3 listopada 1985 r. został wyniesiony na ołtarze, jako męczennik za wiarę, o. Tytus Brandsma, kapłan holenderski z zakonu karmelitów, męczony i zabity przez hitlerowców w obozie koncentracyjnym w Dachau.
Urodził się 23 lutego 1881 r. w Oregklooster (we Fryzji) w rodzinie chłopskiej o głębokich tradycjach religijnych. Spośród sześciorga dzieci pięcioro obrało życie zakonne. Anno Sjoerd (takie imię bł. Tytus otrzymał na chrzcie) został karmelitą. Wyświęcony na kapłana w r. 1905, studiował jeszcze na Gregorianum w Rzymie, a potem poświęcił się pracy profesorskiej i dziennikarskiej, odznaczając się wielką uczynnością.
Najpierw wykładał w seminarium zakonnym w Oss. W r. 1923 był jednym z założycieli Katolickiego Uniwersytetu w Nimwedze, na którym przez 20 lat wykładał filozofię i historię mistyki chrześcijańskiej, a przez kilka lat był rektorem. Oprócz tego działał intensywnie jako dziennikarz. Był założycielem i redaktorem wielu czasopism katolickich. Jego rozprawy naukowe, artykuły i pisma tworzę 136-tomowę bibliotekę.
Podczas drugiej wojny światowej jako asystent kościelny prasy katolickiej bronił wiary, wolności i godności ludzkiej, nie zważając na niebezpieczeństwa. Do wydawców katolickich wysłał list okólny, w którym wezwał ich, by nie szli na zaproponowaną przez okupanta współpracę. List zakończył zdaniem, które dziś widnieje w kaplicy uniwersyteckiej w Nimwedze: "Bóg mówi ostatnie słowo i nagradza swego sługę wiernego".
Został aresztowany 19 stycznia 1942 r. przez hitlerowców. Oskarżono go o działalność pisarską w obronie Żydów i o wrogie nastawienie do działalności Rzeszy niemieckiej. Po siedmiotygodniowym pobycie w więzieniu w Hadze dostał się do obozu pracy w Amersfoort, a w kwietniu do obozu śmierci w Dachau, gdzie znalazł się jako "numer 30492", w bloku 28 zajmowanym przez księży polskich.
Niedolę obozową znosił z pogodę ducha, nie tracąc nawet poczucia humoru. Dodawał odwagi współwięźniom, spowiadał ich i modlił się z nimi.
Nierzadko dzielił się kromkę chleba z tymi, którzy umierali z głodu. Dawał świadectwo wiary wobec wszystkich i modlił się za prześladowców. Kiedy w lipcu dostał się do szpitala obozowego, dokonano na jego ciele doświadczeń, a 26 lipca 1942 r. uśmiercono go zastrzykiem z kwasu karbolowego.
Ciało zostało spalone w krematorium.
Ostatnim gestem o. Tytusa było wręczenie różańca pielęgniarce, która przygotowywała zastrzyk.
Był to różaniec "wykombinowany", zrobiony z kawałeczków drzewa nanizanych na sznurek, a zamiast krzyżyka miał guzik. Pielęgniarka odpowiedziała, że nie umie się modlić, na co kapłan więzień odrzekł, że przynajmniej może mówić: "módl się za nami grzesznymi". Zachowała ten różaniec, a potem złożyła swe zeznanie, co świadczy, że ostatni gest męczennika osiągnął swój cel.
Po kanonicznym stwierdzeniu, że o. Brandsma został umęczony za wiarę, Ojciec Święty beatyfikował go w pierwszą niedzielę listopada w bazylice watykańskiej, w obecności 15 tys. wiernych, którzy przybyli z różnych stron świata, zwłaszcza z Holandii. W koncelebrze uczestniczyli m.in. dwaj kardynałowie z tego kraju: Hadrian Simonis, abp Utrechtu, i Jan Willebrands oraz generał ojców Karmelitów.
Jan Paweł II powiedział w homilii: "Jeszcze raz do chwały ołtarzy dojrzewa człowiek, który przeszedł przez mękę obozu koncentracyjnego... Pośród obozowej kaźni, która pozostaje hańbiącym piętnem naszego stulecia, Bóg znalazł Tytusa Brandsmę godnym siebie". A przed "Anioł Pański" dodał: "Nowy Błogosławiony złożył Chrystusowi swe niezłomne świadectwo w stopniu heroicznym".
Papież przypomniał też naukę Soboru Watykańskiego II, że "Kościół uważa męczeństwo za dar szczególny i za najwyższą próbę miłości" i że "chociaż nielicznym dane jest męczeństwo, to jednak wszyscy winni być gotowi wyznawać Chrystusa wobec ludzi".

