Gwiazdy pisały na niebie: "Wniebowzięta"!
Niepokalana w koronie białych lilii
Błogosławiła ziołom i kwiatom,
A Ziemia Polska drżała krzykiem bólu!
W głodowej celi Oświęcimia,
Oparty o ścianę ociekającą łzami
I kroplami krwi męczeńskiej,
Ojciec Maksymilian kończył ofiarę życia.
Słowa cichsze niźli wiew dmuchawca
Przedzierały się przez mury i kolce drutów.
Tylko serce wystukiwało:
"Przyjmij, Ojcze Święty, tę ofiarę"!
Może anioł przyniósł Mu z nieba hostię,
By nad nią wymówił słowa:
"Hoc Est Enim Corpus Meum",
A Chrystus utulił Go w swoich ramionach?
Aniołowie wynieśli duszę na skrzydłach,
By błogosławił armii numerów,
Szkieletom stukającym piszczelami,
Jak kołatki w Wielki Piątek.
Słup ognia przeszył niebo ognistym mieczem,
By dotarł do tronu Bożego Miłosierdzia
Krzyk milionów: "De profundis"!
Tego dnia na polskich drogach
Kwitły złote nieśmiertelniki,
Jak płomyki świec ofiarnych,
Które zapalał Męczennik Maksymilian,
Idąc do swojej Pani Niepokalanej
Na uroczystość koronacyjną.
