Matka...

Pośród gwaru, wrzasku i nawoływań słychać częste i dosyć silne uderzenia młota.

Na twarzach Izraelczyków, zwłaszcza faryzeuszów, przywódców ludu, maluje się niezwykła radość...

Po chwili ucichły uderzenia młota..., i oto przed oczyma ciekawego, pozbawionego uczucia litości tłumu, ukazuje się krzyż - drzewo hańby. Na krzyżu wisi ofiara zemsty, przewrotności i nienawiści faryzeuszów: "buntownik ludu", "oszust" - w ich pojęciu. Wisi przed ich oczyma Ten, Którego tak długo oczekiwali, a Którego nie poznali... - Jezus!

"Stała podle krzyża Matka Jego". Jakaż boleść przejmuje Jej najczulsze Serce!

Jej Syn - Bóg, uznany za oszusta, wyklęty od swego narodu, tak marnie ginie...

Stoi struchlała, bez jęku, bez łez; co zauważa św. Ambroży: "Nie mówcie mi o łzach, o omdleniu; czytam, że stała - że płakała nie czytam".

Boleść tak wielka, którą potrafią odczuć najlepiej matki, a zarazem tak zrezygnowana świadczy wymownie o wielkiej miłości Maryi ku rodzajowi ludzkiemu.

Św. Bonawentura przyrównywa Jej miłość ku ludziom do miłości Boga Ojca: "Jak o Ojcu, tak i o Maryi należy powiedzieć: tak umiłowała świat, że Syna Swego Jednorodzonego mu dała",

- Lecz jaką walkę serca przeszła Maryja, poświęcając Syna Swego najukochańszego na ofiarę?...

Miłość z miłością się starła.

Serce Matki Bolesnej stało się terenem zmagania się miłości Matki dla Syna - z miłością - poświęceniem dla ludzi...

Co za straszna walka!...

Albo miłość Matki zwycięży, albo ustąpi...

Maryja kochała Syna Swego miłością bez granic - lecz z drugiej strony zdaje sobie dobrze sprawę, że śmierć Jezusa, Jej Syna, jest konieczna dla zbawienia świata, dla pojednania grzesznych ludzi z Bogiem.

Ból niewymowny targa Jej biednym macierzyńskim Sercem. -

- Jeśli Jezus nie umrze, ludzkość cała będzie na wieki odtrącona od Boga; Wolą Boga Ojca jest, by Jezus był ofiarowan - przychodzi na myśl Matce Wola Boga!

- "A więc weź, Ojcze, mego i Swego Syna! Ofiaruję Ci Go za lud, który tak bardzo kocham, a kocham dla Ciebie.

- "Ofiaruję Ci zatem, Ojcze, wszystkie, nawet najmniejsze cierpienia Ukochanego Syna i dołączam do nich boleść mego Serca".

Widzi teraz ofiarę Swego Serca: Jezusa rozpiętego na haniebnym drzewie. Ach, co za okropny widok dla Serca Matki!...

Nie może się ruszyć, cała jakby skamieniała.

Oczyma silnie utkwionymi w ukrzyżowanym Synie pragnie wyśledzić najmniejsze uczucia Jego bólu, Wszystko, cokolwiek przeżywa w tej chwili Syn, znajduje oddźwięk w Sercu Matki. "Każdy cios, każda męka, co godzi w jedno z nich, wiernym echem odbija i odczuwa się w drugim" (Arnold, Exp.).

Jezus i Maryja są w tej chwili jakby dwie harfy, czy cytry, nastrojone na ten sam ton; "wystarczy w struny jednej harfy uderzyć, by odezwał się ton podobny w drugiej" (św. Grzegorz Niss.).

Boleści Jezusa przelewały się z gwałtownością, niby potok, do duszy Maryi, czyniąc Ją "jednym morzem skruszenia i oceanem goryczy" (św. Bern.).

"O, jak smutna i strapiona była Matka uwielbiona. Której Synem Bóg!"

Fizyczną boleść Maryi powiększają jeszcze złorzeczenia, bluźnierstwa i przekleństwa, które niby obrzydliwa fala, toczą się stronę Jezusa.

- Ach, gdyby mogła zasłonić Syna Swego przed nowa zniewagą!... Przynajmniej Swymi pięknymi oczyma pragnie ulżyć Synowi...

..."Oto Syn Twój!" - pada z Boskich ust Jezusa balsam ukojenia na zbolałe Serce Matki.

"Oto Syn Twój!" - to słowo bezustannie, od dwudziestu wieków rozlega się po świecie katolickim, a odgłosem jego jest czuła miłość wyrażająca się we wzruszających słowach: Maryjo, Matko nasza!

..."Nie dozwól, Matko, żebym kiedykolwiek miał odwrócić od Ciebie uwagę, lub żebym gdzieindziej miał szukać zabójczych rozkoszy" (Moja Matka, Schrijvers).

Pi − us −