacie zamiast pożytku przynoszą ojczyźnie wielką szkodę.
Trzeba mocno podkreślić, że ta uczuciowa miłość, choć jest ważna, sama nie wystarcza. W miłości ojczyzny nieodzownym elementem musi być miłość dobrej woli kierująca się prawem moralnym i obowiązkiem, a także rozumem, który ocenia, jak w zmieniających się sytuacjach ten obowiązek ma być realizowany.
Nie sposób przecenić roli tego ostatniego czynnika-rozumowej analizy, roztropnej oceny sytuacji, mądrego przewidywania. Bardzo wyraźną i gorzką lekcję dają nam co do tego losy naszej ojczyzny w ciągu ostatnich stuleci. W okresie przedrozbiorowym ówczesna szlachta, która sama tworzyła naród, w ogromnej swej większości dbała tylko o własne korzyści, o własną "złotą wolność". Ograniczając drastycznie wojsko i władzę króla wysuwała hasło: "Polska nierządem stoi", hasło, w którym upatrywano głęboką "polityczną doktrynę" w przekonaniu, że słabego kraju nikt się bać nie będzie, więc zostawią go w spokoju.
Za późno przyszła mądrość sejmu czteroletniego i majowej konstytucji. Szok rozbiorów i wymazanie Polski z mapy Europy wzbudziły u wielu Polaków wybuch patriotyzmu uczuciowego - niestety w tej ofiarnej, zdolnej do wielkich poświęceń miłości ojczyzny często brakowało właśnie krytycznej rozwagi i rozsądku. Owszem, mieliśmy wybitnych ludzi (przykładem może być Staszic), którzy potrafili mądrze i wytrwale pracować dla ojczyzny tworząc dzieła wielkie. Niestety, wysiłki te często niszczone były przez zbrojne wybuchy, których źródłem był zapalny, wyłącznie uczuciowy młodzieżowy patriotyzm.
Czcimy pamięć powstaniowych zrywów, wielbimy patriotyczne bohaterstwo walczących, ale jest faktem, że każde powstanie pozbawiało ojczyznę najlepszych synów (którzy masowo ginęli, byli zsyłani lub emigrowali), a. kraj pogrążało w morzu cierpienia i coraz ciemniejszej nocy niewoli i ucisku. A przecież było to tak łatwe do przewidzenia, nieraz wręcz oczywiste - inaczej być nie mogło.
Zofia Kossak-Szczucka opisując w powieści pt. Dziedzictwo gorąco uczuciową atmosferę przed powstaniem styczniowym podkreśla, że "znienawidzony zdrowy rozsądek" był wtedy uważany nieomal za zdradę narodową, niebezpiecznie było z nim występować. A wiemy, jaki był stan kraju po powstaniu. Trzeba dodać, że przysłużyło się ono bardzo Bismarckowi, który bez przeszkód ze strony Rosji mógł zjednoczyć swój kraj i stworzyć niemiecką potęgę. I wszystkim tym naszym nieszczęsnym, z góry na klęskę skazanym walkom towarzyszyła naiwna wiara w zbrojną pomoc Zachodu.
Niestety, Zachód nigdy nie rozumiał, że właśnie silna Polska byłaby gwarantem pokoju w Europie. Pozwolił, by na trupie Polski rozrosły się Niemcy, za co zapłacił w XX wieku dwiema wojnami światowymi.
Musimy usilnie się starać o kształtowanie i rozwijanie patriotyzmu "całościowego", na który składa się nie tylko uczucie i bezwzględna wierność, lecz również rozum i wytrwała dobra wola, odporna na różnego rodzaju trudności i niedostatki.
Jak żyć, o tym mówi religia, i kto żyje w zgodzie z Bogiem, jest zarazem dobrym synem czy córką swej ojczyzny, nie opuszcza jej, uczciwie pracując i dobrze wychowując dzieci. Trzeba jednak zwrócić specjalną uwagę na dwa poważne niebezpieczeństwa zagrażające dziś naszemu krajowi. Pierwsze z nich to niedostateczny przyrost ludności, co prowadzi do starzenia się i stopniowego wymierania społeczeństwa. Drugi groźny wróg to pogłębiająca się demoralizacja, przejawiająca się w wielu dziedzinach naszego życia.
Walka z tymi groźnymi zjawiskami to podstawowy patriotyczny program na dzień dzisiejszy.
Wprowadzenie w roku 1956 legalizacji przerywania ciąży i zarazem silnej propagandy antynatalistycznej sprawiło, że w latach sześćdziesiątych powstała "wyrwa demograficzna", przewyższająca - skutki dwóch wojen światowych razem wziętych. Wysuwano wtedy hasło: "im nas będzie mniej, tym nam będzie lepiej" (hasło równie mądre, jak przedrozbiorowa dewiza "Polska nierządem stoi"). Wyludnienie kraju miało spowodować nadejście ery dobrobytu. Era ta nie nadeszła, za to dziś gospodarka polska cierpi na dotkliwy brak rąk do pracy, co nie było trudne do przewidzenia 20 lat temu.
Nasza najistotniejsza racja stanu wymaga, aby tu, w naszym kraju - nad Wisłą i Bugiem, Wartą i Odrą - żyło, pracowało i rozwijało swą kulturę co najmniej 80-100 milionów Polaków. Obliczono, że nasz areał ziemi mógłby doskonale wyżywić 150-180 milionów ludności.
Często zapomina się o tym, że człowiek to nie tylko żołądek, który potrzebuje pokarmu, lecz to również ręce, które pracują i wytwarzają, oraz głowa, rozum, który przez nowe idee i wynalazki zmienia rzeczywistość i zwielokrotnia produkcję. Japonia ma na podobnym do nas obszarze kilkakrotnie mniej ziemi ornej, a 121 milionów ludności, która bynajmniej nie cierpi głodu.
Przy okazji pozwolę sobie przytoczyć tu zdarzenie, które zamieścił A. Micewski w swojej książce o Romanie Dmowskim. W roku 1904 w czasie wojny japońsko-rosyjskiej Dmowski pojechał z misją dyplomatyczną do Japonii. Rozmawiał tam z zastępcą szefa sztabu generałem Kodamą. Generał był bardzo uprzejmy dla polskiego gościa. W pewnej chwili zaczął chwalić się, że ma jedenaścioro dzieci i czterech synów na wojnie z Rosją. - A pan ile ma dzieci? - zapytał. Gdy Dmowski odpowiedział, że jest kawalerem, uśmiech znikł z twarzy Japończyka i zjawił się na niej wyraz niechęci. - Jak to? - powiedział - to u was można nazywać się dobrym Polakiem nie będąc żonatym i nie mając dzieci?
Te słowa japońskiego generała są dla nas dziś wspaniałą lekcją patriotyzmu. Powie może ktoś: "nie ilość, lecz jakość jest ważna". Niesłuszne to słowa, gdyż w naszej dzisiejszej sytuacji Polsce potrzebna jest zarówno ilość, jak i jakość. Musimy zmobilizować wszystkie siły do walki o obie te sprawy. Ogromna to praca, w której wszyscy Polacy mogą i muszą mieć swój bardzo ważny udział. Lecz znów ktoś zapyta: jak? w jaki sposób? Czyż nie jesteśmy bezsilni wobec takich klęsk, jak patologia rodziny, rozwody, przerywanie ciąży, pijaństwo, zmaterializowanie, seksualna rozwiązłość młodzieży i inne fatalne przejawy demoralizacji?
Nie! Na pewno nie jesteśmy bezsilni, tylko w swe siły nie wierzymy, nie robimy z nich użytku. Łatwo jest bezmyślnie biadać, potępiać młodzież, narzekać na różne zewnętrzne czynniki i wpływy. Dużo trudniej zrobić rachunek sumienia, zadać sobie gorzkie, lecz bardzo istotne pytanie: jak tę młodzież wychowaliśmy? Jakie wartości, jakie ideały wyniosła z domu od rodziców i dziadków?
Na pewno niełatwo naprawiać te zaniedbania, lecz bardzo wiele można zdziałać, jeśli te różne sprawy dobrze się przemyśli i odważnie wystąpi do walki o moralną naprawę na wszystkich dostępnych nam polach: w pracy, wśród znajomych, na terenie własnej rodziny, własnej parafii, w różnych stowarzyszeniach itp. Trzeba szerzyć prawidłowe poglądy, rozmawiać, przekonywać, argumentować, stwarzać właściwe opinie, pokazywać skutki złego postępowania.
Zapewne - nie wszystko się uda, nie każde ziarno wyda plon, ale naszym obowiązkiem jest siać te dobre ziarna w cierpliwym i wytrwałym działaniu. Tego oczekuje od nas ojczyzna i z tego kiedyś zdamy rachunek przed Bogiem.
