Wśród miłości "naturalnych", to jest tych, które wypływając z natury ludzkiej stoją na straży doniosłych życiowych zadań, miłość erotyczna zajmuje ważne miejsce. Jest ona "tworzywem", z którego poprzez związek małżeński powstaje rodzina - jest przez to źródłem rozwoju innych miłości wiążących się z macierzyństwem, ojcostwem i życiem rodzinnym.
Ale czy naprawdę miłość erotyczna ma takie znaczenie? Przecież ogromna ilość małżeństw, np. w tzw. III świecie, jest zawierana bez tej erotycznej miłości, która nam wydaje się tak ważna i potrzebna. Jak może wyglądać problem tej miłości w krajach, gdzie żonę kupuje się jak niewolnicę, a kto jest bogatszy, może mieć więcej żon? Albo tam, gdzie narzeczeni nawet nie mogą zobaczyć się przed ślubem? A przecież i w Europie w ubiegłych wiekach częste były małżeństwa nie z miłości, lecz z woli rodziców, z różnych rodowo-finansowych ambicji.
Z jednej więc strony w pewnych kręgach i kulturach można obserwować zwyczajowo zatwierdzone małżeństwa bez miłości, z drugiej zaś strony w innych kręgach kulturowych szerzy się propaganda i praktyka miłości wolnej, pozamałżeńskiej, a nasilająca się w tych krajach "rewolucja seksualna" nawet tę uczuciową miłość dewaluuje wynosząc na piedestał samo pożycie seksualne, czyli tzw. seks.
W takiej sytuacji tym bardziej potrzebna jest wnikliwa analiza tych zagadnień z poszukiwaniem prawidłowego wzorca postępowania, a więc porządku moralnego w tej dziedzinie. Kościół katolicki podaje nam ten wzorzec, oparty zarówno na Objawieniu, czyli przykazaniach Boga, jak i na rozumowej analizie praw natury, zwłaszcza natury człowieka. Prawa te stworzone są przez Boga i pozostają w zupełnej zgodzie z przykazaniami objawionymi, które spełniają rolę dobroczynnych drogowskazów, chroniących nas przed życiowymi katastrofami. Niestety, wiemy, jak często ludzie zaślepieni i opętani żądzą użycia buntują się przeciw katolickiej etyce seksualnej. I wiemy zarazem, jak obfite żniwo cierpienia jest tego rezultatem. Wystarczy przypomnieć, że w Polsce w miarę rozwoju tej tzw. "rewolucji seksualnej", która przyszła do nas z Zachodu (głównie z USA), między rokiem 1950 a 1986 roczna liczba rozwodów wzrosła pięciokrotnie. W tym samym stosunku wzrosła roczna liczba dzieci porzuconych (tzw. sierot społecznych) oraz liczba samobójstw i przestępstw u nieletnich. Rocznie rodzi się ok. 30 tysięcy dzieci nieślubnych, a samotne matki stanowią 10-12% rodzin. Ciąże zdarzają się dziś coraz częściej już nawet u 13 - 14-letnich dziewczynek.
Wracając do problemu porządku moralnego w erotyce spróbujmy podejść do niego na drodze czysto rozumowej analizy. Człowiek jest istotą duchowo-cielesną i jego erotyzm, jeśli ma być ludzki, musi być również duchowo-cielesny. Od razu więc odpadną z kręgu porządku moralnego te wszystkie akty seksualne, którym nie towarzyszy żadna więź duchowa. Są one niemoralne, bo są nieludzkie, odczłowieczone. Ale co powiedzieć o młodej parze, która się kocha i bez ślubu szybko przechodzi do seksu w przekonaniu, że właśnie miłość, a nie ślub do tego upoważnia? Takie opinie zresztą nader często głoszą tzw. środki masowego przekazu.
Miłość. Co oznacza to słowo w zakresie erotyki? Jak wiemy, filozofia wyróżnia ogólnie miłość: 1) pożądania, 2) upodobania i 3) dobrej woli. W erotyzmie tym trzem elementom odpowiadają: 1) pociąg cielesny, 2) tzw. zakochanie - więź uczuciowa i 3) ofiarne nastawienie woli na dobro drugiego człowieka i zawieranego z nim związku. Cielesne pożądanie może zjawiać się przy różnych okazjach i w stosunku do różnych osób. Trzeba umieć nad nim panować. Zakochanie już znacznie głębiej angażuje psychikę, toteż zdarza się rzadziej i w dużej mierze zależy od rozwoju sfery uczuciowej człowieka. Zarówno pożądanie, jak zakochanie to uczucia - a, jak wiadomo, uczucia ze swej natury są zmienne i nietrwałe. Nie można tylko na nich budować małżeństwa i rodziny. Byłoby to "budowanie na lotnym piasku". Pełna i prawdziwa miłość erotyczna musi składać się z wszystkich trzech wyżej wymien[i]onych elementów. Musi dojść owa niezwykle ważna "miłość dobrej woli", a więc rozumowa ocena sytuacji, [74]pełna odpowiedzialność, głęboka życzliwość i nastawienie na dobro osoby, którą się kocha. Bardzo ważna jest tu rozumowa analiza. Aby wola była "dobra", człowiek musi rozumieć, co jest owym "dobrem", musi też poważnie zastanowić się, czy z daną osobą możliwa będzie głęboka duchowa więź i przyjaźń, która jest podstawą małżeńskiego szczęścia i pomyślnego rozwoju rodziny.
Jeśli odpowiedź rozumu jest pozytywna, a uczucia dostatecznie silne, zjawia się i umacnia decyzja ślubu. Jest oczywiste, że prawdziwie dobra wola musi w erotyzmie dążyć do tego, co najlepsze i w pełni prawidłowe, a więc do małżeństwa. Ale to pragnienie i dążenie realizuje się dopiero przez ślub. Dla niewierzących będzie to kontrakt cywilny, który nadaje małżeńskie prawa. Ludzie wierzący również muszą uzyskać prawa cywilne, ale istotny będzie dla nich ślub kościelny, który małżeństwo ich czyni sakramentem.
Dopiero zawarcie małżeństwa jest tym dowodem i pełnym aktem dobrej woli, która w tym momencie wkracza na widownię i dalej ma już stale działać. Tę właśnie miłość dobrej woli przysięga się przy ślubie w założeniu, że uczuciowe elementy już istnieją, skoro podjęto decyzję małżeństwa. Przysięga nie mogłaby przecież dotyczyć pociągu seksualnego czy stanu zakochania na całe życie. Może ona tylko dotyczyć nastawienia woli i działania w kierunku dalszego trwania tych uczuć oraz pomyślnego rozwoju zawartego związku.
Zarówno ksiądz przy ołtarzu, jak i urzędnik Stanu Cywilnego pytają o tę dobrą i nieprzymuszoną wolę, zanim wdrożą akt zawarcia małżeństwa. Jeszcze w tej chwili można zaprzeczyć, odwrócić się, zerwać, jeszcze nie było tej najistotniejszej decyzji i zobowiązania, a wola nie została jeszcze zrealizowana i może się zmienić. Ale to już ostatni moment wolności i możliwości wyboru. Słowo "tak" i dopełnienie obrzędu zmieniają całe życie.
Ślub to nie tylko samo uczucie, lecz i analiza rozumu, ostateczna decyzja, stworzenie sytuacji prawnej, definitywne zaangażowanie i oddanie się oraz wyrzeczenie się na przyszłość wszelkich innych związków erotycznych - słowem wszystko, co najlepszego można dać kochanemu człowiekowi. Miłość, która tego daru dobrej woli jeszcze nie złożyła, nie jest jeszcze miłością pełną i prawdziwą, lecz jest tylko zadatkiem, materiałem na taką miłość. Nie dała bowiem jeszcze tego, co najistotniejsze i najlepsze.
W tym sensie ślub porównać można do podpisu i pieczęci na dokumencie, który może zawierać piękne wyznania, obietnice i zobowiązania, ale zyskują one ważność dopiero po otrzymaniu tego potwierdzenia.
Jeżeli więc ktoś mówi, że miłość upoważnia do seksualnego pożycia, trzeba odpowiedzieć: tak, ale ta prawdziwa, w której jest też miłość dobrej woli, a więc poślubna.
Dotychczasowe rozważania dotyczą moralnego porządku miłości, czyli więzi między mężczyzną a kobietą. Ale ta więź z natury swej jest płodna, a więc wyłania się tu również moralny porządek rozrodu - powoływania nowego ludzkiego życia. Akt seksualny jest przecież nie tylko "znakiem miłości", ale i "znakiem płodności", przekazaniem olbrzymiej ilości plemników, ważnym ogniwem w łańcuchu procesów rozrodu. I tu również zwykły zdrowy rozsądek powie nam, że moralne prawo do płodzenia - a więc i do seksualnego pożycia - może mieć tylko małżeństwo. Występują tu prawa kobiety i dziecka. Kobieta ma moralne prawo do tego, by ojciec dziecka jako mąż pomagał w jego wychowaniu, a dziecko ma prawo mieć ojca i matkę i wyrastać w kochającym się małżeństwie swych rodziców. Nieślubne macierzyństwo zawsze połączone jest z krzywdą dla matki i dziecka, choć oczywiście największą krzywdą byłoby w tym wypadku przerwanie ciąży, a więc zbrodnia zabójstwa.
Tak więc na drodze, czysto rozumowej analizy porządku moralnego w erotyzmie dochodzimy do tego, co od wieków stale i niezmiennie głosił Kościół: tylko małżeństwo ma moralne prawo do seksualnego pożycia.
A pamiętając o wyżej wyliczonych trzech podstawowych elementach erotycznej miłości łatwo ocenić można błędne poglądy i nieprawidłowe obyczaje, jakich, niestety, tak wiele spotyka się na świecie.
