W święto Matki Bożej Gromnicznej staje nam przed oczy obraz Piotra Stachiewicza. Oto wieś polska wśród mroźnej nocy zimowej. Tuż przy opłotkach wilki, ale ktoś im zagradza dalszą drogę: niewiasta z płonącą świecą w ręku. Obraz symbolizuje opiekę Matki Najświętszej nad Polską chrześcijańską i nad całym Kościołem.
Po Soborze Watykańskim II padają głosy, że Kościół nie ma już nieprzyjaciół. Ale Sternik Kościoła coraz to budzi naszą czujność. W roku 1974 (6 XI) Paweł VI przypomniał prorocze słowa starca Symeona, wyrzeczone do Najśw. Maryi Panny, gdy ofiarowała swego Syna w świątyni jerozolimskiej: "Oto Ten przeznaczony jest... na znak, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk 2,34). "Ten los - tłumaczył papież-przechodzi z głowy na członki, to jest na wiernych, którzy tworzą Ciało mistyczne Chrystusa". Żalił się wtedy na współczesny przypływ nienawiści do Kościoła, na "falangę nieprzyjaciół Kościoła", która wzbudza "fale antypatii, negacji (odrzucania), ateizmu i antyklerykalizmu lub, jak to się dziś mówi, sekularyzmu". Wcześniej, w 1972 r. (29 VI), oświadczył, że odnosi wrażenie, iż "swąd Szatana przez jakąś szczelinę wszedł do świątyni Bożej".
Co się stało? W książce pt. Atanazy i Kościół naszego czasu bp Rudolf Graber wykazuje, jak masoni - zresztą nie tylko oni - wykorzystują ostatni Sobór, aby przez opaczne tłumaczenie jego uchwał osłabić i zniszczyć Kościół. Cytuje m.in. organ Wielkiego Wschodu Francji "l’Humanisme", który w 1968 r. przedstawił otwarcie masonom całą strategię, jak interpretując po swojemu Sobór, narzucając katolikom swe opinie przez środki przekazu, mają przyspieszyć "gigantyczną rewolucję w Kościele", która obali jego struktury tradycyjne, za czym pójdzie całkowity upadek. Kiedy w ubiegłym roku Antoni Socci przeprowadził dla tygodnika "Il Sabato" wywiad z Mariuszem Morterą, wiceprezesem Ligi powszechnej masonów, i ten mu oświadczył, że "masoneria nie ma nic przeciw Kościołowi", redaktor przypomniał mu, co w 1968 r. pisał Jakub Mitterand, wielki mistrz masonerii francuskiej: "Nasza zasada... wymaga też buntu przeciw siłom reakcyjnym, wcielonym w Kościele rzymskokatolickim. Nie poprzestajemy na tym, by być wewnątrz naszych świątyń Republiką tajną; jesteśmy jednocześnie Anty-Kościołem".
Jak w sytuacji dzisiejszej zachowałby się św. Maksymilian Kolbe, założyciel Rycerstwa Niepokalanej? Na pewno tak, jak w roku 1917, kiedy widział na ulicach Rzymu pochody masońskie ze sztandarem Lucyfera. I dziś rzuciłby swemu Rycerstwu apel: "Wobec tak potężnych nieprzyjaciół Kościoła czy wolno nam stać bezczynnie? Czy wolno tylko biadać i łzy ronić? Nie!... Na każdym z nas ciąży święty obowiązek, by stanął na szańcu i piersią własną odparł zapędy wroga". Nie bójmy się, nie ulegajmy panice. Z nami, z Kościołem jest Jezus Chrystus, "światło na oświecenie pogan" i moc "na upadek i na powstanie wielu" (Łk 2,32nn). On sam zapewnił, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, który zbudował na Piotrze - Opoce (por. Mt 16,18). Z nami Niepokalana, która depcze głowę węża - szatana (por. Rdz 3,15). Twórca MI zapewnia: "Niepokalana, Pośredniczka wszelkich łask, może i chce dopomóc: Bo na cóż Jej objawienia w Lourdes i objawienie Cudownego Medalika, przez które tylu, i tylu już się nawróciło?!".
Na Niepokalaną jako na niezawodny znak nadziei wciąż wskazuje Papież Jan Paweł II. W 1981 r., w roku, w którym dokonano zamachu na jego życie, w święto Niepokalanego Poczęcia mówił: "Znaki czasów wskazują, że znajdujemy się w orbicie jakiejś wielkiej walki między dobrem i złem, między uznaniem i negacją Boga, Jego obecności w świecie i zbawienia, które w Nim ma swój początek i kres. Czyż te znaki nie wskazują nam może na Niewiastę, z którą winniśmy zejść na skraj czasu, jaki wytycza kończący się wiek i tysiąclecie? Czyż nie powinniśmy właśnie z Nią przeciwstawić się udrękom, jakie przepełniają nasz czas? [35]Czyż nie powinniśmy właśnie w Niej odnaleźć tę siłę i tę nadzieję, które rodzą się z samego serca Ewangelii? «Dla Boga nie ma nic niemożliwego»! (Łk 1,37)". Ojciec Święty modli się: "Ty, która depcząc głowę węża obejmujesz cały świat w swym Sercu Niepokalanym, okaż się Matką!". Świadomy "zmagań, jakie wstrząsają współczesnym światem", ponawia swą prośbę 8 grudnia 1984 r.: "Ty, która «depczesz głowę węża», nie pozwól nam ulec. Nie dozwól, abyśmy dali zwyciężyć się złu - ale byśmy sami zło dobrem zwyciężali".
Przy Sercu Niepokalanej krzepimy swą ufność, ale nie popadamy w słodką bezczynność. Na obrazie Stachiewicza widać w jakimś domu uśpionej wioski światło: ktoś czuwa. Dusze oddane Niepokalanej są Jej czujnym narzędziem w obronie Kościoła. Św. Maksymilian daje wskazania. Kapłani należący do MI i jej animatorzy winni "odkrywać złe prądy panujące w danej okolicy, odsłaniać ich fałsz i szkodliwość oraz przeciwdziałać tymże przy pomocy ognisk i całego Rycerstwa Niepokalanej". Redaktorzy katoliccy, zwłaszcza spod znaku MI, mają śledzić prądy nurtujące w Polsce i za granicą, tak jawne, jak - co trudniej poznać - skryte, "badać pierwsze przyczyny, nerwy dające impuls tym prądom..., by nie walczyć ze ślepym mieczem, ale z ręką, która nim kieruje".
Rycerstwu Niepokalanej chodzi nie tylko o obronę Kościoła przed jego nieprzyjaciółmi, ale i o nawrócenie tych nieprzyjaciół. Szczególnym celem MI jest nawrócenie masonów. Trzymamy się tu taktyki Niepokalanej, której narzędziarni jesteśmy. Napisano o Niej, że "wszystkie herezje sama zniszczyła na całym świecie". "Nie napisano - wyjaśnia o. Kolbe «heretyków», ale «herezje» zniszczyła, bo tamtych kocha i bardzo miłuje jak najlepsza Matka i dlatego właśnie z ciemności fałszu i więzów zła ich wybawia druzgocąc potęgi piekła". Trzeba otwierać oczy, poruszać serca. Św. Maksymilian w artykule pt. Okpieni, który napisał po zakończeniu międzynarodowego kongresu wolnomularzy w Bukareszcie w 1926 r., tłumaczy: "Panowie masoni..., czy nie lepiej w pokoju wewnętrznym w miłości radosnej służyć Stwórcy niż słuchać rozkazów tajemnej, podstępnej kliki?" A i ich przywódców uświadamia, że są okpieni, zbałamuceni przez nieprzyjaciela ludzkości, Szatana. "Czyż nie lepiej wam... zwrócić się szczerze do Boga, uznać w Jezusie Chrystusie Zbawiciela, pokochać Niepokalaną i pod Jej sztandarem zdobywać dla Niej dusze?". O. Kolbe nie wahał się iść - z logiką doktora filozofii i medalikiem Niepokalanej - do mistrzów lóż masońskich. Parokrotnie odwiedzał Andrzeja Struga.
Choć nie każdego stać na poważniejszą dyskusję, zawsze winniśmy dać świadectwo prawdzie, które może się okazać bardziej wymowne od uczonych argumentów. I każdego dnia, owszem często w ciągu dnia, odmawiajmy akt strzelisty Rycerstwa Niepokalanej. W akcie tym modlimy się słowami, które Ona sama objawiła na Cudownym Medaliku: "O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy". Pomni jednak na tych, których zbawienia pragniemy, dodajemy: "i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła". Wreszcie dołączamy takich, których nawrócenie leży nam szczególnie na sercu: "i poleconymi Tobie". Potężna jest modlitwa, zwłaszcza gdy z tysięcy serc co dzień wzlata ku Niepokalanej. Modlitwa wyprasza łaskę Bożą, która jest nieodzowna do nawrócenia i uświęcenia dusz.
Akt poświęcenia się Niepokalanej w MI kończymy wezwaniem: "Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza, i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim!". Ciekawy komentarz do tych słów dał autor aktu, św. Maksymilian. "Kto więc - zapytuje - jest Jej nieprzyjacielem? To wszystko, co skalane, co nie prowadzi do Boga, co nie jest miłością; to wszystko, co pochodzi od węża piekielnego i on sam, więc wszystkie nasze wady, wszystkie winy. Prosimy Ją, by nam dała moc przeciw nim", byśmy coraz bardziej miłowali Boga, upodabniali się do Boga i jednoczyli z Nim. Prosimy Ją, byśmy uwolnili się od fałszywych poglądów, od osłabień moralnych, jakie spowodowały w nas dzisiejsze prądy pochodzące z zatrutego źródła. Im bardziej sami będziemy święci, im więcej będzie w nas miłości, tej głównej cnoty chrześcijańskiej, tym łatwiej wyprosimy łaskę nawrócenia innym, nawet nie[36]przyjaciołom Kościoła, tym prędzej i oni się przekonają, że chodzi nam rzeczywiście o ich prawdziwe szczęście.
Z taktyki nieprzyjaciół Kościoła uczmy się, jak się im przeciwstawiać. Chcą rozbić jedność katolicką, więc my nastawiamy siebie i innych na posłuszeństwo wobec Hierarchii, na mocne związanie z Papieżem. Godzą tamci w rodzinę chrześcijańską, psują obyczaje, by w ten sposób zwyciężyć Kościół, więc my trzymamy się coraz wierniej Przykazań Bożych i moralności ewangelicznej, którą nam wciąż przypomina Jan Paweł II. Dążą oni do zeświecczenia życia, więc my wnosimy wszędzie Chrystusa, również symbolicznie, wieszając krzyż w sali, w warsztacie, obrazek święty w samochodzie, przy maszynie. Wróg zobojętnia do spowiedzi, podkopuje kult Eucharystii i Matki Bożej, więc członkowie MI spieszą bodaj co miesiąc do konfesjonału i często do Komunii św., nie żałują czasu na adorację Najśw. Sakramentu, codziennie odmawiają Różaniec. Zwycięstwem, które odnosimy nad światem, jest wiara nasza (por. 1 J 5,4). Prowadząc życie w pełni katolickie, otworzymy oczy, nawet zaślepionym, że takie życie to prawdziwy postęp, wolność i ocalenie, gdy swoboda obyczajowa, zalecana przez środki przekazu nieprzyjaciół Kościoła, to zacofanie, niewola i zguba.
21 lutego 1858 r. Niepokalana rzuciła apel: "Pokuty, pokuty, pokuty!", który św. Bernadetta przekazała zebranym przy Grocie. Apel ten do dziś zobowiązuje, i to wszystkich. Pokutujmy za własne grzechy i za bezbożność dzisiejszą, by wynagrodzić Bogu za zniewagi. Rok temu pisał w "Dzienniku Groty" o. Mariusz Dannay, benedyktyn: "Ten potrójny apel Dziewicy przy skale Massabielskiej mimo pozornej ostrości jest tylko świadectwem Jej troski, czułości, macierzyńskiej miłości do swych dzieci, grzeszników, jakimi jesteśmy". Pokuta i modlitwa oto nasza odpowiedź, jaką dajemy, zgodnie z apelem Niepokalanej, na dzisiejsze wyzwanie nieprzyjaciół Kościoła, pewni, że Ona w nas i przez nas zwycięży.
